Wygram ten Dakar, to tylko kwestia samochodu
Do jazdy po pustyni Atakama i innych terenach Ameryki Południowej ćwiczę u siebie na Mazurach. Niedługo zrobię sobie obóz - na jakiejś ciepłej wyspie będę biegał i ćwiczył kondycję. Zamierzam tam zmęczyć się do granic wytrzymałości, potem na święta przyjdzie moment całkowitego rozprężenia. A zaraz po świętach wsiadam w samolot i lecę do Buenos Aires. Na ostatni dzień Bożego Narodzenia dziewczyny chciały mi uciec na narty, ale absolutnie się na to nie zgodziłem.
Nissanem navarrą, który różni się od zeszłorocznego dosłownie o ton. Nie ma nowego silnika czy skrzyni biegów, ale wszystko zostało troszeczkę poprawione. Byłem na testach w Afryce Południowej i mam wrażenie, że wszystko jest odrobinę lepsze. Rok temu nasze auto nie psuło się prawie w ogóle, mieliśmy tylko małe kłopoty z wałem napędowym, który został teraz całkowicie przekonstruowany. Do tego auto jest odrobinę szybsze. Na ile to nas zbliży do tych najlepszych teamów fabrycznych Volkswagena czy BMW - okaże się na trasie.
Jeżeli mielibyśmy z moim pilotem Jeanem-Markiem Fortinem walczyć o czołowe miejsca, musielibyśmy wsiąść w lepszy samochód. Nasza jazda jest trochę na sępa. Musimy liczyć na to, że ci najlepsi, walcząc między sobą, popełnią błędy. Przyznam, że to jest wkurzające. Rozmawialiśmy z Orlenem o lepszym samochodzie, ale mamy do dyspozycji ograniczony budżet. To określenie trochę zresztą nie pasuje do sum, którymi obracamy. Nissan po cichu chyba liczył, że do nich wrócę. Mimo że rozmawiałem z Mitsubishi, trochę z BMW, Nissan już konstruował samochód pode mnie. Zrobili go zresztą najlepiej, jak potrafili. Marzenia są zawsze, najlepiej do razu wsiąść do supervolkswagena. W nim mógłbym ścigać się o wszystko - bo jestem tak samo szybki jak najlepsi.
Przepraszam, że tak mówię, ale wierzę w siebie. Muszę tylko dojść do odpowiedniego sprzętu, poczuć pod butem pedał najlepszego samochodu.
Wygram ten rajd. Wiem, że będzie mi bardzo ciężko namówić sponsorów, ale w końcu taki budżet zdobędę.
2,5 razy, a właściwie 3 razy większymi niż teraz.
To już nie mój biznes. Ja jestem tylko kierowcą. Wsiadam, jadę, liczbami się nie przejmuję.
Myślę o przyszłym roku. Właściwie to już teraz powinienem wejść na ten poziom. Pokazują to logika i progres moich wyników, i opinie ludzi, którzy się na tym znają. W tej chwili ocenia się mnie w pierwszej szóstce kierowców Dakaru. Chodzi tylko o sprzęt. Ale ja i w nissanie im pokażę. Zresztą on też ma swoje plusy. Porównując z najlepszymi - to są takie umięśnione wierzchowce, które mogą dostać zadyszki albo piany na pysku. A mój koniczek jest trochę mniejszy, ale cały czas idzie do przodu.
@RY1@i02/2009/226/i02.2009.226.000.019a.001.jpg@RY2@
Hołowczyc chce poprawić swoje piąte miejsce sprzed roku
Damian Burzykowski/Newspix.pl
ur. 1962, kierowca z sukcesami w rajdach płaskich (6. miejsce w Rajdzie Polski, WRC) i terenowych (5. miejsce w Rajdzie Dakar 2009), były poseł do Parlamentu Europejskiego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu