Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak przetrwać z biblijną laską

27 czerwca 2018

O życiu według 10 przykazań i 700 nakazów opowiada A.J. Jacobs

Wstawałem, zapalałem mirrę na stole kuchennym, modliłem się i starałem się żyć normalnie. Na spacer do parku szedłem z synem i 10-strunową harfą lub rogiem, w który uczyłem się dąć. Do pracy jeździłem w białych ciuchach z frędzlami, koniecznie z niemieszanych włókien, z laską i długą brodą.

O białych szatach mówi Kohelet, o frędzlach na krajach szat Księga Liczb, a Księga Kapłańska przestrzega, żeby nie nosić ubrania utkanego z dwóch rodzajów nici, a więc na przykład wełny i lnu, a także że nie powinno się golić włosów po bokach brody. Ponieważ nie wiedziałem, gdzie dokładnie są te boki, na wszelki wypadek nie ścinałem ich w ogóle. O nakazie chodzenia z laską nie ma mowy. To podstawowe narzędzie pasterza - które w Nowym Jorku raczej się nie przydaje do zaganiania owiec - nie tylko dodawało mi powagi i pozwalało się wczuć w biblijny klimat, ale też służyło jako rozkładane siedzisko. Używałem jej często w metrze, bo nie za bardzo mogłem skorzystać z normalnych ławek. Zbyt duże było prawdopodobieństwo, że siedziała tam wcześniej kobieta nieczysta, a więc taka, która przechodziła właśnie okres. A na to nie mogłem sobie pozwolić.

Według różnych badań od 30 do 50 proc. Amerykanów bierze te zalecenia dosłownie, co ma wpływ na naszą politykę, edukację, służbę zdrowia i życie codzienne. Chciałem sprawdzić, w co wierzy prawie połowa moich rodaków. Był też prywatny powód. Czułem też, że mój wyniesiony z dzieciństwa brak kontaktów z religią to rodzaj skazy, której nie chcę przenosić na swojego syna. W mojej żydowskiej rodzinie nazwa "Ogród Oliwny" kojarzyła się wyłącznie z lokalną włoską restauracją. Wyjątek stanowi wujek Gil. To chyba najbardziej religijny człowiek na świecie. Był już hinduistą, chrześcijaninem, guru sekty hipisowskiej, a od kilku lat jest ultraortodoksyjnym żydem, mieszka w Jerozolimie. Gil bierze literalnie całą Biblię, łącznie z przykazaniem, by mieć "zawiązane pieniądze w rękach swoich", co w jego przypadku znaczy tyle, że nosi 700 dol. przywiązanych nitką do dłoni. Kiedyś opowiadałem koledze o wujku i wtedy uświadomiłem sobie, że dosłowne życie z Biblią to świetny pomysł na eksperyment.

Wiem, ale ja traktuję swoje życie jako okazję do eksperymentów. Najlepiej wspominam miesiąc, gdy wyśmiewałem wszechobecną modę na outsourcing, po prostu zleciłem dwóm osobom w Bangalurze w Indiach, by żyły moim życiem. Odpowiadały więc na moje mejle, kłóciły się z żoną czy opowiadały synowi bajki na dobranoc. Ja siedziałem na kanapie, oglądałem filmy i czytałem książki, a oni odwalali ciężką robotę. Kiedyś postanowiłem stać się najmądrzejszym człowiekiem na świecie. Pomysł, żeby przeczytać 32-tomową Encyklopedię Britannica miał jeszcze mój ojciec. Jemu się to nie udało, więc postanowiłem uratować honor rodziny i przeczytałem dziełko od deski do deski, czyli od aak (gatunek muzyczny we wschodniej Azji) do Żywca (nie muszę chyba tłumaczyć, o co chodzi).

Gdy postanowiłem być stuprocentowo szczery. Koszmar tamtego miesiąca najlepiej oddaje tytuł artykułu, który potem napisałem: "Myślę, że jesteś grubasem".

Ponieważ "nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam", zgromadziłem grupę doradców różnych gałęzi judaizmu i chrześcijaństwa, którzy przez rok rozwiewali moje wątpliwości. Zaopatrzyłem się też w stos wydań Biblii, nie tylko tych klasycznych, ale też hiphopowej, w której "Pan jest moim pasterzem" zastąpiono "Pan jest tym wszystkim", czy takiej, której okładka wygląda jak pismo dla nastolatek z nagłówkami w stylu "Sprawdź swoje duchowe IQ". Sprzedawca sugerował, że czytając ją w metrze, będę mniej zwracał na siebie uwagę niż przy klasycznej okładce. A potem wypisałem z nich około 700 zasad.

Jeśli jesteś dziennikarzem i mieszkasz w Nowym Jorku, trudno nie być chciwym, nie plotkować i nie kłamać, bo to jakieś 70 - 80 proc. twojego życia.

Najgorzej było, gdy redakcja wysłała mnie na wywiad z aktorką Rosario Dawson. Już przygotowując się do rozmowy, miałem spore problemy. Chciałem obejrzeć filmy z jej udziałem, ale one są przepełnione rozwiązłością, brzydkimi słowami i pożądaniem, których tak unikałem, w domu zakleiłem nawet taśmą zdjęcia ślubne, na których druhna ma bardzo wyeksponowany biust. Na szczęście w USA działają internetowe wypożyczalnie, między innymi założone przez mormonów, gdzie można zamówić filmy z wyciętymi scenami seksu i przemocy. Montaż momentami był tak nielogiczny, że z ciekawości zamówiłem "Kill Billa". Bałem się, że w bezpiecznej wersji będzie trwał kwadrans, ale została godzina. Podczas rozmowy okazało się, że to najsprośniejsza aktorka w Hollywood. Z jednej strony jako dziennikarz cieszyłem się z każdego pikantnego zdania, jak o pękniętej prezerwatywie, dzięki której się poczęła, czy o ulubionych gadżetach z sex-shopu, ale moje drugie ja miało nietęgą minę. Poza tym Nowy Jork jest pełen cudzołożników, a ich powinienem kamieniować.

Tygodniami nosiłem kamienie w kieszeni i czekałem na okazję. Były to bardzo małe kamyki, ale z biblijnego punktu widzenia to nie miało znaczenia. Przechadzałem się któregoś dnia po Central Parku w mojej białej todze, kiedy podszedł starszy mężczyzna. Zapytał, dlaczego tak dziwnie wyglądam, a ja opowiedziałem mu o swoim projekcie. Gdy wyszło, że obejmuje on również kamienowanie cudzołożników, zaproponował: "Ukamienujesz mnie?". "Byłoby wspaniale!" - odpowiedziałem. Rzucił się wtedy na mnie, klnąc i grożąc, po czym wyrwał mi kilka kamieni z dłoni i cisnął we mnie. Łobuz.

Na początku cieszyła się, że w naszej bezbożnej rodzinie ktoś się zainteresował religią, ale strasznie ją wkurzało, że przez tydzień w miesiącu uznawana była za nieczystą. Wtedy przed moim powrotem z pracy siadała na wszystkim, na czym dało się usiąść w naszym domu. Zamówiłem więc składany taboret. Ale nie zabrakło pozytywnych momentów. Na przykład wzięliśmy sobie do serca wers "bądźcie płodni i rozmnażajcie się" i nasza rodzina powiększyła się o bliźnięta.

Byłem u amiszów, którzy żyją jak ludzie biblijni do tego stopnia, że nawet nie używają elektryczności - co nie przeszkadza im mieć baterii słonecznych. Odwiedziłem też muzeum kreacjonizmu w Kentucky urządzone niczym park rozrywki. Uświadomiłem sobie, że kreacjoniści mają wyższe IQ od ewolucjonistów, bo ich umysły muszą się nieźle nagimnastykować, by udowodnić, że Bóg rzeczywiście stworzył świat w siedem dni. Oni bardzo się boją, że jeśli to, co mówi Księga Rodzaju, okaże się kłamstwem, w inne słowa w Biblii też nie ma co wierzyć. Dlatego stają na głowie, by udowodnić literalność przekazu w świętej księdze.

Pojechałem też do Izraela, do miejsc, gdzie to wszystko się zaczęło. Na pustyni Negew wypasałem owce. Jestem chyba jedynym Amerykaninem, który przegadał świadka Jehowy. Zaprosiłem go na pogawędkę o Biblii i rozkręciłem się na dobre. Po 3,5 godziny spojrzał na zegarek i powiedział, że naprawdę musi już lecieć. A ja miałem jeszcze tyle pytań.

Chciałem, ale jestem w środku nowego eksperymentu. Postanowiłem zostać najzdrowszym człowiekiem na świecie. No wiesz, od rana warzywa i owoce, mnóstwo ćwiczeń i tak dalej. Wyjazd na pewno by mi nie służył.

@RY1@i02/2009/222/i02.2009.222.186.0012.101.jpg@RY2@

A.J. Jacobs w biblijnym stroju pozdrawia przechodniów na nowojorskiej ulicy

Michael Cogliantry

dziennikarz pisma Esquire. Jego książka "Rok biblijnego życia" ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.