Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Jak konformizm stał się składnikiem naszej codzienności

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Janusz Morgenstern mówi, że w powieści Andermana odnalazł prawdę PRL z jej wieloznacznością. Faktycznie, jego film przekracza ramy relatywistycznej przypowieści o zaniku wartości.

Bohaterem jest student, któremu pod koniec lat 70. udało się opublikować wiersz. To wystarczyło, by poczuć się pisarzem i korzystać z przywilejów pozornej wolności - kokietować władzę, sympatyzować z opozycją, być bon vivantem i zaliczać panienki. Przed pójściem do wojska ratuje go egzaltowana eseistka, która załatwia mu lewą terapię w szpitalu psychiatrycznym. Tam spotyka pisarza schizofrenika. Kradnie mu powieść, publikuje pod własnym nazwiskiem w drugim obiegu, zyskuje rozgłos. Gdy wybucha Sierpień ’80, angażuje się w działalność opozycyjną, znowu przywłaszcza sobie nie swój tekst, a po ogłoszeniu stanu wojennego zostaje aresztowany wraz z bohaterami podziemia.

Z takiej zwyczajnej, tragikomicznej perspektywy cwaniaczka patrzymy na mityczne czasy KOR, papieża Polaka, strajków, powstania "Solidarności". I jest to spojrzenie ciekawsze, prawdziwsze niż to, które z pomnikowej wysokości roztaczało do niedawana polskie kino, bo łamie stereotypowe podziały na nas, bohaterów i ich, reżimowe szmaty. Morgenstern, sprowadzając patos do parteru życia, mówi coś ważnego o wpisanej w polski los niejednoznaczności. Nie ma u niego aniołów, ale nie ma i demonów. Bohater kradnie, kłamie, płynie z prądem, nie dlatego że jest cynikiem. Kłamią wszyscy wokół, bo zakłamana jest rzeczywistość, a ludzie w niej uwięzieni zmuszeni do wybierania mniejszego zła. To jest prawda, którą Morgenstern uwyraźnia jak nikt w polskim kinie. Pokazuje świat z perspektywy człowieka, który ma coś z Piszczyka, przekłuwa balony naszych mitologii, przenikliwie opisując, jak oportunizm stał się składnikiem codzienności. Antybohater okazuje się everymanem tamtego czasu. Tyle że potencjał był większy. W wykonaniu Lesława Żurka bohater jest przesadnie przezroczysty, ma zbyt wiele z pospolitego oszusta. Mógł jak u Andermana być wiecznie niedojrzałym kontestatorem, wewnętrznym emigrantem i oportunistą w jednym. Pozbawiony charyzmy Żurek jest za mało wyrazisty.

Role udźwignęli za to Janusz Gajos - genialny ojciec bohatera, Anna Romantowska jako mata i Wojciech Pszoniak wygrywający napięcie między chorobą psychiczną a świadomą dezercją z życia. Poza tym w filmie Morgensterna za dużo wątków puszczonych, za wiele inscenizacyjnych sztuczności. A jednak film ma wartość rewersu portretu ducha nieautentyczności epok. Ten film drażni i prowokuje. Zwłaszcza tych, którzy chcieliby pamięci nadać kształt mitu, ale też z perspektywy konformisty każdych czasów przestrzega przed zapomnieniem, że i dziś mniejsze zło jest bardziej widoczne niż dobro.

@RY1@i02/2009/209/i02.2009.209.000.015b.001.jpg@RY2@

Wojciech Czerwiński (Ubek) przesłuchuje Lesława Żurka

"Mniejsze zło" reż. Janusz Morgenstern

Vision

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.