Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Hołowczyc ma już swojego następcę

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Michał Kościuszko to największa polska nadzieja w rajdach samochodowych. 24-latek jako pierwszy Polak w historii zdobył tytuł wicemistrza świata.

- Wsiadając do rajdówki, nie potrzebuję niczego więcej. Kocham ten sport i nie wyobrażam sobie życia bez rajdów samochodowych. Prędkość 150 - 180 km/h, a ty jedziesz w tunelu drzew, tego nie da się z niczym porównać. Próbowałem już różnych sportów ekstremalnych, ale rajdy to jest coś, co mnie kręci najbardziej - mówi Kościuszko, który uznawany jest za największy talent w polskich sportach motorowych.

Przygodę z rajdami rozpoczął w wieku 17 lat, mając 19 lat, został najmłodszym mistrzem Polski, w 2005 roku podpisał kontrakt z zespołem fabrycznym Suzuki Sport Europe, w 2008 roku wygrał jako pierwszy biało-czerwony zawody kategorii Juniorskich Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Świata (JWRC), a w 2009 roku był o krok od zostania mistrzem globu.

- Wicemistrzostwo jest dla mnie ogromnym sukcesem, ale zakładałem walkę o tytuł i wszystko przebiegało zgodnie z planem do wypadku podczas Rajdu Polski. Ten nie tylko wyeliminował mnie z zawodów, ale i pozbawił mistrzostwa - wspomina Kościuszko, który ostatnie eliminacje mistrzostw świata śledził... na ekranie telewizora. - Tak się akurat złożyło, że wybierając kalendarz startów, odrzuciłem pierwszą i ostatnią rundę - tłumaczy 24-latek. - To tak naprawdę loteria. Dokonując wyboru, nie wiem, gdzie będą startowali moi rywale, bo zgłoszenia napływają w tym samym dniu - dodaje.

Michał fizycznie bardzo przypomina swojego kolegę Roberta Kubicę. - No, jestem od niego niższy o jakieś 10 cm - śmieje się. Ze względu na bardzo szczupłą sylwetkę na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że to nie kierowca, ale skoczek narciarski. Bułka z bananem przed startem? - No niezupełnie. Dla skoczków pół kilograma w tę albo we w tę robi sporą różnicę. U nas nie ma takich rygorystycznych wymogów. Ale inżynierom zależy, byśmy ważyli jak najmniej, bo mogą wówczas dowolnie dociążać nasze auta i ustawiać sobie środek ciężkości - tłumaczy Michał, skryty fan czekolady i pierogów z serem.

Rajdowcy przesadzać z jedzeniem jednak nie mogą. Muszą dbać o kondycję, choćby z powodu startów w wysokich temperaturach.

- W Jordanii w cieniu było 48 stopni Celsjusza. Tak więc, jak już założyłem balaklawę, kombinezon, rękawice, buty i wszystko, co nie przepuszcza powietrza, to miałem dreszcze z gorąca i zanim w ogóle zacząłem jechać, było mi lekko słabo. Wielu kierowców nie ukończyło tego rajdu właśnie z powodu wycieńczenia organizmu - wspomina Kościuszko. Dlatego w programie krakowianin ma obowiązkowy trening siłowy, na bieżni i na siłowni, wszystko pod czujnym okiem specjalistów z krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego. - Większość ludzi nieznających się na tym sporcie uważa, że to jest tylko prowadzenie samochodu. I bardzo się mylą, bo tutaj ogromną trudnością jest temperatura, w jakiej przychodzi nam pracować. Na gorących rajdach typu: Jordania, Meksyk czy Sardynia, w samochodzie słupek rtęci przekracza 60 - 65 st. Celsjusza. A przecież nas czekają trzy dni trudnej rywalizacji - dodaje.

Temperatura to niejedyny przeciwnik kierowców, są jeszcze wypadki.

- Niestety niejeden mi się przytrafił, to jest bardzo przykre, najważniejsze jednak, by nikomu nic złego się nie stało - mówi Kościuszko. - Jeśli to ja zawiniłem, wówczas jestem na siebie zły, ale to może też być awaria techniczna samochodu, wtedy jest bezsilność i rozżalenie. Człowiek się irytuje. W zeszłym roku, podczas Rajdu Jordanii, miałem jedną z dwóch awarii technicznych, które uniemożliwiły mi zdobycie tytułu mistrzowskiego. Pamiętam, jak wysiadłem wściekły z samochodu i kopnąłem w drzwi, czego szybko żałowałem. Potem jednak pogłaskałem swoje auto i przeprosiłem - wspomina.

- Nie jestem z natury agresywną osobą. Gdy jednak siadam za kierownicą samochodu, przełącza mi się coś w mózgu i staję się zupełnie inną osobą: osobą, która chce wygrać, która chce pokonać swoich rywali i jest zdeterminowana, aby wygrać - opowiada. - W sporcie trzeba umieć oddzielić rywalizację od życia codziennego. Naturalnie trzeba się temu poświęcić, ale też zostawić trochę czasu na regenerację i na wyluzowanie się. Ja na pewno po powrocie z rajdu nie siadam zaraz przed PlayStation jak wielu sportowców. Nie lubię tego - dodaje Kościuszko, który w krakowskich klubach dał się poznać jako... utalentowany DJ. - To mój sposób na odreagowanie i sprawdzenie się na zupełnie innych polach - zdradza nieśmiało.

W przyszłym sezonie rajdowym Kościuszko chciałby przenieść się do wyższej kategorii - z 1600 do Super 2000. Niewykluczone, że będzie musiał zmienić zespół, obecnie tego typu autami dysponują m.in.: Fiat, Peugeot, Skoda i Ford (ten ostatni dopiero jest w fazie testów).

- Przyszły sezon będzie dosyć specyficzny, ponieważ to będzie ostatni rok, w którym będą startowały obecne samochody WRC. W 2011 roku zostaną one wyparte właśnie przez samochody Super 2000. Więc jest to taka przymiarka do przyszłościowego samochodu WRC - zdradza kierowca. A jaki będzie wynik? - Jestem w 100 procentach zaprogramowany na sukces - kończy wicemistrz świata, który przed rozpoczęciem nowego sezonu ma jeden cel - znaleźć sponsorów.

@RY1@i02/2009/202/i02.2009.202.000.019a.101.jpg@RY2@

Michał Kościuszko lubi się ścigać na trasach szutrowych

Materiały prasowe

Marta Pytkowska

marta.pytkowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.