Pikantna metropolia
To miasto miało być tylko moim przystankiem w drodze z Singapuru na Borneo. Kiedy jednak dotarłam tu po pięciogodzinnej podróży autobusem, po prostu wciągnęło mnie i zatrzymało
Po długich poszukiwaniach noclegu ląduję przy śmietniku targu rybnego. Z zewnątrz hotelik wydawał się najgorszy z możliwych, w środku okazuje się czysty, przytulny i spokojny. Trzeba tylko przyzwyczaić się do wszechobecnego zapachu zdechłej ryby. Niezniechęcona tymi aromatami ruszam na degustację słynnych malajskich przysmaków, które tak wychwalały przewodniki. Trwa ramadan, więc większość restauracji jest nieczynna przed zapadnięciem zmroku. W niektórych jednak podano już kolację klientom, którzy nad parującymi talerzami czekają, jak na zbawienie, na sygnał zawodzącego muezina. Gdy ucichną ostatnie tony jego czystego głosu, goście rzucą się do posiłku.
Chrzest bojowy
Wybrałam garkuchnię na rogu ulic niedaleko naszego śmietnika. Pełno takich w tej części Azji. Od świtu do nocy serwują tam jedną potrawę, każdego dnia jednak inną. Rozsiadam się na plastikowym krześle tuż przy dymiącym kadzidłami ołtarzyku, obstawionym naczyniami z jedzeniem. Choć większość mieszkańców Malakki to muzułmanie, mieszka tu też wielu buddystów, taoistów i hinduistów. Zamawiam danie dnia. Wśród klientów sami miejscowi. Zerkają na mnie z lekkim zdziwieniem. Obok kucharka miesza na olbrzymiej patelni jakąś potrawę. Pachnie całkiem miło. Wreszcie kobieta podaje mi zupę z kurczakiem, zieleniną i przezroczystymi glutami. Zupa smakuje jeszcze lepiej, niż pachnie.
Do czasu. W żadnym przewodniku czy książce nie znalazłam informacji o tym, że niektóre przyprawy - przysmaki Azji - są niejadalne dla Europejczyka. Najlepiej w ogóle nie wkładać ich do ust, a jeżeli już to zrobimy, przełknąć je czym prędzej. Teraz bardzo żałuję tej niewiedzy. Po przegryzieniu leżącego na talerzu specyfiku mam łzy w oczach i tracę głos. W przełyku czuję pieczenie, którego nie sposób niczym ugasić. Miejscowi i kucharka pękają ze śmiechu. Ale chrzest bojowy mam już za sobą.
Piraci i herbata z mlekiem
Co tam ból! Oto na moich oczach objawia się Malakka w wieczorowej sukni. Przez setki lat władali nią Portugalczycy, Holendrzy i Anglicy. Dodajmy do tego Chińczyków, którzy jako jedyni przetrwali w mieście do czasów obecnych. Jednak każdy z przybyszów coś po sobie pozostawił. Dziś ta egzotyczna mozaika to główny atut miasta, przyciągający co roku masę podróżników.
Nawet o zmroku nietrudno rozpoznać pozostałości po Europejczykach. Wszystkie koncentrują się na wschodnim brzegu rzeki Malakka. W centrum mieści się staromiejski rynek z kościołem Chrystusa i ratuszem z różowego kamienia, z masywnymi drewnianymi drzwiami i żaluzjami w oknach, tak typowymi dla holenderskiej architektury kolonialnej. Na rynku roi się od rikszarzy. To już typowy element "stylu malajskiego". Każdy z nich za punkt honoru stawia sobie jak najoryginalniejsze udekorowanie pojazdu. Dominują sztuczne kwiaty, plakaty, wiatraczki. Wszystko to okraszone głośną muzyką - od największych przebojów muzyki pop po sygnał alarmu samochodowego. Obok rynku wznosi się Wzgórze Świętego Pawła z ruinami kolejnego kościoła i holenderskimi płytami nagrobnymi. U jego podnóża stoi Brama Santiago - jedyna pozostałość po kamiennej twierdzy A Famosa, zbudowanej w 1511 r. przez Portugalczyków. Swoją pieczątkę w postaci kamiennych ornamentów odcisnęli też na niej Holendrzy. Z kolei mleko, chętnie dolewane do herbaty w kawiarniach, to najbardziej dająca się we znaki spuścizna po Brytyjczykach. W każdym hotelu w Malakce dostępna jest wersja "trzy w jednym" tego przysmaku - herbata z cukrem i mlekiem w proszku.
Największą moc przyciągania ma jednak rzeka. Jej wschodni brzeg, odmalowany dla turystów, rozbłyskuje stylowymi latarniami i lampami otwartych do późna kawiarń. Zachodni - to dla odmiany odrapane, walące się budynki. Ich widok przywodzi myśli "o podejrzanym portowym mieście jak ze snu, które połyskiwało w żarze Cieśniny Malakka, gdzie czyhali piraci", jak pisał Christopher Hope w "Kochankach mojej matki". Piratów przyciągało nie tyle miasto, ile ruchliwa cieśnina między Sumatrą a Półwyspem Malajskim. Polowali tam w biały dzień przy największym ruchu statków. Nieprzypadkowo właśnie w Kuala Lumpur, stolicy Malezji, umieszczono Światowe Centrum Rejestracji Wypadków Piractwa. Rabusie zniknęli dopiero w 2006 r., gdy Indonezja dozbroiła swoje jednostki patrolowe operujące przy brzegach Sumatry.
@RY1@i02/2009/198/i02.2009.198.184.0006.001.jpg@RY2@
Parada Niepodległości
Małgorzata Bogucka
@RY1@i02/2009/198/i02.2009.198.184.0006.002.jpg@RY2@
Wieczorem kawiarenki na nabrzeżach rzeki wypełniają się tłumem gości
Małgorzata Bogucka
Wszystkiego najlepszego, Malezjo!
Przyjechałam tu w najgorszym z możliwych momentów. Choć nie wiedziałam o tym, przeczuwałam po braku miejsc w hotelach i pensjonatach, co może się wydarzyć. Mamy święto. Radio w hotelowym holu przypomina o rocznicy ogłoszenia w 1957 roku przez Malezję niepodległości od Wielkiej Brytanii czy - jak kto woli - podpisania anglo-malezyjskiego układu obronnego.
Przez historyczną część miasta sunie wielka parada. Malakka chwali się tym, co ma najlepszego. W zwartych kolumnach równym krokiem maszerują policjanci, żołnierze, karatecy, pielęgniarki, orkiestra. Kolumny przychodzą i odchodzą. Kolejne i kolejne. W szale robienia zdjęć straciłam poczucie czasu. Plączę się w powiewających na wietrze czerwono-biało-niebieskich flagach. Sztandar Malezji jest wzorowany na amerykańskim. Czternaście czerwonych pasów oznacza trzynaście stanów plus stolicę kraju. Półksiężyc i gwiazda są symbolami islamu. Kolor niebieski podkreśla związek z Wielką Brytanią.
Tłum paradujących mundurowych rozlewa się powoli na całe miasto. Nie ma ulicy, którą by nie defilowali. Ze Wzgórza Świętego Pawła widać ich jak na dłoni. Wszystko działa niczym w zegarku. Mam wrażenie, jakby pode mną maszerowały oddziały mrówek.
Jedynie okolice rzeki wydają się wyludnione. Najlepsze miejsca są jednak zajęte. To urządziły sobie sjestę warany. Wylegują się na brzegu, prężąc ogromne ogony. Jeden rozmiarami przypomina aligatora. Brakuje mu tylko kłów. Kiedy mnie zauważa, ucieka w wystające korzeniami do góry lasy namorzynowe. Ruszam za nim, nie przestając pstrykać zdjęć. Krok po kroku docieram w zapomniane rejony miasta. Kończą się odmalowane budynki, zaczynają się slumsy. Zawilgocone i uginające się pod bujną roślinnością. Tu olbrzymich jaszczurek jest więcej. Biegają między bawiącymi się przy brzegu rzeki dziećmi.
Niektórzy z mieszkańców biedniejszych dzielnic dali się ponieść fali prosperity, jaka nadeszła wraz z turystami. Przemienili swoje domy w małe, przytulne hoteliki lub restauracje. Jednak inni żyją nadal tak samo, jak ich przodkowie w XIV wieku, kiedy Malakka była jeszcze niewielką wioską rybacką. Nie wszyscy mają tu smykałkę do interesów, choć gdyby nie korzystne położenie miasta, to i ci zaradni nie mieliby tu czego szukać.
Dziecko geografii
Malakka jest dzieckiem geografii. Strategiczne położenie tego miejsca dostrzegł jako pierwszy około 1400 roku hinduski władca Sumatry - Parameswar. Za jego panowania rybacka wioska zmieniła się w jeden z największych i najbogatszych ośrodków południowo-wschodniej Azji. Z czasem zaczęli tu ściągać żeglarze i handlarze z różnych stron świata, a władza nad miastem wędrowała z rąk do rąk. Od XVI wieku były to głównie ręce europejskie.
Malakka w ciągu dwóch stuleci stała się najważniejszym ośrodkiem handlu korzeniami, czyli pikantnymi przyprawami. Tutaj przebiegały główne szlaki handlowe między Indiami, światem arabskim a Chinami. Te ostatnie chroniły Malakkę przed najazdami syjamskich plemion z północy. Chińczycy przywieźli tutaj też złoto oraz srebro. Hindusi sprowadzili natomiast wyroby z brązu i tkaniny. Arabowie - perły i opium. Miasto miało wszystko, czego trzeba dla ciała i duszy. Figurki przybyszów z cennymi produktami można dzisiaj oglądać w muzeum, mieszczącym się w dawnym pałacu sułtana. Karnawał trwał do XIX wieku, do czasu, kiedy rozbudowano port w Singapurze. Potem miasto zaczęło powoli tracić na znaczeniu i podupadać. Podźwignęło się z niego dopiero w latach 90. minionego wieku, kiedy to Malezję zaliczono do elitarnego grona azjatyckich tygrysów, z tempem rozwoju przekraczającym 5 procent rocznie. W Malakce umieszczono zakłady przetwórstwa kauczuku. Ale i tak największe pieniądze zostawiają tutaj turyści, głównie z Wielkiej Brytanii.
Zbliża się kolejny wieczór. Powoli wyludniającymi się uliczkami wracam do hotelu. Kilku umięśnionych Chińczyków uderza z całej siły w bębny. Czyjeś narodziny albo śmierć. Te dwa, skrajnie odmienne wydarzenia, obwieszcza się tutaj w taki sam sposób. Tym razem to jednak śmierć. Rodzina pozuje do zdjęcia przy ustrojonej w kwiaty fotografii zmarłej, ustawionej na masce pogrzebowego auta. Wszyscy uśmiechnięci i spokojni, bez łez ani rozpaczy. Ten widok pozostanie dla mnie najbardziej egzotycznym wspomnieniem z Malakki.
@RY1@i02/2009/198/i02.2009.198.184.0006.003.jpg@RY2@
W muzułmańskiej Malakce mieszkają też hinduiści
Alexandre Chausset/GranAngular
@RY1@i02/2009/198/i02.2009.198.184.0006.004.jpg@RY2@
Warany są tu tak pospolite, jak kury na polskiej wsi
Małgorzata Bogucka
@RY1@i02/2009/198/i02.2009.198.184.0006.101.jpg@RY2@
Malezja
WARTO WIEDZIEĆ
Transport
Najlepiej dolecieć samolotem do Singapuru i dalej autobusem. Czynne są co najmniej cztery linie kursujące do Malakki lub Kuala Lumpur z przystankiem w Malakce. Czas dojazdu to około pięciu godzin.
Klimat
Temperatura w Malakce w ciągu roku jest cały czas dość wysoka: oscyluje w granicach 21-33 st. C. Pora deszczowa trwa od września do listopada. Uwaga! Nawet w porze deszczowej słońce świeci intensywniej niż w Polsce. Wychodząc z domu, warto pamiętać o nakryciu głowy, kremie z wysokim filtrem i butelce wody mineralnej.
Pieniądze
ringgit (MYR) = 0,28 USD = 0,82 zł
Dolary lub euro wymienimy w kasach niedaleko stacji autobusowych. Nie musimy się obawiać: nikt nas nie okradnie ani nie oszuka.
Informacja turystyczna
Biuro mieści się niedaleko kościoła Chrystusa. Dostaniemy tam bezpłatne mapy i plany miasta.
Gdzie jeść
Można w restauracjach. Jest ich w Malakce mnóstwo. Serwują nie tylko specjały kuchni malajskiej, ale także chińskiej, indyjskiej oraz portugalskiej. Jeżeli jednak chcemy każdym zmysłem poznawać to egzotyczne miasto, najlepiej wybrać jedną z wielu garkuchni na rogu ulicy. Strzeżmy się jedynie pikantnych przypraw.
Najlepiej w miejscach obcych nam zarówno kulturowo, jak i bakteriologicznie pić wodę tylko butelkowaną i wystrzegać się wszystkiego co surowe - warzyw, nieobranych owoców, niebutelkowanych soków, lodów. Spożywając je, możemy przywieźć do domu amebę lub innego egzotycznego pasożyta.
Uwaga!
Malezja jest krajem islamskim. Obowiązuje tu miesięczny post, czyli ramadan, dziewiąty miesiąc muzułmańskiego kalendarza, wypadający zazwyczaj około września. Nie wolno wtedy spożywać posiłków od świtu aż do zmierzchu, nie podaje się ich też w restauracjach.
Kawiarnie
W małych, przytulnych kawiarenkach, których najwięcej znajdziemy przy rzece, wypijemy pyszną, aromatyczną kawę. To wyjątek w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie na ogół nie ma miejsc, w których można by zasmakować porządnie zaparzonej i dobrej gatunkowo kawy. Oczywiście poza arcydrogimi hotelami... W Malakce kawa jest spuścizną po Portugalczykach.
Alkohol
Oprócz drogiego piwa Singha nie zasmakujemy innego alkoholu. Nikt go tu po prostu nie produkuje. Można kupować importowany, jednak jego cena jest trudna do zaakceptowania.
WARTO WIEDZIEĆ
Gdzie spać
Nie ma z tym problemów - poza świętami, kiedy z całej Malezji zjeżdżają tutaj tłumy. Niektóre propozycje:
Sama-Sama Guest House
Kancil Guesthouse
Mimosa Hotel
Yellow Mansion Hotel
Shirah''s Guest House
Baba House
Aldy Hotel
Są też miejsca bardzo ekskluzywne i drogie. Oto niektóre z nich:
City Bayview Hotel
Hotel Equatorial
Renaissance Melaka Hotel
Zwiedzanie miasta
Najlepiej pieszo: Malakka nie jest dużym miastem. Wszędzie dotrzemy na własnych nogach bez większego wysiłku. Można też popłynąć łodzią po uroczej rzece. Łodzie kursują kilka razy dziennie.
Małgorzata Bogucka
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu