Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Rap, który się nie boi biznesu

2 lipca 2018

 "Jasne, że zostałem multimilionerem. Ale jak to jest, że wciąż jestem największym czarnym twardzielem?" - pyta Jay-Z na swoim najnowszym albumie "Blueprint 3".

Nie jest to dzieło na miarę wcześniejszych części trylogii, ale raper wciąż trzyma rękę na pulsie. Jay-Z wie, jak zrobić wokół siebie hałas. Cztery lata temu najpierw zapowiedział koniec kariery, a potem zaczął umacniać swoją pozycję na każdym froncie. Na scenie hiphopowej przejął władzę nad Def Jam Records, pogodził się z odwiecznym wrogiem Nasem, a ostatnio otworzył wytwórnię Roc Nation. Poprawił też swój wizerunek bohatera czarnej społeczności i wspierał w wyborach Baracka Obamę. A kontrowersyjnym występem na brytyjskim festiwalu Glastonbury i dzięki współpracy z Chrisem Martinem (Coldplay) pokazał, że hip-hop dawno wyszedł z getta.

Dla Jaya-Z nie ma rzeczy niemożliwych. Widać to było też przy premierze jego jedenastego albumu "Blueprint 3". Absurdalny tytuł, odwołujący się do wybitnej płyty sprzed ośmiu lat, wzbudził wątpliwości. Atmosferę przed przesuwaną kilka razy premierą podgrzewały wycieki pojedynczych utworów do sieci. Wreszcie wystrzelił pierwszy singiel "DOA (Death of Autotune)" - wyzwanie rzucone popularnym producentom i gwiazdkom hip-hopu i r’n’b. "Ten kawałek jest przeciwko auto-tune, koniec z dzwonkami do telefonów. On nie jest do iTunesa i do wspólnego śpiewania. To jest Sinatra w operze" - na taki atak mógł sobie pozwolić tylko Jay-Z. Szczególnie że stanęli za nim w studiu Kanye West, Timbaland i The Neptunes, a wokalnie wsparły go m.in. Alicia Keys i Rihanna. Istny dream team.

Jay-Z od razu w dwóch pierwszych utworach "What We Talkin’ About" i "Thank You" przechodzi do konkretów - nie interesuje go samo rapowanie, konkurowanie z innymi, bo to on rządzi na scenie. Natomiast Kanye West w podkładach serwuje kawał wspaniałego popu z delikatnym głosem Luke’a Steele’a (Empire of the Sun) w chórkach oraz elementami soulu i rasowymi aranżacjami sekcji dętej rodem z "College Dropout". Równie dobrą produkcją z orkiestrowym aranżem jest "Already Home", w którym raper razem z młodym Kidem Cudi podkreśla swój związek z dawną ekipą i miejscami, w których się wychował. Nowojorską elegancję i styl można rozpoznać u Jaya-Z bez problemu. Słychać ją w "Empire State of Mind" w duecie z Alicią Keys, gdzie tytułuje się nowym Frankiem Sinatrą. I wciąż też potrafi być jak on twardzielem, kiedy w "Real As it Gets" podkreśla uliczny rodowód razem z zachrypniętym Young Jeezy i z Kanyem Westem w "Haters" wyżywa się na przeciwnikach. Niestety podobnie jak i w tym utworze, czasami podkłady pozostawiają wiele do życzenia. Sample z "Forever Young" Alphaville w "Young Forever" wypadają tandetnie, większość bitów Timbalanda jest schodzona, a użycie efektu auto-tune poddaje w wątpliwość wiarygodność całej akcji promującej album.

Brakuje też na "Blueprint 3" spójnej narracji i wyrazistych kawałków, nie mówiąc o przebojach. Ale Jay-Z chyba się tym nie przejmuje i w "Remind" rapuje o tym, że jego dziesięć płyt z rzędu trafiło na pierwsze miejsca listy przebojów i jest to wynik porównywalny tylko z The Beatles. Ta płyat już poprawiła jego rekord na Billboardzie oraz pozycję największej współczesnej gwiazd popu.

"Blueprint 3"

@RY1@i02/2009/186/i02.2009.186.000.017a.102.jpg@RY2@

WARNER MUSIC POLAND

Od lewej: Kanye West, Rihanna i Jay-Z

Jacek Skolimowski

jacek.skolimowski@dziennik.pl

Jay-Z, Roc Nation

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.