Dziennik Gazeta Prawana logo

Ekobiuro, ruiny Lidla i bój w Hucie

28 czerwca 2018

Hasłem dekady była rewitalizacja przestrzeni publicznych. To wyzwanie ciągle stoi przed polską architekturą

Po dwóch dekadach gonienia Europy w roku 2010 wielu polskich architektów ma już do dyspozycji te same materiały i technologie, a czasami i budżety, co ich zachodni koledzy. Coraz częściej oczekuje się też, żeby niczym się od nich nie różnili. Najbardziej masowym efektem jest rozmnożenie powtarzalnych salonów samochodowych, stacji benzynowych, fast foodów, sklepów dyskontowych, będących znakami rozpoznawczymi firm. Choć nie ma ich w żurnalach, pamiętajmy, że pod nimi też podpisują się architekci, że to też polska architektura, a przyszli archeolodzy będą datować ruiny miast po wyglądzie Lidla! Znakiem globalizacji oczekiwań i umiejętności są też nowe stadiony i lotniska projektowane przez doświadczone, ponadnarodowe fabryki projektów: Estudio Lamella czy JSK.

Mistrzostwo w twórczym korzystaniu z globalnych technologii osiągnęła w tej dekadzie warszawska pracownia JEMS - autorzy najlepszego budynku ostatniej dekady. Ukończona w 2001 roku siedziba firmy Agora jest ekologicznym, funkcjonalnym, elastycznym, demokratycznym i przyjemnym miejscem pracy, o indywidualnie zaprojektowanych wnętrzach i informacji wizualnej. W odróżnieniu od 90 procent biurowców starzeje się z wdziękiem. Na drugim biegunie estetycznym stoi bazylika w Licheniu, warta refleksji, a nie kpiny, bo trafia w tęsknoty i aspiracje Polaków. A jednak jest też budynkiem w guście globalnym: autorka, Barbara Bielecka, chciała w nim zawrzeć 2000 lat tradycji chrześcijańskiej architektury.

Na przestrzeni dekady można zaobserwować pokoleniowe zmiany w czołówce architektów. Najszybszy awans zaliczyli WWA Architects z Warszawy, wygrywając wycinankowym projektem konkurs na pawilon polski na Expo 2010 w Szanghaju. Wolniej pięli się śląscy debiutanci z okolic roku 2000. Przemo Łukasik i Łukasz Zagała (Medusa Group) zapisali się już w historii dzięki loftowi Bolko: domowi architekta w opuszczonym budynku na terenie kopalni w Bytomiu. Natomiast Robert Konieczny (początkowo z Marleną Wolnik) został obsypany nagrodami za szyte na miarę domy jednorodzinne (np. atrialny, otwarty, bezpieczny).

Zmienia się stosunek do architektury PRL. Najpierw rehabilitacja socrealizmu: Pałac Kultury jest zabytkiem, dom kultury WSK w Rzeszowie doczekał się remontu, trwają starania o wpisanie Nowej Huty na listę UNESCO. Potem obrona powojennego modernizmu. Bitwa o ocalenie warszawskiego Supersamu została przegrana, ale spowodowała, że budynki tej klasy (np. dworzec w Katowicach) nie mogą już znikać po cichu. Modernizm stał się przedmiotem twórczej konserwacji i rozbudowy (wrocławska Renoma) oraz - z różnym efektem - inspiracją dla architektury mieszkaniowej: od elitarnej (warszawskie osiedle Eko Park, wille Koniecznego i Wolnik) po masową deweloperkę.

Zawiodły próby importowania do Polski gwiazd architektury. Foster zbudował poprawny biurowiec w Warszawie, rozsądek kazał zrezygnować ze skądinąd ciekawego pałacu festiwalowego Gehryego w Łodzi, kryzys przegnał Zahę Hadid, położył dwa (Gdańsk, Poznań) i zamroził jeden (Warszawa) projekt Libeskinda. Wejście do Unii otworzyło za to możliwość startu w konkursach mniej znanym pracowniom z całego kontynentu, które wzbogaciły język polskiej architektury. Finowie Lahdelma i Mahlamäki pokonali zmanierowane gwiazdy (w tym Libeskinda) w konkursie na Muzeum Historii Żydów Polskich. Berlińczycy Pysall i Ruge z krakusem Kisielewskim zdobyli aplauz dzięki Muzeum Lotnictwa Polskiego, a szok, jaki wywołał projekt Muzeum Sztuki Nowoczesnej Christiana Kereza, przeniósł dyskusję o architekturze do tramwajów i poczekalni u dentysty.

Wejście do Unii uwolniło też strumień dotacji na nowe budynki publiczne (pierwsze efekty: toruńskie CSW Znaki Czasu i Muzeum Sztuki w Łodzi) oraz rewitalizację (najmodniejsze słowo dekady) przestrzeni publicznych. Będziemy z nimi żyli przez dziesięciolecia, zatem pytanie, czego chcemy od nich i od naszych miast, stało się palące. Kontrast między wyremontowanym Krakowskim Przedmieściem a chaosem na tych prawdziwych przedmieściach pokazuje, że wyzwaniem na następną dekadę nie są budynki, ale to, co między nimi.

@RY1@i02/2010/250/i02.2010.250.196.041a.001.jpg@RY2@

Dom atrialny - projekt Roberta Koniecznego

Grzegorz Piątek

krytyk architektury związany z miesięcznikiem "Architektura Murator"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.