Nowa polska krew
W ciągu ostatniej dekady nie dokonała się pokoleniowa przemiana w polskim kinie, ale błyskotliwych debiutów oglądaliśmy tyle, że można śmiało patrzeć w przyszłość rodzimego kina. Borys Lankosz, Wojciech Smarzowski, Jacek Borcuch, Przemysław Wojcieszek, Paweł Sala, Andrzej Jakimowski, Xawery Żuławski - to do nich będzie ona należeć. Do ludzi, którzy nie odcinając się od piekiełka polskiej codzienności, umieją opowiadać zajmujące, uniwersalne historie. Którzy wierzą i potrafią robić kino gatunkowe. Którzy nie odcinają się od historii, ale zdzierają z filmu martyrologiczny ton.
Niektórzy zbierali szlify jeszcze w latach 90. - w teatrze, kinie offowym, serialach bądź jako aktorzy. Znają polskie kino od podszewki, widzieli wszystkie jego dobre i złe strony. I na szczęście potrafią wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski. Nie boją się filmowej materii, często za nic mają akademickie nakazy. Żyją kinem, więc i ich kino żyje. Obyśmy mieli więcej takich problemów jak te, czy Złotymi Lwami w Gdyni nagrodzić "Rewers", czy "Dom zły", albo czy do oscarowej nominacji zgłosić "Wszystko, co kocham", czy "Matkę Teresę od kotów". A jeśli dołożymy do tego kolejne pokolenie utalentowanych polskich animatorów i dokumentalistów, to wiadomo, że na polskie filmy znów będzie warto czekać. Nawet jeśli ceną za debiuty młodych zdolnych musi być milion widzów na marnej podróbce komedii romantycznej lub hagiografii Bohatera Narodowego.
Szkoda tylko, że inni twórcy, tacy jak Patryk Vega czy Konrad Niewolski, rozmieniają się na drobne w tandetnych komedyjkach. Naiwnie wierzę, że przynajmniej dzięki temu uda im się zdobyć fundusze na kolejne ambitne projekty.
@RY1@i02/2010/250/i02.2010.250.196.026c.001.jpg@RY2@
Wojciech Smarzowski na planie "Domu złego"
Jakub Demiańczuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu