Przedstawiamy tegoroczne nominacje do nagrody angelus
W matni dziejów
Norman Manea, jeden z najważniejszych pisarzy współczesnej Rumunii, biografię ma równie skomplikowaną co XX-wieczne losy jego kraju. Urodzony w 1936 roku w zeświecczonej rodzinie żydowskiej mieszkającej na przedmieściach Suczawy przyszedł na świat w społeczności, która pamiętała jeszcze dobrze rządy austriackiego cesarza w północno-rumuńskiej Bukowinie. To jednak była już przeszłość - teraźniejszość miała zaś barwy lokalnego faszyzmu w pełnym rozkwicie. Po wybuchu II wojny światowej Rumunia przystępuje do sojuszu z Niemcami Hitlera i ochoczo przyłącza się do rozwiązywania "kwestii żydowskiej" - w 1941 roku rodzina Manei wraz z dziesiątkami tysięcy wyznawców wiary mojżeszowej zostaje deportowana na Zadniestrze. Żydzi - zdziesiątkowani skrajną biedą i niewolniczą pracą - powracają dopiero wiosną 1945 roku.
Niedługo później władzę w Rumunii przejmują komuniści i rozpoczynają się dekady panowania kolejnego totalitarnego reżimu. Manea jako nastolatek robi karierę w stalinowskich organizacjach młodzieżowych, potem nagle ją przerywa, cudem udaje mu się dostać na studia inżynieryjne. Przez blisko 15 lat buduje ponure bloki mieszkalne, próbuje kariery literackiej, wreszcie rzuca inżynierię dla pisania. W 1986 roku, u szczytu społecznej depresji za rządów Nicolae Ceausescu, z uporem prześladowany przez bezpiekę, postanawia wyemigrować - wyjeżdża na stypendium do Berlina Zachodniego i już tam zostaje. Po dwóch latach ląduje w Nowym Jorku, gdzie mieszka do dziś.
Środkowoeuropejski Żyd, ofiara Holocaustu, młodzieniec radośnie wspierający stalinizm, inżynier budowlaniec, posiadacz grubej teczki w centrali Securitate, emigrant, pisarz. Dałoby się tym losem obdzielić wielu ludzi. Dałoby się ten los przekuć w solidną autobiografię. Ale Manea wie, że absurdu XX-wiecznej historii nie da się zamknąć w pojedynczej, kategorycznej linii narracji. Wie również, że spójna relacja autobiograficzna to artefakt, fałsz, zmyślenie.
"Powrót chuligana", nawiązujący do twórczości innego wybitnego żydowskiego pisarza z Rumunii Mihaila Sebastiana, ma więc strukturę znacznie bardziej złożoną. Główny bohater tej - najprościej rzecz ujmując - dokumentalnej powieści o życiu Normana Manei to emigracyjny pisarz, który po 11 latach rozłąki z krajem daje się namówić znajomemu na krótką podróż do Rumunii. Owa decyzja ma nieoczekiwane konsekwencje: wyprawa za ocean staje się wędrówką w czasie, gorączkowym poszukiwaniem siebie, rozliczeniem z grzechami przeszłości i własną rozmytą tożsamością, próbą uporania się z bólem, wściekłością i smutkiem. Jakież to dalekie od łzawej nostalgii za ojczyzną, zaszczepionej nam niegdyś przez państwotwórcze nacjonalizmy.
Książka Manei nie dostarcza prostych wyjaśnień, nie gra na sentymentalnej nucie, nie żeruje na stereotypach. To świetny tekst o twórczym zagubieniu w świecie, w którym jedynym solidnym oparciem pozostaje język.
@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.196.038c.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.196.038c.002.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.196.038c.003.jpg@RY2@
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu