Zapomniany świat
Pierwszy zbiór opowiadań dla dzieci Salman Rushdie wydał 20 lat temu - w dość szczególnych okolicznościach. Było to na krótko po skandalu z "Szatańskimi wersetami" i nałożeniu na pisarza pamiętnej fatwy przez ajatollaha Chomeiniego. Nic dziwnego, że w barwnej, erudycyjnej opowiastce o wyprawie hinduskiego chłopca do krainy imaginacji, w pierwotnym zamyśle napisanej dla starszego syna pisarza Zafara, dopatrywano się drugiego dna. "Harun i morze opowieści" istotnie niósł przesłanie nie tylko dla najmłodszych. Pod baśniową powłoką krył się traktat o sprawczej mocy języka, a nawet swoisty manifest Rushdiego. Zagadnienie wolności słowa i jego zdolności wpływania na rzeczywistość żywo interesowało wówczas autora "Dzieci północy". To właśnie zdania zawarte w "Szatańskich wersetach" rok wcześniej skazały pisarza na karę śmierci. Czy wykreowane przez literaturę światy są niebezpieczne? - pytał więc Rushdie.
"Luka i ogień życia" to pozornie kontynuacja książki z 1990 roku, choć odmienny kontekst każe czytać baśń Rushdiego według innego klucza. Tytułowy Luka to 12-latek, który zjawił się na świecie w momencie, gdy rodzice nie spodziewali się mieć więcej potomstwa. Jego ojciec Raszid, nazwany w pierwszej książce Mistrzem Wodolejstwa, pełni w życiu chłopca rolę szczególną. To nie tylko troskliwy i kochający rodzic, lecz także wielki władca dziecięcej wyobraźni, kreator niezwykłych światów powoływanych do życia za pośrednictwem opowieści. Starzejący się ojciec wyraźnie zaczyna jednak podupadać na zdrowiu, by ostatecznie zapaść w sen, z którego nie można go dobudzić. Tymczasem w miejsce Raszida pojawia się Niktata, upodabniający się do ojca stwór, który stopniowo wysysa z chorego resztki sił. Jedynym sposobem, by powstrzymać zakusy Niktaty, okazuje się awanturnicza i pełna barwnych przygód wyprawa do czarodziejskiej krainy w celu wykradzenia pilnie strzeżonego ognia życia.
Opowieść o Luce to jednak niecodzienna baśń, pełna intelektualnych gier, nawiązań do starych mitów z różnych zakątków świata i popisów językowego kunsztu (po mistrzowsku poradził sobie z nimi tłumacz Michał Kłobukowski). Magiczna kraina z baśni Rushdiego miejscami przypomina postmodernistyczne wysypisko zaludniane przez zdetronizowanych bogów i mitycznych bohaterów, a zmagania Luki przywołują na myśl komputerową grę, w której można stracić niezbędne do życia punkty. W gruncie rzeczy głównym bohaterem tym razem jest nie język, lecz czas - sprawca śmierci, przemijania, zapomnienia. Baśniowy chłopiec to trochę Orfeusz wyruszający w wyprawę po zaświatach, trochę Dante krążący po piekielnych kręgach. Skojarzenia można jednak mnożyć - możliwości interpretacyjnych autor pozostawia multum.
@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.196.0037.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.196.0037.002.jpg@RY2@
MALWINA WAPIŃSKA
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu