O jednego Avatara w kinach za daleko
To miał być hit. Okazało się jednak, że jest klapa. James Cameron po zaledwie ośmiu miesiącach od premiery postanowił raz jeszcze wpuścić na ekrany "Avatara". Jeśli liczył na znaczące wpływy z dystrybucji filmu, bardzo się pomylił.
Kanadyjski reżyser sumiennie pracuje na miano najbardziej pazernego twórcy w Hollywood. "Avatar" jest najbardziej dochodową produkcją w historii kina, z ponad 2,7 mld dol. na koncie (zdetronizował wcześniejszy film Camerona "Titanic", który zarobił 1,8 mld dol). Wpływy ze sprzedaży gadżetów oraz płyt DVD i Blu-ray powiększają tę kwotę do ponad trzech miliardów.
Cameronowi to jednak nie wystarczało. W ubiegły piątek wprowadził "Avatara: wersję specjalną" do kin na całym świecie. Specjalność tej wersji polega na dodaniu niespełna dziesięciu minut ujęć, które wcześniej do filmu nie weszły. "Avatar" po ponownej premierze zarobił zaledwie 4 mln dol., lądując na 12. miejscu weekendowego box office’u. To i tak sporo jak na film dostępny w każdej wypożyczalni, ale znacznie mniej, niż spodziewali się producenci.
Także w polskich kinach nie było problemu z kupieniem biletu na weekendowe pokazy specjalnej wersji "Avatara", choć polscy widzowie wciąż chętnie chodzą na filmy trójwymiarowe.
@RY1@i02/2010/170/i02.2010.170.000.006b.001.jpg@RY2@
Fot. IMPERIAL CINEPIX
Dodatkowe minuty nie przysporzyły filmowi widzów
jd
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu