Samotność subtelna
Właściwie wszystko to już było: postać inteligenta w średnim wieku, świat oglądany zza kawiarnianej szyby, niespełnione marzenia, nieznośnie mała stabilizacja i rozliczenie z pokoleniem, które pogrążyło się w gnuśnym bezwładzie. Ale taka jest proza Wojciecha Chmielewskiego - bezpretensjonalna i subtelna. Chmielewski nie prowokuje, nie szarżuje językowymi wygibasami, nie epatuje wulgarnością. Jest wnikliwym obserwatorem codzienności - w jej najbanalniejszym wymiarze. Czyni to jednak z ogromną wrażliwością i wyczuciem detalu. Chyba to właśnie stanowi o tajemniczej sile przyciągania jego prozy.
"Kawa u Doroty" to powieściowy debiut pisarza. Książka nie zaskoczy jednak czytelników, którzy znali jego wydane wcześniej opowiadania. Chmielewski znów zaludnia literacki świat bohaterami bez właściwości i przywołuje dobrze znane pejzaże.
Narrator to bezimienny czterdziestoparolatek, artysta malarz pogrążony od lat w twórczej niemocy. W jego życiu nie było ani dramatów, ani uniesień - to stan bezpiecznej homeostazy, która z czasem coraz dotkliwiej zaczyna ciążyć. Życiorys mężczyzny poznajemy w retrospektywie - miał biografię, jakich wiele, opartą na oklepanym schemacie. Dzieciństwo na prowincji, patriarchalna rodzina z despotycznym ojcem alkoholikiem i dźwigającą dom na barkach matką Polką, przeprowadzka do Warszawy i wyobcowanie w gronie rówieśników, niespełnione marzenia o studiach na ASP, przelotny kontakt z ruchem opozycyjnym, nieśmiałe fascynacje erotyczne, w końcu poprawny model rodziny 2+2. Ale powieść Chmielewskiego nie sprowadza się przecież do banalnej konstatacji o niespełnionych ideałach i moralnej klęsce pokolenia stanu wojennego. To przede wszystkim precyzyjne studium samotności, choroby, na którą cierpią wszyscy bohaterowie książki. W pewnym momencie "Kawa u Doroty" okazuje się dwugłosem. Spowiedź bohatera przeplatają zapiski z dziennika starszej pani obserwującej życie mężczyzny i jego rodziny z sąsiedzkiej perspektywy. Podobnie postępuje sam autor - dyskretnie podgląda swoje postaci, tak jakby nie chciał naruszyć ich prywatności.
Urzekająca jest delikatność języka, jakim posługuje się Chmielewski. To w drobnych niuansach ujawnia się cała głębia jego historii. W pewnych momentach ta powściągliwość bywa zresztą doprowadzona do przesady (przed śmiałymi scenami erotycznymi Chmielewski ma widoczne opory, a gdy już ma posunąć się do opisu kobiecej anatomii, woli użyć podręcznikowo staroświeckiego słowa "srom"), ale przecież owa dyskrecja i specyficzna nieśmiałość okazują się największą siłą i znakiem rozpoznawczym stylu autora "Kawy u Doroty". Powieść Wojciecha Chmielewskiego chwilami przywołuje na myśl "Aleję Niepodległości" Krzysztofa Vargi. Obaj autorzy piszą o straconych szansach swojego pokolenia, obaj portretują przegranych życiowo czterdziestolatków. O ile jednak Varga bezlitośnie batoży swoich bohaterów, Chmielewski cierpliwie ich oswaja. Z równą cierpliwością oswaja też czytelnika. Z zaskakująco dobrym efektem.
@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.015a.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.015a.002.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.015a.003.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu