Tańczący z wybuchami
Pościgi w filmach akcji pełne są poślizgów na zakrętach i wyskoków przy wtórze eksplodujących wokół dekoracji. Split/Second: Velocity" jest próbą realizacji tej konwencji w ramach gry wyścigowej. Wyprzedzanie rywali to jedno, trzeba jeszcze ominąć walący się na głowę most
Pierwsze upały obudziły chochlika redakcyjnego, który tym razem podmienił ocenę wyścigowej gry "Blur" w poprzedniej "Kulturze". Matematyczne noty, przekleństwo wszelkich recenzji, nie są nawet w ułamku tak miarodajne, jak się Państwu wydaje. Skoro jednak działamy już w takim systemie, warto mieć porządek w aktach - "Blur" to gra na 7, nie 9. Co napisawszy, mogę już bez przeszkód dodać, że "Split/Second" z tej samej półki gatunkowej jest lepszy, przyznając mu 8.
Wybuchowa gra wyścigowa brytyjskiego studia Black Rock (znanego między innymi z wertepowego "Pure") ma kształt telewizyjnego show, w którym kierowcy rywalizują na spreparowanych torach. Oszczędzono nam na szczęście wywiadów i niesnasek z rywalami rozdmuchiwanych przez plotkarskie media. "Split/Second" zawiera to, co trzeba - wyścigi. Telewizyjna formuła jest potrzebna, by podkreślić, że masowo zawalające się na tor konstrukcje i eksplodujące obiekty to rekwizyty podstawione na użytek imprezy. Samolot, który wbił się w jezdnię, nie miał załogi i pasażerów, a cysterny wybuchającej w pobliżu przejeżdżających wyścigowców nie podstawili terroryści.
Zniszczenia na torze powodują sami kierowcy. Wymierzone są w rywali, choć przy braku ostrożności można samemu sobie ukręcić sznur. Nad samochodami przed graczem pojawiają się ikonki ataku sygnalizujące, że konkurencja przejeżdża właśnie w pobliżu niebezpiecznego miejsca. Na naszą komendę budynek eksploduje, zasypując trasę gruzem, śmigłowiec upuszcza eksplodującą beczkę, wszerz drogi przewala się z impetem łycha koparki. Przy odrobinie szczęścia i wyczuciu chwili rywali niszczy eksplozja albo wpadają na utworzoną przeszkodę. Gdy po chwili wracają na trasę, są już za nami. Teraz to oni podkładają nam świnie. Nie ma więc tutaj zwyczajowych zbieranych po drodze dopalaczy z atakami do wykorzystania w dogodnej chwili. Wybuchowe atrakcje przypisano do terenu.
Na przywilej uruchomienia pułapki trzeba najpierw zapracować poślizgami, wyskokami i jazdą w tunelu aerodynamicznym konkurenta. Jeśli taktycznie powstrzymamy się przed uruchamianiem mniejszych demolek, widoczny za zderzakiem pasek zniszczenia naładuje się w pełni, co pozwoli na większą destrukcję zmieniającą kształt toru. Dźwig w dokach przewróci się na zacumowany statek i od tej pory fragment trasy pobiegnie pochylonym pokładem - z zeskokiem w zamknięty dotąd rejon. Na tym pułapie dzieją się rzeczy monumentalne: wiadukt ulega zniszczeniu, przewraca się komin elektrowni, z nieba spada odrzutowiec. Wiedząc, że mają się czym pochwalić, twórcy dołączają do standardowych wyścigów między innymi tryb jazdy na czas z automatycznym uruchamianiem zniszczeń. Ekran się trzęsie, ogień i dym zasłaniają widok, łatwiej stracić orientację i rozbić się o ścianę.
Reszta rozpisana jest typowo dla zręcznościowych wyścigów samochodowych. Pojazdy do dyspozycji są szybkie, ale lekkie i bardziej podatne na fale uderzeniowe eksplozji bądź bardziej masywne za cenę pewnej ociężałości. Dobre miejsca w wyścigach są punktowane. Punkty otwierają dostęp do nowych maszyn, dzięki czemu warto czasem wrócić do zaliczonego wyzwania, by poprawić wynik. Pomysły są nienowe, ale ich dobór wzbudził u mnie miłe skojarzenia. Bezwstydnie proste wprawianie samochodu w poślizg na zakręcie poprzez chwilowe puszczenie gazu przeniosło mnie w czasy pierwszych zachwytów nad grafiką 3D w grze "Ridge Racer" na PlayStation. Nielicencjonowane, za to efektownie rozpadające się przy kraksach samochody są echem serii "Burnout". Przydzwonienie w barierę zmieni maszynę w gejzer części zamiennych. Wraki wysadzonych pojazdów zalegają przez chwilę na trasie, nie porywa ich żadna magiczna bańka z efektami specjalnymi, jak w "Blur". Szkoda, że nie posunięto się o krok dalej i nie uczyniono naprawdę efektywnym i opłacalnym taranowania rywali, wpychania ich na ściany toru. Byłby to znakomity dodatek do zdalnych ataków w "Split/Second".
Projektanci uciekają, kiedy tylko mogą, od wysokich band tuż przy jezdni i starają się zostawić nieco pola na poboczach, by trasy nie budziły wrażenia ciasnoty. Tutaj wstawiają stalową siatkę (nieprzejezdną, ale chodzi o wizualne wrażenie), tam labirynt z kontenerów frachtowca. Miejskie estakady kontrują szeroką kilkupasmówką. Po drodze, oprócz obiektów, o które można się rozbić, nie brakuje skrzynek i pomniejszych śmieci rozwlekanych przez samochody po jezdni. To z kolei przypomina mi grę "Flatout" premiującą kierowców za robienie bałaganu. Tam dobrze było skosić podpory trzymające rusztowanie przy moście, by zasypać trasę i przeciwników deszczem rurek i desek zalegających także podczas następnych okrążeń. W "Split/Second" można zadziałać na większą skalę - wysadzić autobus i napotkać jego płonący na środku drogi korpus przy drugim i trzecim kółku. Jeśli uczestnicy wykazują się zacięciem w powodowaniu zniszczeń, jazda zmienia się chwilami w slalom między wrakami i gruzowiskami. To lubię.
Wady? Kryją się w liczbach. Mimo mnogości zaplanowanych konkurencji "Split/Second" żongluje jedenastoma trasami, wracając do już wykorzystanych okolic. Osiem pojazdów na torze to także niewiele, zwłaszcza w porównaniu z dwudziestką w grze "Blur". Chwali się umożliwienie rywalizacji dwóch osób na podzielonym ekranie, ale zaledwie podstawowy zestaw atrakcji w wieloosobowym trybie internetowym sprzyja raczej krótkim wizytom niż stałemu polepszaniu formy. Wspomniany "Blur" rozegrał to lepiej, nęcąc deszczem drobnych nagród do odblokowania. Nie wspominając o nadal niedoścignionej długowieczności gry "Burnout: Paradise".
@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.0019.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.0019.002.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.0019.003.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.0019.004.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.0019.005.jpg@RY2@
Rafał Belke
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu