Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Dzikie lasy dookoła Vancouver

3 lipca 2018

Zachodnia Kanada leży na tej samej wysokości geograficznej co Polska, ma podobny, umiarkowany klimat... i skrajnie odmienną faunę i florę. Tutaj góry sąsiadują bezpośrednio z oceanem

W samolocie poruszenie. Kto tylko siedzi obok okienka, przykleja do niego nos. Pod nami głęboko wcięte fiordy obwiedzione nagimi, ciemnobrunatnymi skałami. Kontrastuje z nimi biel lodowców. Grenlandia!

Widok na wybrzeża lodowej wyspy to niespodziewana dodatkowa atrakcja rejsu z Europy do zachodniej Kanady. Sycić się można nim krótko, za chwilę całą przestrzeń wypełnia bezkresna pustynia lądolodu.

Po dziewięciu godzinach podróży lądowanie w Vancouver. Jest początek września, w zasadzie jeszcze lato, ale wczesnym popołudniem w powietrzu wisi mgła i jest chłodnawo. Moje przyrodnicze wakacje rozpoczynają się od refleksji: nie lepiej było polecieć gdzieś w tropiki? Taniej, cieplej, egzotycznej fauny w bród. Ale nie, to przecież płytkie tak nastawiać się na bezrefleksyjne zaliczanie gatunków. Tym bardziej że wrzesień nie jest tu idealnym okresem do obserwacji ptaków. Sporo przelotnego drobiazgu odleciało już na południe. Rozminąłem się też z wędrówką siewkowców - nad naszym Bałtykiem osiąga kulminację właśnie we wrześniu, tu zdążyła się właśnie zakończyć.

W Ameryce Północnej, odwrotnie niż na Starym Kontynencie, główne pasma gór przebiegają południkowo. Dzięki temu podczas kolejnych zlodowaceń łatwiejsza była ucieczka gatunków na południe. Mniej ich przez to wyginęło. A zatem mimo niezbyt dobrej pory, przez niespełna miesiąc codziennie dokładałem coś nowego do listy obserwacji. Oprócz ponad setki gatunków ptaszorów, w roli atrakcji turystycznych dopisały dzikie ssaki, a nawet - jak się miało okazać... ryby. Bo właśnie o tej porze roku odbywa się efektowna wędrówka łososi na tarliska w górę bystrych potoków.

Port lotniczy położony jest na wyspie w widłach ramion rzeki Fraser, tworzącej zabagnioną deltę. Nawet tu, zaraz za płotem lotniska, miejscowi ptasiarze mają swoje ulubione miejsca na wycieczki. Rolniczy krajobraz płaskiego wybrzeża - pola podzielone żywopłotami, przypomina nieco Anglię - w końcu to stan Kolumbia Brytyjska, ostoja wiktoriańskich tradycji.

Wynajmuję samochód i zamiast, jak większość przybyszów, jechać na północ, do centrum miasta, kieruję się na południe w stronę wyspy - też o nazwie Vancouver. Ta połać lądu przybiera na mapie kształt wielkiego ogórka leżącego równolegle do skraju kontynentu. Natura nie poskąpiła mu krajobrazowej różnorodności. Ma powierzchnię naszych dwóch województw. To jak na Kanadę niewiele, dzięki czemu mozaikę środowisk można zwiedzić bez pokonywania wielkich odległości.

Ale najpierw postój w portowym miasteczku Ladner, zaledwie kwadrans jazdy od lotniska. Przyglądam się potężnym żywopłotom z jeżyn, których wielkie, słodkie owoce dają bezpłatny popas. Na gałązkach uwijają się sikory zwane tu nie jak w Europie tits, tylko chickadees. Nawoływaniem "dee dee dee" i wyglądem przypominają wariację naszej sikory czarnogłowej.

Ciekawe jest porównanie środkowoeuropejskiej i pacyficznej ptasiej fauny. Wspólnych gatunków niewiele - kilka kosmopolitycznych kaczek i drapieżników jak np. drzemlik czy rybołów, zawleczone z Europy szpaki. Niektóre ze znanych nam pospolitych ptaków mają tu swoje amerykańskie odpowiedniki różniące się drobiazgami: sroka o nieco dłuższym ogonie czy żyjący nad potokami pluszcz - cały brunatny, bez białego podbrzusza.

Ale większość ptasich rodów jest tu reprezentowana znacznie liczniej - u nas żyje tylko jeden kowalik i strzyżyk, tu jest ich po kilka. Zamiast kilku pokrzewek - kilkadziesiąt spokrewnionych z nimi lasówek, cytrynek i wilsonek. Bardziej różnorodny jest świat drozdów i ziarnojadów. Są wreszcie całe grupy gatunków, które w Europie nie występują w ogóle. Uwijający się na trawniku czarny Brewers blackbird tylko z grubsza przypominący naszego kosa to kacykarzyk purpurowy, jego krewniak w trzcinach to epoletnik krasnoskrzydły.

Polskie nazwy egzotycznych ptaków (jest ich na świecie ponad osiem tysięcy). przyprawiają mnie o ból głowy. Cóż, zostały wymyślone przez naukowców w zakurzonych muzeach, a nie podróżników chcących szybko nazwać to, co właśnie widzą.

Pierwsza ornitologiczna uczta czeka mnie w położonym nieopodal Ladner rezerwacie Reifel. I o tej porze roku jest tu pełno niepłochliwych szlamców - siewkowców, które wyglądają jak skrzyżowanie rycyka z bekasem kszykiem. Na wysepkach pośrod stawów odpoczywają żurawie kanadyjskie - chyba nie tak piękne i pełne gracji jak nasze, za to bardziej agresywne, o czym ostrzega stosowna tablica. W sumie gatunków ptaków o nazwie "kanadyjski" jest kikanaście - od wszędobylskich gęsi bernikli, które i w Europie stają się plagą, po skrycie żyjącego borowiaka, dużego kuraka, którego udało mi się wydeptać wśród górskich świerków.

Dopiero na wyspie Vancouver przeżywam prawdziwy przyrodniczy szok - spotkanie z naturalnym lasem deszczowym strefy umiarkowanej. Ba, nawet niektóre parki miejskie przypominają dziewicze ostępy Puszczy Białowieskiej. Wybujałe mchy, porosty i paprocie. Drzewa w najróżniejszym wieku - od siewek po olbrzymy. Dużo martwych wykrotów. Oprócz klonów - żywotniki zachodnie, chojny, cyprysiki nutkajskie i daglezje. Czyli dobrze nam znane tuje i inne ozdobne iglaki. Tylko widząc je u nas, nie zdajemy sobie sprawy, że sadzone są w Europie raptem od jednego, dwóch wieków, a w swojej ojczyźnie dożywają nawet tysiąca lat i dorastają 120 m. Czyżby więc i nasi praprapra... wnukowie doczekali się takich gigantów w swoich ogródkach? Póki co, po powrocie do Europy, patrząc na rachityczne sosenki, czułem się jak Guliwer w kraju liliputów.

Kiedy u nas wchodzimy do lasu i coś skrzeczy albo terkocze, to najczęściej dzięcioł. I tu dzięciołów nie brakuje - zobaczyłem także największego z nich - smugoszyjego. Ale bardziej hałaśliwe są od nich... czerwone wiewiórki.

Zatrzymuję się w miasteczku Port Alberni w centrum wyspy, bo właśnie tu ma swoją siedzibę jednoosobowa firma Rainbird Excursions. Jej właściciel Sandy McRuer zabiera mnie na poranną wycieczkę w dolinę rzeki, gdzie rusztowanie wzdłuż rurociągu wodnego stanowi wygodny i bezpieczny szlak obserwacyjny. Za chwilę z zarośli jak na zamówienie wyłania się baribal - amerykański niedźwiedź czarny, ssak, o którym śmiało można napisać, że jest tu pospolity. Misie spotkałem jeszcze kilkakrotnie, nie zapomnę przygody w górskim parku Strathcona, gdy wędrując szybko i cicho o zmroku, zobaczyłem nagle przed sobą kontury dwóch uszatych łbów.

Mekką przyrodników na wyspie jest Tofino, kurort w parku narodowym Pacific Rim. Wyjątkowo bujne i gęste lasy żywotnikowe dochodzą do samego wybrzeża, na plażach walają się setki potężnych pni. W zagłębieniach nadbrzeżnych skał oczka wodne z ukwiałami, rozgwiazdami i krabami. Oglądam i filmuję ostrygojady czarne, których dzioby lśnią piękną, marchewkową pomarańczowością. Kontrastowo upierzony ptak pokroju kraski to tujtejsza wersja zimorodka - rybaczek popielaty. No i wreszcie zaliczam lśniącą błękitem i satynową czernią modrosójkę czarnogłową, herbowy gatunek Zachodniego Wybrzeża.

Miłośnicy pacyficznej fauny mogą jeszcze pojechać do Zeballos, skąd wyruszają rejsy na obserwacje wydr morskich, lub do Telegraph Cove, punktu wypatrywania orek.

@RY1@i02/2010/040/i02.2010.040.184.0005.001.jpg@RY2@

Na rzece Stamp obserwować można efektowną wędrówkę łososi, wytrwale płynących ku tarliskom umiejscowionym w górnym biegu bystrych potoków. Na pieszych szlakach nierzadkie są też spotkania z nieco mniejszym od grizzly baribalem lub mieszkańcem gór - muflonem kanadyjskim

Maciej Zimowski

@RY1@i02/2010/040/i02.2010.040.184.0005.002.jpg@RY2@

Państwo:

Region:

Waluta:

@RY1@i02/2010/040/i02.2010.040.184.0005.003.jpg@RY2@

Oprócz przelotu z Warszawy połączenie z Berlina do Vancouver dwa razy w tygodniu oferuje Air Berlin. Koszt biletu powrotnego - od 2800 zł

Średnie ceny (bez podatku)

Wynajem samochodu, z ubezpieczeniem - dziennie

Litr benzyny -

Przeprawa na wyspę Vancouver - za pojazd

Nocleg w motelu -

Nocleg w schronisku -

Miejsce na kempingu -

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.