Tam, gdzie wychował się Gregor Schlierenzauer
Dolina Stubai to atrakcyjne miejsce na rodzinny wyjazd narciarski
Gwarantowane dobre warunki do jazdy od października do maja, specjalna promocja dla turystów z małymi dziećmi, oprócz tras zjazdowych także trasy biegowe i tory saneczkowe - takimi atrakcjami kusi gości, także tych z Polski, dolina Stubai, największy lodowcowy region narciarski w Austrii.
Dolina Stubai leży 20 km od stolicy Tyrolu - Innsbrucku. Dojeżdżając do niej z Polski, trzeba się liczyć z co najmniej kilkunastogodzinną jazdą samochodem, przez Czechy lub przez Niemcy (drugi kierunek to dobre rozwiązanie dla mieszkańców zachodniej części naszego kraju).
Alternatywą może być podróż samolotem, ale najlepiej do położonego też stosunkowo niedaleko - ok. 200 km - Monachium, bo do Innsbrucku z Polski brakuje regularnych połączeń. To jednak oferta dla osób bardziej zamożnych, bo trzeba doliczyć koszty przelotu oraz transportu ze stolicy Bawarii (busem, pociągiem czy wynajętym samochodem). Na miejscu bez auta można się już bez problemu obejść - po całej długiej na 30 km dolinie kursują specjalne skibusy, które posiadacza skipasu dowiozą bezpłatnie do każdego z czterech głównych ośrodków narciarskich.
Perłą w koronie tego regionu jest lodowiec Stubai. To tam znajduje się większość wyciągów i stoków. Od podnóża lodowca do górnej stacji prowadzą dwie koleje gondolowe. Gdy znajdziemy się już na górze, będziemy mieli do wyboru kilkanaście tras o różnym stopniu trudności (od tras niebieskich poprzez czerwone do trzech czarnych) obsługiwane przez wyciągi krzesełkowe i orczykowe. Na najwyższy wierzchołek lodowca Schaufelspitze (3333 m n.p.m.) dostaniemy się orczykiem, ale także kolejką gondolową.
Snowboardziści mają też do dyspozycji rynnę do jazdy akrobatycznej, seniorzy i najmłodsi narciarze - specjalną bardzo łatwą trasę. Młodzi narciarze mogą skorzystać z atrakcji snowparku ze stokami do jazdy w stylu wolnym. Zmęczonych atrakcjami najmłodszych amatorów białego szaleństwa rodzice mogą zostawić pod profesjonalną opieką w domu zabaw (coś na wzór bawialni w centrach handlowych). Niestety na razie nie ma tam opieki polskojęzycznej.
- Ale to kwestia czasu, kiedy zostaną zatrudnione osoby mówiące po polsku, bo gości z Polski jest u nas coraz więcej - mówi Matthias Pronegg z lokalnej organizacji turystycznej Tourismusverband Stubai Tirol. Na Stubai można już znaleźć polskojęzycznych instruktorów.
Według wyliczeń gospodarzy Polacy są w sezonie zimowym czwartą najliczniejszą grupą cudzoziemców odwiedzającą Stubai. A w listopadzie jeszcze przed szczytem odwiedzin - nawet drugą, po dominujących przez cały sezon Niemcach, którzy do tego regionu mają do pokonania podobną odległość jak Polacy do narciarskich ośrodków słowackich Tatr.
Na lodowcu narciarstwo można uprawiać od października do końca maja, i może to robić każdy, od zupełnie początkujących po profesjonalistów.
- Nie ma sezonu, żeby nie trenowała u nas jakaś narodowa kadra narciarstwa alpejskiego - podkreśla Pronegg. Ale uwaga - osoby, które dopiero rozpoczynają przygodę z nartami albo deską snowboardową, po zakończeniu jazdy na dół powinny wrócić kolejką. Trasa, która prowadzi do dolnej stacji, ma bowiem status czerwonej i do najłatwiejszych nie należy.
Jeśli komuś nie odpowiadają surowe widoki na lodowcu, alternatywą jest położony w środku doliny ośrodek narciarski Schlick 2000. W grudniu 2009 roku obchodził swoje 50. urodziny. Dolna stacja zlokalizowana jest w miejscowości Fulpmes. To szczególne miejsce dla miłośników skoków narciarskich. Wprawdzie nie ma skoczni, ale za to urodził się tam najlepszy austriacki skoczek narciarski w ostatnich latach Gregor Schlierenzauer. W tym sezonie oficjalnie promuje dolinę. Podobiznę popularnego "Schlieriego" można oglądać na przydrożnych billboardach, w katalogach i na ulotkach.
Na stoki Schlick 2000 też dostaniemy się gondolą, a dalej do wierzchołka Sennjoch (2190 m) krzesełkiem lub orczykiem. Górne trasy prowadzące między graniami przypominają te na lodowcu - stopień trudności różnorodny, jest jeden odcinek oznaczony na czarno, a także kilka miejsc do jazdy w stylu wolnym - po głębokim śniegu. Stoki położonego w dolnej partii ośrodka prowadzą między drzewami i przypominają trochę te z naszej krynickiej Jaworzyny.
Schlick reklamuje się przede wszystkim jako ośrodek rodzinny. Powodzeniem cieszy się sezonowe przedszkole, połączone ze szkołą narciarską znajdujące się przy pierwszej stacji kolei gondolowej.
- W pełni sezonu, gdy mamy naprawdę duże obłożenie turystami, warto uciec przed tłokiem do dwóch pozostałych ośrodków - Elfer (w miejscowości Neustift - red.) i Serles (w Mieders - red.) - mówi Christian Gleirscher, instruktor narciarski współpracujący z organizacją turystyczną.
- Wprawdzie wybór tras jest niewielki, ale jest na nich o wiele mniej jeżdżących i wbrew pozorom to stoki dość wymagające - dodaje.
Jednak gondolami na góry Elfer i Serles turyści podróżują także w innym celu. Z obu szczytów prowadzą kilkukilometrowe, naturalne trasy saneczkowe - obie oświetlone, czynne również wieczorem. Wypożyczenie sanek to wspaniała alternatywa dla nart czy snowboardu, a jeśli ktoś uważa jazdę na sankach za nudną, to na pewno zweryfikuje tam swoje wyobrażenia. Trwająca około pół godziny jazda po niekiedy mocno oblodzonej trasie mającej 800 metrów różnicy wysokości przysparza dużych emocji. Uwaga! Najmłodsi bez opieki jeździć nie mogą.
Przy górnej stacji Serles pięknie położoną trasę mają także do dyspozycji amatorzy narciarstwa biegowego. Natomiast w dolinie coś dla siebie znajdą także łyżwiarze. Lodowiska znajdują się m.in. w dwóch największych miejscowościach, czyli Neustift i Fulpmes.
Tym, co wyróżnia Stubai spośród innych austriackich ośrodków, jest promocyjna oferta dla rodzin z dziećmi. Maluchy aż do lat 10, jeśli znajdują się pod opieką dorosłych, nie płacą za przejazdy wyciągami.
Nie będzie też nas nic kosztować wypożyczenie dla dzieci sprzętu narciarskiego, o ile sprzęt taki wypożyczy przynajmniej jedno z rodziców albo opiekunów. Zaś młodzieży do lat 15 przysługują w Stubai zniżki.
@RY1@i02/2010/035/i02.2010.035.184.0004.001.jpg@RY2@
Fot. Mieczysław Pawłowicz
Gdy znajdziemy się już na górze, będziemy mieli do wyboru kilkanaście tras o różnym stopniu trudności: od niebieskich, poprzez czerwone, aż do trzech czarnych. Obsługują je wyciągi krzesełkowe i orczykowe. Snowboardziści mają do dyspozycji rynnę do jazdy akrobatycznej
Łukasz Korycki
lukasz.korycki@infor.pl
@RY1@i02/2010/035/i02.2010.035.184.0004.002.jpg@RY2@
Państwo:
Region:
Waluta:
@RY1@i02/2010/035/i02.2010.035.184.0004.003.jpg@RY2@
Do doliny Stubai ze wschodniej i centralnej Polski najlepiej pojechać przez przejście graniczne w Cieszynie, Ostrawę, Brno, Wiedeń i dalej autostradą przez Salzburg do Innsbrucku (pamiętajmy o konieczności posiadania winiety na autostradach w Austrii). Ze stolicy Tyrolu do doliny zostaje do pokonania tylko kilkanaście kilometrów.
Karnet rodzinny
- cena karnetu rodzinnego, obejmująca siedem noclegów z wyżywieniem w pokojach hotelowych lub pensjonatach dla dwóch osób dorosłych wraz z dwójką dzieci do 10 lat, sześciodniowe bilety wstępu do regionów narciarskich Stubai oraz Schlick 2000, a także pięciodniowe kursy narciarskie dla dzieci.
jazda na nartach z instruktorem dla dorosłych przez 4 godziny dziennie (w grupie) - ł
nauki jazdy z instruktorem (w grupie kilku uczniów) -
nauki jazdy z instruktorem (w grupie kilku uczniów) -
jazdy z instruktorem przez 2 godziny -
litr PB95 na stacji -
litr ON -
litr LPG -
duże piwo w pubie -
litrowa butelka wody mineralnej w sklepie -
posiłek (zupa, drugie danie, napój) w restauracji przy stoku narciarskim -
przejazd trzech osób taksówką z lotniska w Innsbrucku -
przejazd taksówką trzech osób z lotniska w Monachium (w obie strony) -
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu