Miasto rozpasanej wyobraźni, subtelnego smaku i wygody
Dziś rozpoczyna się karnawał w Wenecji. Ten festiwal gestu i pozy potrwa do 16 lutego
Gdyby Wenecja nie miała karnawału, należałoby go wymyślić. Przed wiekami stanowił on dobrą okazję do pofolgowania tłumionym przez religijne i społeczne normy obyczajom.
Bywało, że trwał on nawet kilka miesięcy, a mieszkańcy Wenecji otrzymywali od patrycjuszy możliwość uczestnictwa w maskaradach, błazenadach i różnego rodzaju widowiskach z udziałem akrobatów czy połykaczy ognia. Przybierały one czasem formy mocno niewybredne. A to dla rozrywki obrzucano się jajami, to znowu prowokowano byka, żeby zaznać przyjemności sportów ekstremalnych. W karnawałowych annałach siedemnastego stulecia zanotowano także pojedynek pewnego szlachcica, u którego śpiewający eunuch (skądinąd z opery) usiłował wywołać nerwicę seksualną, gdy ów szlachetnie urodzony wenecjanin dokazywał w gondoli z kurtyzaną (ach gdzież są, gdzież są niegdysiejsze kurtyzany, z których Wenecja słynęła w całej ówczesnej Europie!). Następne stulecie przyniosło zblazowanym mieszkańcom laguny inne jeszcze atrakcje, jak choćby całkiem żywego nosorożca. Pietro Longhi utrwalił go na swoim obrazie pokazującym jak ową przedziwną bestię spokojnie przeżuwającą siano podziwiają uczestnicy karnawału, niektórzy dla zachowania incognito w maskach. Kiedy indziej dla rozrywki drażniono się z misiem, wystrzeliwano z armat psy bądź też rozgrywano zawody sportowe, w których z lubością upuszczano sobie krwi. Nie mniej spektakularnym widowiskiem było coroczne zrzucanie z dzwonnicy na placu św. Marka dwunastu świń i szlachtowanie byka. Ta rozrywkowa rzeź miała upamiętniać zdobycie Akwilei w roku 1162, kiedy to porwany patriarcha Wenecji i dwunastu księży odzyskało wolność po złożeniu okupu w postaci byka i dwunastu świń. Porywacze najwyraźniej w pogardzie mieli wegetarianizm.
Karnawał w swojej historycznej formie dokonał żywota razem z najjaśniejszą Republiką Wenecką, gdy w roku 1797 Napoleon zdobył Wenecję, by powrócić dopiero w roku 1979.
Dzisiejszy karnawał jest daleki od spontaniczności i rozwiązłości swego dawnego pierwowzoru. Jest raczej ujęty w sztywne ramy masowej imprezy podporządkowanej prawom rynku turystycznego. Dawniej maski zacierały głównie różnice stanowe, pozwalając plebejuszowi zbratać się z arystokratą. Obecnie skrywają one tożsamość narodową, a nawet rasową swoich "nosicieli". Jednak najbardziej prowokacyjny charakter mają, gdy niwelują różnice płci. Kiedy spotyka się zamaskowane pary, nigdy do końca nie można być pewnym, czy są to osoby tej samej (a jeśli tej samej, to właściwie jakiej?) płci. Znajdziemy tu upersonifikowane pory roku, nocy i dnia, żywioły, przedziwne bestie i chodzące zabytki architektury, postaci symboliczne z tradycyjnej komedii dell’arte i kart tarota oraz przebrania wykorzystujące wzory domina czy figur szachowych. Do tego stroje historyczne, głównie renesansowe i rokokowe, oraz tradycyjne maski używane przez wenecjan przed kilkoma wiekami.
Każdego roku na karnawał do Wenecji przyjeżdża coraz więcej turystów. Zdarza się, że ruchem (pieszym rzecz jasna, bo samochody pojawiają się tu jedynie na barkach pływających po Canal Grande, gdy jakaś firma chce zareklamować swój produkt) musi kierować policja miejska. Miasta nie wypełnia jak w Rio de Janeiro muzyka i taniec. Jest to karnawał gestu i pozy. Istnieć w nim, to być podziwianym i fotografowanym. Amatorzy fotografii tratują się w walce o najlepsze miejsca do zdjęć. Telewizje z różnych stron świata podgrzewają atmosferę medialnego wydarzenia. Komu nie udało się zobaczyć, jak w czasie porannej inauguracji karnawału z wieży dzwonnicy spływała po linie na plac św. Marka akrobatka przebrana za anielicę, może w wieczornym wydaniu wiadomości RAI zobaczyć ją opowiadającą o tym, jak to wydarzenie podniosło jej poziom adrenaliny.
Parady zamaskowanych postaci odbywają się w atmosferze libertynizmu odziedziczonego po dawnych wenecjanach. Oto zatem fałszywa zakonnica w wyzywającym makijażu całuje namiętnie równie fałszywego księdza na oczach nie mniej fałszywych kardynałów i przywołanego z przeszłości doży. "Transwestyci" w połyskliwych rajstopach filuternie spoglądają przez kryształowe okna Caff? Florian, otoczeni przez kwiat arystokracji wszystkich krajów i epok. Nie dziwmy się zatem, jeśli sponad kawiarnianych stolików będą się uśmiechać do nas japońskie turystki w jedwabnych rokokowych sukniach i perukach z epoki konkurujące z Murzynką (a może Murzynem? - ta niepewność może być doprawdy frustrująca) ukrywającą twarz za białą maską ozdobioną fantazyjnym czerwonym pióropuszem. Aby zadośćuczynić odwiecznej walce postu z karnawałem, wenecka policja rokrocznie aresztuje pewnego preceptora, który z renesansowego szacunku dla urody ludzkiego ciała przebiera się za jego poszczególne organy. Jeden ze sklepów z maskami reklamuje swoje towary nazwiskiem Stanleya Kubricka, który tu właśnie zaopatrywał się w maski do filmu "Oczy szeroko zamknięte".
Kulminację karnawału stanowi bal maskowy na placu św. Marka, któremu towarzyszą prezentacje najlepszych kostiumów. Długi korowód zamaskowanych postaci cierpliwie oczekuje w kolejce, by zaprezentować na scenie kunszt swoich ubiorów oceniany przez nieskąpiącą oklasków publiczność. Wieczorem elita elit przeniesie się na bale do Hotelu Cipriani lub pałaców wzdłuż Canal Grande, gdzie kupiona za wielkie pieniądze elegancja znajdzie właściwą oprawę, a pozostali będą bawić się na placu. Tu też, jak każe ostatkowa tradycja, spłonie kukła symbolizująca karnawał. I tak kolejny karnawał, podrygując w błazeńskich pląsach, odchodzi w przeszłość. Może uda mu się odnaleźć tam Casanovę prowadzącego w tanecznym korowodzie weneckie mniszki przebrane za kurtyzany na spotkanie kurtyzan przebranych za mniszki...
Słońce wędruje do morza, zapalają się latarenki, rozświetlają witryny sklepów i kawiarni, kryształowe żyrandole prześwietlają okna pałaców wzdłuż Canal Grande. Mrok zatrzymuje mewy w locie. Pomiędzy jawą a snem przedstawienie trwa...
@RY1@i02/2010/025/i02.2010.025.184.004a.001.jpg@RY2@
Lech Kowalewski
Tajemnicza osoba na tle bazyliki Świętego Marka
lech.kowalewski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu