Jedenaście tysięcy metrów w dół
Za Salzburgiem zjeżdżam z zatłoczonej autostrady A1 i po niedługim czasie wjeżdżam do doliny Glemm. To tutaj, w ponad- stuletnim ośrodku narciarskim Saalbach-Hinterglemm-Leogang odbyły się w 1991 r. mistrzostwa świata w narciarstwie alpejskim. Obecnie ośrodek odwiedza co roku około 2 mln turystów.
Apartament, który zajęliśmy w Vorderglemm (3 osoby - 40 euro za dobę), znajduje się zaledwie 200 m od stacji kolei linowej. Zakładam buty narciarskie na przyzbie, narty na ramię i w drogę! Przy dolnej stacji kasy i bezpłatny parking. Gondola przenosi mnie nad drogą i rozpoczyna stromą wspinaczkę na szczyt Wildenkarkogel.
Na rozgrzewkę wybieram trasy prowadzące do Leogang. Rozjeżdżam narty na niebieskiej trasie 62, następnie wjazd krzesłem i ląduję na szczycie Gross Asitz (1914 m), który z bliźniaczym Klein Asitz (1870 m) tworzą miniarenę narciarskich zmagań.
Ze stoków o wschodniej orientacji, w rozległą kotlinę prowadzi 7 tras obsługiwanych przez 3 wyciągi krzesełkowe. Czerwone są zdecydowanie najlepsze, choć niektóre z nich mają ostre ścianki na przemian z wąskimi półkami, co powoduje, że jazda jest nieco szarpana.
Gdy zatrzymuję się na początku trasy 86, dzioby nart sterczą w powietrzu poza jej krawędzią. Jestem sam na stoku. Stroma ścianka odstrasza narciarzy. Już po kilku metrach nabieram dużej prędkości. Idealnie przygotowany śnieg ośmiela do szaleńczej jazdy. Wytracam prędkość dopiero przy bramkach Asitzgipfelbahn - ośmioosobowej, podgrzewanej kanapy z pomarańczową osłoną.
Dolinę Leogang wypełniają gęste chmury, jednak decyduję się na ponadpięciokilometrowy zjazd w dół. Trasa prowadzi wzdłuż kolejki gondolowej. Jest bardzo szeroka i choć spory tu ruch, można znaleźć dla siebie odcinek wolnej przestrzeni. Po obu stronach ściana lasu chroniąca przed wiatrem, promienie słoneczne padają z tyłu, świecąc wzdłuż stoku. Całość tworzy wymarzone warunki do jazdy carvingowej.
Przy Mittelstation trasa się rozgałęzia. Wybieram prawą odnogę, czerwoną 89. Po kilku skrętach wjeżdżam we mgłę. Kończy się zabawa. Zdecydowanie ograniczam prędkość, trzymam narty długo w ześlizgu. Nasłuchuję uważnie innych narciarzy. Na dole nieco się przejaśnia. Trasa zmienia się jednak w typową nartostradę - wąską, płaską, z licznymi muldami i oblodzonymi wirażami, na szczęście zabezpieczonymi siatką.
W Leogang zaglądam do parku rozrywki dla dzieci. Na ogrodzonym kolorowymi chorągiewkami terenie pracuje pięć wyciągów gąsienicowych o różnej długości. Wytyczone trasy uporządkowano według stopnia trudności. Pociechy mogą ćwiczyć slalom, przejeżdżać przez lodowy tunel, kręcić się na narciarskiej karuzeli. Wejście za darmo.
Gondolą wracam na szczyt Asitz, do świata pełnego słońca. Chłonę widoki. Południową stronę wypełnia pasmo Wysokich Taurów z Grossglockner (3798 m) - najwyższym szczytem Austrii. Przed nim Kitzsteinhorn, ozdobiony językiem lodowca. Północną i zachodnią tworzą Alpy Kitzbuehelskie.
Zjazd do domu ze szczytu Wildenkarkogel to 4,5 km udręki dla niezaprawionego organizmu. Na wstępie ostra ścianka. Krawędzie szlifują wszechobecny tu pod koniec dnia lód. W poszukiwaniu mniej rozjeżdżonych miejsc zbaczam ku krawędzi trasy, co od razu kończy się kluczeniem między pryzmami usypanego śniegu. Przy lesie jest trochę lepiej. Nie na długo. Po dwóch wirażach wjazd na szeroką halę i na przemian odcinki strome i płaskie. Im niżej, tym gorzej... a nogi jak z waty. Wreszcie zabudowania. Czujność wymagana do końca, by nie podzielić losu narciarza wyplątującego się z siatek bezpieczeństwa na ostatnim zakręcie.
Kilka dni zjazdów ośmieliło mnie do podjęcia wyzwania objazdu na nartach całej doliny i pokonania w ciągu jednego dnia tras prowadzących z 11 szczytów.
Ruszam o 9.00 dobrze znaną trasą 65 z Wildenkarkogel (1910 m) w kierunku Saalbach. Padający nocą śnieg osiadł na wygładzonych ratrakami stokach. Kreślę zakręty w świeżym puchu. To szalenie miłe pozostawić za sobą ten pierwszy ślad na dziewiczym śniegu. Śpieszę się, gdyż idealne warunki nie utrzymają się długo. Z obowiązku wjeżdżam na szczyt Brundlkopf (1879 m) obsługiwany przez sześcioosobową kanapę. Prowadzące ze szczytu trasy, oprócz niezłej czerwonej 59, nie są warte wspomnienia. Z kolejnego szczytu Kohlmaiskopf (1794m) prowadzi do centrum Saalbach kilka tras. Najciekawsza to trasa 53, na której podczas mistrzostw w 1991 roku zorganizowano bieg zjazdowy kobiet. Liczy 3,5 km i 790 m przewyższenia. Szeroka, stroma, z kilkoma łagodnymi zakrętami. W znacznej części otoczona świerkowym lasem. Bezsprzecznie zasługuje na miano mistrzowskiej i... mój kolejny zjazd.
Na górę można wjechać wyciągami krzesełkowymi z jedną przesiadką lub koleją gondolową. Wybieram gondolę. Przy stacji środkowej ląduje niebieski helikopter ratownictwa medycznego. Kolejny uraz na stoku, kolejna błyskawiczna akcja. Dźwięk silnika lotniczego słyszałem już wielokrotnie wcześniej. Warunki nie są najlepsze, ale również z roku na rok pojawia się w górach więcej narciarzy o coraz słabszych umiejętnościach.
Połączenie z trasami prowadzącymi do Hinterglemm przez szczyt Bernkogel (1740 m) jest marne. Wymaga odpięcia nart i 100 m spaceru przez centrum miasta do kolejki Bernkogel Sesselbahn. Wjazd na górę leciwymi wyciągami, w tym orczykiem, zajmuje sporo czasu. I to jeszcze nie koniec. Osiągnięcie kolejnej góry - Reiterkogel (1819 m) - to podróż dwuosobowym krzesłem przypominającym zabytek z Hali Goryczkowej. To typowy łącznik pomiędzy obszarami narciarskimi. Ze szczytu Reiterkogel oraz sąsiedniego Hasenauer Kopfl (1791 m) prowadzi w dół kilka tras. Teren nie jest zalesiony, trasy wytyczono szerokim zboczem obu gór.
Wybieram czerwoną 35 i w dół! Niska pokrywa chmur znacznie ogranicza widoczność. Na łuku wyjeżdżam poza krawędź nartostrady. Teraz wszystko dzieje się bardzo szybko. Na stromiźnie nabieram prędkości. Mulda wybija mnie w górę. To nie będzie udany skok, gdyż lecę głową do przodu. Ląduję na klatce piersiowej. Boleśnie. Brak mi tchu. Dobrze ustawione wiązania wypięły narty w czasie upadku. Wygrzebuję się z miękkiego śniegu. Tuż obok paliki góralskiej zagrody. Po dłuższej chwili dochodzę do siebie. Mam szczęście, helikopter nie będzie potrzebny.
Odprężam się, bo w planie mam zjazd czarną 15, na której rozgrywane są zawody alpejskiego Pucharu Świata. To trasa dla twardzieli.
Zjeżdżam po pionowej, oblodzonej ścianie. Po kilku skrętach ustawiam narty prostopadle do stoku i jak większość narciarzy ześlizguję się bokiem po zabójczym nachyleniu.
Gdzie tu przyjemność? Znajduję ją na trasie nr 6 z sąsiedniej góry Schattberg West (2096 m). Można by na niej spędzić cały dzień. Ma 5 km długości po zróżnicowanym terenie. Szerokie polany z płaskimi odcinkami, zwężenia, wiraże, a na dole bramki z pomiarem czasu i wygodna gondola z miejscami do siedzenia. Zjazd w kierunku Schattberg Ost (2020 m) po specjalnie przygotowanej trasie z muldami 7a.
Na szczycie olbrzymia restauracja Sky Rest i... garaże dla ratraków.
W dół biegnie najbardziej ekscytująca trasa cyrku. Czarna 1 to 4 km pionowa ściana, niezbyt szeroka i bardzo twarda, gdyż biegnie w cieniu. Zjeżdżam w nielicznym gronie śmiałków. Co kilka skrętów przystaję poruszony najlepszym widokiem na Glemmtal. Tu nie można się spieszyć. Aby dostać się do gondoli startującej z centrum Saalbach, należy przejść zadaszonym przejściem nad ulicą. Pozostał mi ostatni zjazd. Trasa nr 2 Jausern jest najdłuższa. Liczy 7 km. Walczę ze zmęczeniem, nie dbając o styl. Byle bezpiecznie zjechać w dół!
Wieczorem loguję się na stronie www.skiline.cc/skicircus. Sprawdzam statystykę dnia. Przebyłem na nartach, korzystając z 21 wyciągów, dystans 46 km i pokonałem prawie 11 000 m różnicy wzniesień. Zasłużyłem na małego sznapsa, a jutro... znowu na narty.
@RY1@i02/2010/015/i02.2010.015.184.0005.001.jpg@RY2@
Wizerunki klauna Pierrota można tu spotkać na każdym kroku
Monika Witkowska
@RY1@i02/2010/015/i02.2010.015.184.0005.002.jpg@RY2@
Wejście do wytwórni pana Bartla...
Monika Witkowska
@RY1@i02/2010/015/i02.2010.015.184.0005.003.jpg@RY2@
...i jego asortyment
Monika Witkowska
W dolinie Glemmtal wytyczono wiele pieszych szlaków turystycznych. Cześć z nich przygotowano także do zimowych wędrówek. Godna polecenia jest prowadząca podnóżem doliny ścieżka wzdłuż rzeki Saalach.
Po trzech kilometrach spaceru pojawiają się domy w malowniczym miasteczku Saalbach. Kilka rozświetlonych uliczek centrum to strefa wolna od ruchu kołowego. Hotele, pensjonaty, restauracje... i wyciągi na trzy szczyty po obu stronach doliny. Mimo późnej pory na ulicach sporo narciarzy. Część z nich wybiera zjazdy oświetloną trasą. Warto tu podążyć za zapachem grzanego wina i muzyką do baru Bauer’s Schi-Alm (www.bauers-schialm.at) na imprezę w butach narciarskich. Tuż obok kościół parafialny, najczęściej pojawiający się na pocztówkach obiekt wzniesiony w latach 1717 - 1719.
Za pocztą teren akademii śnieżnej, gdzie adepci stawiają pierwsze kroki.
@RY1@i02/2010/015/i02.2010.015.184.0005.004.jpg@RY2@
Austria
W dolinie działa kilka szkół narciarskich. Warto też polecić Schischule prowadzoną przez Hansa Hinterholzera (www.schischule-hinterholzer.at), byłego członka kadry narodowej Austrii w narciarstwie alpejskim, zawodnika zawodów Pucharu Świata.
Każda ze szkół oferuje kilka programów nauczania indywidualnego i grupowego. Można w nich także wypożyczyć narty (od 13 euro za dobę).
Miasteczko położone jest niżej niż Saalbach, u wylotu doliny. Leży na wysokości około tysiąca metrów. Oferuje, oprócz nart, zjazdy oświetlonym torem saneczkowym, fun park, kąpiele w basenie, lodowisko i halę tenisową.
Hinterglemm jest bazą wypadową na ostatnie dwie góry północnej strony doliny: siostrzane szczyty Reichkendlkopf (1942 m) i Spieleckkogel (1998 m). Prowadzące z nich trasy nr 22, 23, 24 i 25 są bardzo atrakcyjne dla narciarzy, a niebieska 22 ma idealnie utrzymany stok.
Dariusz Kita
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu