Co przystanek, to inny język
Sołotwino i Sygiet Marmaroski, dwa miasteczka oddzielone granicą ukraińsko-rumuńską, oddychają tym samym klimatem kresów, zapomnienia i niedalekich zielonych stoków karpackich
Ulokowane w obwodzie zakarpackim Ukrainy, tuż przy granicy z Rumunią, kojarzone jest zapewne tylko przez tych, którzy powodowani różnymi względami wybierają się przez Ukrainę na Bałkany. Niedaleko też stąd na Słowację, na Węgry i do Rumunii.
Bliskość tych ziem powoduje, że w okolicach Sołotwina zetkniemy się z istnym tyglem kulturowym i religijnym, wzbogaconym przez wątki czeskie, żydowskie, polskie, niemieckie oraz rusińsko-karpackie. Zmienna historia tych ziem powodowała, iż w połowie ubiegłego wieku, nie ruszając się z miejsca, w przeciągu kilku lat można było zostać obywatelem Czechosłowacji, niepodległej Karpackiej Ukrainy, Węgier, a następnie ZSRR. Ostatecznie ziemie te znalazły się w granicach Ukrainy.
Nie zdziwmy się zatem, gdy w pociągu lokalnej linii większość pasażerów posługiwać się będzie jakimś niezrozumiałym dla nas językiem. Najprawdopodobniej będzie to swoista mieszanka sąsiadujących ze sobą dialektów. W zależności od miejsca, w którym się znajdujemy, dominować będzie inny (Sołotwino - rumuński, Berehowe - węgierski). Nikomu to nie przeszkadza, a i my nie czujemy się tu obco.
Ukraińsko-rumuńskie przejście graniczne w Sołotwinie otwarto na początku 2007 r. Wcześniej granica, biegnąca rzeką Cisą, była nieprzejezdna od czasu, gdy 1944 r. wysadzono w powietrze miejscowy most. Na jego odbudowie przez wiele lat nikomu nie zależało.
Turyści, nadal niepewni, co mogą tu zastać, zaglądają do Sołotwina sporadycznie. Częściej dojeżdżają do Rumunii przez Czerniowce, skąd już łatwo dostać się można do leżącej po drugiej stronie granicy Suczawy. Z możliwości przedostania się na drugi brzeg Cisy najwięcej korzyści czerpią miejscowi, którzy godzinami potrafią stać w długich kolejkach, by skwapliwie wykorzystać różnicę w cenach niektórych produktów. Sytuacja jako żywo przypomina chociażby tę z Medyki, również dlatego, że strażnicy traktują turystów "na specjalnych zasadach". Przy odrobinie naszej cierpliwości, a ich dobrej woli, uporaliśmy się ze zmianą terytorium dużo szybciej, niż można się było spodziewać.
Przechodzimy przez nowy, drewniany most i już jesteśmy w Rumunii. Czeka tu już na nas Sygiet Marmorski, czyli stolica regionu Maramuresz. Warto się tam udać, choć na kilka chwil, by pospacerować po mieście i podziwiać jego budowle: synagogę, kościoły katolicki i kalwiński. Ale przede wszystkim warto zwiedzić muzeum mieszczące się w byłym komunistycznym więzieniu: to symbol opresji reżimu Ceausescu.
Kilka kilometrów od Sygietu znajduje się Sapanta ze słynnym "wesołym cmentarzem". Turystów z całego świata przyciągają tu różnokolorowe nagrobki z malowanymi historiami życia i śmierci spoczywających w nich osób.
Wracamy do Sołotwina. Chcemy tam wrócić, bo to przecież nie tylko przejście graniczne. Miasteczko, jak wskazuje sama jego nazwa, słynie ze słonych jeziorek i leczniczych właściwości, jakie zapewniają solankowe kąpiele. Przyjeżdżają tutaj kuracjusze nie tylko z całej Ukrainy, ale i z Rosji.
Pierwsze słone jezioro, Kunegunda, powstało całkiem niedawno, bo... w 1902 r. Było to następstwem geologicznych procesów spowodowanych przez działające nieopodal kopalnie soli. W tej chwili jeziorek jest kilkanaście, nie są one głębokie - w niektórych woda sięga co najwyżej do kolan). Ich zasolenie oscyluje w granicach 30 - 35 proc., co z powodu bardzo silnego efektu wypychania na powierzchnię stwarza idealne warunki do nauki pływania.
Okolice tego 10-tysięcznego miasteczka są bardzo malownicze. Choć znajduje się ono w Kotlinie Marmaroskiej, to otoczone jest przez karpackie pasma: z jednej strony mamy Gorgany, a z drugiej - rumuńskie Karpaty Marmaroskie oraz Góry Rodniańskie. Alternatywą dla górskich wspinaczek stać się mogą wycieczki po tradycyjnym regionie winnic - Nizinie Zakarpackiej będącej północno-wschodnią częścią Wielkiej Niziny Węgierskiej. Ciekawostką jest również znajdujący się nieopodal, koło Rachowa, geograficzny środek Europy wytyczony przez wiedeńskich inżynierów podczas budowy linii kolejowej w XIX w. Do dziś znajduje się w tym miejscu pamiątkowy obelisk.
@RY1@i02/2010/015/i02.2010.015.184.0003.001.jpg@RY2@
Drewniana kapliczka, źródełko i dzwonnica prawosławnego monasteru Barsana koło Sygietu
Shutterstock.com
@RY1@i02/2010/015/i02.2010.015.184.0003.002.jpg@RY2@
Sygiet Marmaroski
Sołotwino leży przy drodze regionalnej R03 z Mukaczewa do Stanisławowa, gdzie regularnie w obydwie strony kursują "marszrutki", czyli mikrobusy. Jednakże najciekawszy wydaje się dojazd koleją. Przez cały rok kursuje tutaj dalekobieżny, pospieszny pociąg ze Lwowa (odjazd 20.23, przyjazd 10.07). Pociągi ze Lwowa jadą interesującą krajoznawczo trasą przez Przełęcz Użocką, Użhorod i Czop (leżący na styku granicy słowacko-węgiersko-ukraińskiej), dalej Berehowe i Chust. Z samego Sołotwina kilka razy dziennie odjeżdżają "elektriczki" w kierunku Tereswy, Tiaczewa, Winohradowa i Mukaczewa.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu