W śnieżnym cyrku doliny Glemm
Rano jazda na nartach, wieczorem nauka kierowania ratrakiem, po drodze sanki, skutery lub impreza w pubie. Taki właśnie - różnorodny i zwariowany - jest austriacki region Saalbach-Hinterglemm. W końcu nie na darmo nazywa się go "cyrkiem".
Kiedy w 1906 r. miejscowy nauczyciel, chcąc wypromować tu turystykę, postanowił opisać uroki tutejszej okolicy w poczytnej monachijskiej gazecie, dowiedział się, że "miejscowi mieszkańcy są biedni, mają wystarczająco dużo problemów i nie potrzebują ich więcej". Dzisiaj Saalbach-Hinterglemm jest jednym z najbardziej znanych austriackich ośrodków narciarskich. W tych dwóch sąsiadujących ze sobą miejscowościach mieszka na stałe 3 tys. osób, za to czekających na gości miejsc noclegowych jest tutaj aż sześć razy tyle!
Nie zdziwmy się, spotykając na stokach wizerunki klaunów. Region Saalbach-Hinterglemm oficjalnie nazwano Narciarskim Cyrkiem (Skicircus), gdyż otaczające dolinę góry tworzą coś w rodzaju areny, a wybrany na logo klaun-narciarz to symbol szczęścia i radości. Klauna lubią zwłaszcza dzieci, ale podoba się on też dorosłym, dla których wybudowano tu większość hoteli. A kto wieczorami nie zamierza siedzieć w hotelu, na brak nocnych rozrywek w Saalbach i Hinterglemm nie będzie narzekać.
Główne tereny narciarskie, to wznoszące się ponad oboma miasteczkami stoki otaczające dolinę, którą płynie rzeka Glemm. Przy dobrej kondycji można zrobić sobie pętlę na biegówkach, ze startem i końcem w tym samym miejscu. Szkoda się jednak spieszyć, jako że jest tu dużo ciekawych tras i punktów widokowych, które warto odwiedzić po kolei.
Z 200 km tras, jakie są do wyboru, nam najbardziej podoba się czterokilometrowa "czarna jedynka" (tzw. Nordabfahrt), a także czerwona trasa nr 53, na której w 1991 r. rozgrywane były zawody Pucharu Świata. Każdy znajdzie tutaj to, co lubi - są tu stoki ze specjalnie robionymi muldami, trasa, gdzie fotokomórka zmierzy nam czas przejazdu, wreszcie snowparki, szczególnie lubiane przez snowboardzistów.
Można też na nartach zrobić skok w bok i od głównego regionu przebić się do Leogang - miasteczka, które leży już w innej dolinie. Dawniej Leogang stanowiło odrębny, kameralny rejon narciarski, ale rok temu postawiono tam wyciąg łączący obydwa regiony, dzięki czemu teraz we wszystkich tych miejscach można jeździć, korzystając z jednego skipassu.
Inwestuje się tu nie tylko w wyciągi, ale także w ochronę przyrody. Na trasie co chwila trafiam na tablice propagujące program "Respektiere deine Grenzen" czyli "Szanuj swoje granice". Chodzi o zwierzęta, które jeśli jeździmy poza trasami, łatwo spłoszyć.
Przy obiedzie, jedząc w schronisku nasz ulubiony cesarski omlet (Kaiserschmarrn), czytamy broszurkę o początkach tutejszego narciarstwa. Jego prekursorem był urodzony w Saalbach Josef Wallner, który w 1898 r. wrócił w rodzinne strony z kilkoma parami nart. Rozdał je miejscowym dzieciakom. Rodzice nie byli z tego zadowoleni, bo ich latorośle zamiast się uczyć, pochłonięte były nowym sportem, dzięki czemu grono fanów zjazdów na dwóch deskach ciągle się powiększało. W 1947 r. ruszył pierwszy wyciąg. Od tej pory na brak popularności Saalbach-Hinterglemm nie narzeka i co roku zbiera laury w plebiscytach na najlepsze ośrodki narciarskie.
Ale nie samymi nartami się tutaj żyje. Hasło regionu to "Zabawa bez ograniczeń" i rzeczywiście zabawy można mieć tu pod dostatkiem. Na przykład na sankach, na które można wybrać się choćby po kolacji, bowiem sankostrady są oświetlone. Wybieramy wersję sportową, wsiadamy... a w chwilę później krzyczymy na zakrętach i skaczemy na muldach. Krzyczą też inni zjeżdżający. Każde z nas po kilka razy wpada w zaspy, wysypując potem śnieg z przeróżnych zakamarków garderoby, włącznie z bielizną. A następnego dnia czujemy ból w kości ogonowej.
Ale zabawa była świetna. Wieczór kończymy w jednym z licznych w Hinterglemm pubów, razem z Anglikami, z którymi zderzyliśmy się w czasie szalonego saneczkowego zjazdu. Okazuje się, że chłopcy przyjechali tu trenować przed odbywającymi się tutaj mistrzostwami narciarskimi... brytyjskiej policji.
Któregoś wieczoru obserwujemy światła ratraków przygotowujących stoki na kolejny dzień. - Ciekawe, jak się takim pojazdem jeździ? - zastanawia się mój mąż. Jakież jest nasze zdziwienie, rano dowiadujemy się, że ratrakiem każdy może się tu przejechać. I to jako kierowca!
Oczywiście zaraz po nartach tam jedziemy. Na początek miłe zaskoczenie: współwłaścicielką Snowmobil City jest pół-Polka.
Zaczynamy od przejażdżki skuterami śnieżnymi. Mający prawie pół kilometra tor jest dość trudny, z kilkoma ostrymi podjazdami i zakrętami, ale zabawa bardzo nam się podoba. Wielka machina budzi respekt, dlatego jesteśmy zdziwieni, że zaledwie po kilku minutach szkolenia już możemy ją prowadzić. Trzeba tylko uważać na gaz, bo przy braku wyczucia pojazd zachowuje się niczym narowisty koń. Kiedy już nabieramy wprawy, siedzący obok instruktor pozwala nam na zakręty. Największe wrażenie robi podjazd na stromą hałdę i potem równie stromy zjazd. Wrażenie niesamowite, bo czujemy że potężny kolos na gąsienicach jest nam bezwzględnie posłuszny. Szkoda tylko, że czas tak szybko leci - 25 minut ratrakowych emocji mija nie wiadomo kiedy!
- Nieważne, czy lubicie alkohole: i tak musicie iść do destylarni sznapsów Bartla Enna - słyszymy w informacji turystycznej. No to idziemy, trochę w duchu przeklinając, bo to kawałek pod górkę. Jednak pan Bartl od razu zyskuje naszą sympatię za pasję, z jaką opowiada o procesie produkcji swoich trunków. Pomysł biznesu narodził się przypadkiem. Bartl bardzo lubił wycieczki skitourowe, a ponieważ zawsze nosił w plecaku coś na rozgrzewkę, uznał że zamiast pić cudze produkty, zacznie robić własne. Produkcja ruszyła w 1985 r. i od razu zaowocowała sukcesem. Sznapsy Bartla wielokrotnie nagradzano na prestiżowych targach Destillata, a jak smakują, można się przekonać podczas degustacji. Trudno mi się zdecydować, czego spróbować - są wśród nich orzechowe, malinowe, jarzębinowe, nawet z szyszek i pistacji, a jeden z aktualnych hitów ma smak czekolady chili! - Mamy nawet sznapsy koszerne - śmieje się Bartl, i jak się okazuje, wcale nie żartuje: po chwili demonstruje nam certyfikat rabina. Bardzo trudny do uzyskania.
Moją ciekawość wzbudzają butelki z podobizną Hansa Enna, wspomnianego już olimpijczyka. Okazuje się, że Bartl to jego kuzyn, a niegdyś - zapalony kibic. W 2008 r., na wypadające wówczas 50. urodziny Hansa zrobił mu prezent, wypuszczając limitowaną serię sznapsów z podobizną i podpisem swojego idola. Jak smakuje "alkoholowy Hans" - nie wiem, za to mogę powiedzieć, że przywieziony do Polski sznaps z orzechów laskowych skończył się wyjątkowo szybko.
@RY1@i02/2010/015/i02.2010.015.184.0004.001.jpg@RY2@
W Saalbach-Hinterglemm jest gdzie odpocząć między kolejnymi zjazdami
Monika Witkowska
@RY1@i02/2010/015/i02.2010.015.184.0004.002.jpg@RY2@
Na takim sprzęcie jeżdżono tu sto lat temu
Monika Witkowska
WARTO WIEDZIEĆ
Położenie terenów narciarskich: 1003 - 2100 m n.p.m.
Wyciągi: 55 (w tym 15 kabinek, 16 krzesełek i 24 orczyków)
Trasy zjazdowe: 200 km (90 km niebieskich, 95 km czerwonych, 15 km czarnych + 15 km niewyratrakowanych tzw. ski route)
Trasy biegowe: 10 km
Zaśnieżanie: 450 armatek (90 proc. terenu).
Z Warszawy do Saalbach jest ok. 1000 km 311 od północy przez Lofer do Maishofen, gdzie po skręcie zostaje nam ostatnie 15 km. Inny wariant, nieco dłuższy, to trasa przez Zell am See (od południa).
Najbliższa stacja kolejowa jest w Zell am See, skąd do Saalbach jest 18 km (co godzinę kursują lokalne autobusy).
Salzburg (90 km; transfer - 35 euro w jedną stronę) i Monachium (190 km; transfer - 86 euro w jedną stronę).
W zależności od terminu 1-dniowy skipass na wyciągi Saalbach, Hinteglemm i Leogang kosztuje 33,40 - 41,70 euro, 6-dniowy 161,20 - 201,50 euro. Do tego trzeba doliczyć 2 euro zwrotnej kaucji za kartę chipową. Dzieci urodzone po 2003 roku jeżdżą gratis, starsze mają zniżkę. Kto chce sprawdzić również inne regiony narciarskie (także w pobliskim Tyrolu), może wykupić skipass AllStar Card (211 euro na 6 dni), obejmujący 1081 km nartostrad obsługiwanych przez 359 wyciągów (szczegóły:
Parkingi w miasteczkach (np. w Hinterglemm przy gondolach), są płatne. Poza miastem - gratis.
są zamykane dość wcześnie - o 18. Najdłużej czynny jest supermarket Spar w Hinterglemm - do 18.30.
są bezpłatne, kursują co 20 - 30 minut. Uwaga, nie ma połączenia skibusami z Saalbach-Hinterglemm do Leogang!
Jeśli interesuje nas, ile kilometrów przejechaliśmy danego dnia na nartach, wyliczy to nam program z zakładki "skiline" na stronie otwarciowej
- w zależności od typu ratraka 79 lub 99 euro za 25 minut, skuter śnieżny - 15 euro za 10 minut. Informacje:
- codziennie, więcej:
- jeśli mamy skipass, wjazd kolejką jest gratis, płacimy tylko 5,5 euro za wypożyczenie sanek (niezależnie od ilości zjazdów) plus 30 euro kaucji.
Informacje o regionie:
Monika Witkowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu