Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Płyty, filmy, koncerty

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Ale Adele wcale nie jest zwykłą dziewczyną z północnego Londynu. Udowodnił to koncert w Royal Albert Hall, który właśnie ukazał się na CD oraz DVD. Adele Adkins wygląda, śpiewa i zachowuje się jak gwiazda. Kto jak kto, ale ona ma do tego prawo - sprzedała kilkanaście milionów płyt, dostała sześć nominacji do nagród Grammy.

W legendarnej Royal Albert Hall Adele zaprezentowała się świetnie. W napuszonych blond włosach wygląda jak gwiazda z lat 50. Czaruje luzem i rozbudowaną dowcipną konferansjerką, potrafi też się popłakać. Klimatu dopełnia scenografia sceny, zbudowana z kilkudziesięciu małych lamp. Jest też doskonały kilkunastoosobowy zespół. Adele wykonała tu numery ze swoich albumów "19" i "21". Kawałek "Make You Feel My Love" Boba Dylana ze swojego debiutu zadedykowała zmarłej dwa tygodnie przed tym koncertem Amy Winehouse. W finale, kiedy już wszyscy w Royal Albert Hall stali, wykonała swój największy przebój "Rolling In The Deep". To doskonała koncertowa płyta wybitnej artystki. Ta perfekcja w każdym calu trochę mi jednak przeszkadza. Za dużo tu naj. Może gdyby Adele wydała na płycie swój koncert dla kilkudziesięciu osób z zadymionego londyńskiego klubu z początków kariery, porwałby mnie bardziej.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2011/252/i02.2011.252.196.028a.001.jpg@RY2@

llll

Pierwsze miejsce na liście hitów "Billboardu", jeden z najlepiej sprzedających się albumów w historii Rolling Stones. Nic dziwnego, że "Some Girls" doczekał się reedycji. Rock w wykonaniu wariatów pod przywództwem Micka Jaggera jest wciąż porywający, energetyczny i wciągający. Nową wersję wzbogacono o dodatkową płytę. Na niej nagrany na nowo przez zespół numer "No Spare Parts" oraz goście, m.in. Hank Williams. W wersji Super Deluxe Boxset także pocztówki ze zdjęciami autorstwa Helmuta Newtona.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2011/252/i02.2011.252.196.028a.002.jpg@RY2@

Na 29. albumie postpunkowej legendy z Manchesteru The Fall jest w zasadzie tak jak na poprzednich. 50-latkowie dowodzeni od samego początku przez Marka E. Smitha grają proste zgrzytające gitarowe riffy, a on dokłada do tego swoje charczenie i buczenie na wokalu. Jest tu trochę ciężkiego rocka, jest rockabilly, metal, a nawet pop. Jest chaotycznie, niszcząco i wkurzająco - zupełnie jak na ich zeszłorocznym koncercie na Off Festivalu. Tak jak wtedy część osób wyłączy ten album po pierwszym numerze, reszta z uśmiechem przesłucha do końca.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2011/252/i02.2011.252.196.028a.003.jpg@RY2@

Na kilka dni przed dziesiątą rocznicą śmierci Grzegorza Ciechowskiego swoją interpretację jego piosenek zaprezentowała formacja Agressiva 69. Nie jestem bezkrytycznym fanem dokonań Republiki, ale jeszcze nikomu nie udało się choćby zbliżyć do jej poziomu. Agressiva na szczęście unika kompromitacji, próbuje nadać numerom Ciechowskiego swój własny, industrialny sznyt, ale sukcesu nie ma. "Republika 69" zamiast przenikać mechanicznym chłodem, nudzi. Prawdziwą energię słychać tylko w kapitalnej wersji "Mojej krwi".

Jakub Demiańczuk

@RY1@i02/2011/252/i02.2011.252.196.028a.004.jpg@RY2@

Przekona się o tym Tom Popper (Jim Carrey), który w spadku dostanie stadko pingwinów, choć mieszka w sercu Manhattanu. To właśnie pingwiny zmienią Poppera z pracoholika w czułego ojca i kochającego męża. Bardzo luźna adaptacja klasycznej powieści dla dzieci - z natrętnym i w gruncie rzeczy banalnym przesłaniem. Tylko dla wielbicieli Carreya, który błaznuje w niezłym stylu, ale cała reszta - z komputerowo wygenerowanymi pingwinami na czele - do niego nie przystaje.

Jakub Demiańczuk

@RY1@i02/2011/252/i02.2011.252.196.028a.005.jpg@RY2@

Powrót do cyklu o Planecie Małp, tym razem przedstawiający, jak doszło do tego, że ludzie stracili na Ziemi władzę na rzecz innych naczelnych. A wszystkiemu winne eksperymenty przeprowadzane na zwierzętach w poszukiwaniu leku na chorobę Alzheimera. Skuteczne remedium powoduje jednak wzrost inteligencji i siły małp, na których jest testowany. "Geneza Planety Małp" nie jest prequelem popularnej serii, raczej próbą opowiedzenia jej na nowo. I to udaną - warto poczekać na kolejną odsłonę.

Jakub Demiańczuk

@RY1@i02/2011/252/i02.2011.252.196.028a.006.jpg@RY2@

W dokumencie "Wild Man Blues" poznacie klarnecistę, wciąż pouczanego przez jego dziewczynę i zaskoczonego własną sławą. "Tak, to ja, widzieliście mnie w tych wszystkich filmach. Nie upuśćcie aparatów, robiąc zdjęcia" - mówi Allen do tłumu w Wenecji, gdzie odbywa wycieczkę gondolą. "Nie bądźcie zbyt podekscytowani, wpadam tu kilka razy w roku". Nie mogą słyszeć tych ironicznych komentarzy, bo stoją za daleko. Docierają one tylko do jego partnerki - Soon-Yi Previn. To ona łagodzi neurozy Allena, instruuje go, co i jak robić, sprowadza na ziemię. "Nikt przecież nie przychodzi na twoje koncerty, żeby słuchać, jak grasz na klarnecie. Chcą cię tylko zobaczyć".

W 1997 roku dokumentalistka, Barbara Kopple towarzyszyła Allenowi podczas jego europejskiej trasy. Podróżowali z nim, jak zwykle, siostra, która jest jednocześnie jego menedżerką, Soon-Yi oraz zespół jazzowy pod dyrekcją Eddyego Davisa. Powstał film, w którym Allen żyje jak gwiazda rocka. Twierdzi, że to dla niego odskocznie od codzienności. Bo gdy wraca do Nowego Jorku, prowadzi nudne życie inteligenta, częściej pisarza niż reżysera.

W "Wild Man Blues" jest zdumiony szaleństwem wokół siebie. Patrząc przez okno hotelu na setki fanów, spodziewa się, że to pomyłka. W drogim, ogromnym apartamiencie zachowuje się jak dzieciak, którego wpuszczono do miejsca przeznaczonego dla dygnitarzy. "Robią mi 500 zdjęć dziennie, rozdaję 10 tysięcy autografów. W którymś momencie dnia zawsze nachodzi przygnębienie".

Po trasie z europejskimi odznaczeniami, dyplomami, medalami, prezentami od burmistrzów odwiedza w Nowym Jorku rodziców, którzy - tak jak Soon-Yi - nie zachwycają się jego sławą.

Po obejrzeniu tej historii łatwo zrozumieć, dlaczego produkuje scenariusze tak często i dlaczego nie przestaje śmieszyć. Nie może mu to sprawiać dużej trudności - teksty wypowiadane przez niego prywatnie układają się w sceny z jego najlepszych filmów.

Łatwo to sprawdzić, oglądając zaraz po "Wild Man Blues" pozostałe filmy w tym zbiorze: "Strzały na Broadwayu", "Jej wysokość Afrodytę", "Celebrity", "Wszyscy mówią: kocham cię", "Przejrzeć Harryego".

Marta Strzelecka

@RY1@i02/2011/252/i02.2011.252.196.028a.007.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.