Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Grzeszny, wspaniały, podły

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Wspomnienia Jarosława Iwaszkiewicza to literackie arcydzieło

Wydawane od kilku lat "Dzienniki" Jarosława Iwaszkiewicza dorównują najwybitniejszym dokonaniom tego rodzaju. Na polskim gruncie mogą się równać jedynie z "Dziennikami" Marii Dąbrowskiej. Właśnie ukazał się tom trzeci i ostatni, obejmujący ostatni okres w życiu pisarza: lata 1964 - 1980.

W ponad trzydzieści lat po śmierci Iwaszkiewicza jego postać w coraz mniejszym stopniu kojarzy się ze strojem górnika, w którym został pochowany, etykietką sztandarowego oportunisty PRL. Miłośnicy Iwaszkiewicza nieustannie starają się wziąć w nawias jego kompromitujące wybory życiowe, przeciwnicy - zawzięcie punktują słabości. Obie strony mają rację. Iwaszkiewicz był postacią z krwi i kości. Grzeszny i wspaniały, szlachetny i podły. Z "Dzienników" wyłania się tragiczna postać artysty uwikłanego w Polskę. Genialnego stylisty i średniego stratega. Egocentryka, mitomana i hipokryty, ale także człowieka cierpiącego, niepewnego własnej twórczości, kochającego i zdradzanego.

W szkole średniej kolekcjonowałem cytaty o Iwaszkiewiczu. Były krańcowo różne, często szydercze. Miłosz: "Jego obecność była i będzie zauważalna, bo przecie wieloryba trudno przeoczyć". Dąbrowska: "Ty nie masz przyjaciół albo nieprzyjaciół, tylko członków Zarządu, którego jesteś prezesem". Peiper: "Iwaszkiewicz - idiota". Giedroyc: "Skąd ten bardzo przeciętny pisarz o manierach ekonoma ma tak utrwaloną reputację Europejczyka, humanisty i arystokraty?". Tyrmand: "Globtrotter, pederasta, dyplomata, smakosz, poeta i pionek". A Iwaszkiewicz, choć miał skłonności do szargania życiorysu, był przede wszystkim wybitnym pisarzem. Wspaniałość jego opowiadań, nowel, wierszy oraz "Dziennika" rekompensuje wszystko inne. Jest jednak coś zastanawiającego w tym, że w przeciwieństwie do wielu kompletnie dzisiaj zapomnianych pisarzy i poetów, rówieśników twórcy "Panien z Wilka", Iwaszkiewicz w zasadzie nigdy nie przestał być modny, jest wciąż czytany, komentowany, adaptowany w kinie i w teatrze. "Dzienniki" utrwalą tę popularność.

Trzeci tom zapisków Iwaszkiewicza jest dokumentacją narodzin literatury w ścisłej relacji z codziennym życiem: często banalnym, niemal zawsze doskwierającym. Opłaty i obmowy, coraz rzadsze zakochania w coraz smutniejszych chłopcach, dewocyjna, szalona żona przy boku, polityczne zawieruchy, procesy, koncerty, spektakle i wyjazdy.

Ostatni tom "Dzienników" można podsumować jednym zdaniem Iwaszkiewicza z 1960 roku: "Właściwie trzeba by było płakać od rana do wieczora". Z medycznego punktu widzenia dotykamy przypadku klinicznej depresji. Po odejściu Jerzego Błeszyńskiego pisarz pogrąża się w mizantropii. Opuszczają go przyjaciele, znikają przysięgli wrogowie. Jedyne chwile radości zawdzięcza psom, Tropkowi i Medorkowi. I pięknie potrafi o nich pisać. W końcu jednak zwierzęta również odchodzą. Autor "Brzeziny" przestaje się wtedy uśmiechać, chociaż niekiedy stać go na turpistyczne żarty, wisielczy humor. W polityce Iwaszkiewicz wybiera mniejsze zło, w życiu prywatnym coraz głębiej zapada w sobie. Rytm dnia "pana Jarosława" odmierzają teraz pogrzeby. Wszyscy umierają, a pisarz, z okrutną buchalterią, podobnie jak robił to w słynnym "Dzienniku" Sandor Marai, odnotowuje te funeralne eventy. Żyje od pogrzebu do pogrzebu. Aż po własny grób.

"Dzienniki" Iwaszkiewicza to jeden z najwybitniejszych portretów XX-wiecznej polskiej inteligencji. Dla mnie książka roku.

@RY1@i02/2011/248/i02.2011.248.196.027a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/248/i02.2011.248.196.027a.002.jpg@RY2@

Łukasz Maciejewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.