Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Kino Europa

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Sztuka filmowa Starego Kontynentu trzyma się mocno - potwierdzeniem są przyznane właśnie Europejskie Nagrody Filmowe. Relację z gali pokaże HBO 2

Doroczna impreza organizowana przez Europejską Akademię Filmową, nazywana niekiedy europejskimi Oscarami, jest w gruncie rzeczy zaprzeczeniem hollywoodzkiego blichtru i gry pozorów. EFA bardziej przypomina dość elitarny klub towarzyski, w którym wszyscy znają się i cenią, ale też potrafią zachować zdrowy dystans. Gale wręczenia nagród obywają się bez pompy i zadęcia, tu nie liczą się gwiazdy i stroje - bardziej twórcy i ich oryginalne osobowości. Głównymi bohaterami wieczoru są zaś po prostu dobre filmy: autorskie, ambitne, poszukujące.

Tegoroczna ceremonia, która miała miejsce 3 grudnia w Berlinie, nie odbiegała od tego standardu. Doskonałym podsumowaniem imprezy i kwintesencją jej ducha jest jedno z ujęć, na którym widać dwóch wybitnych reżyserów Stephena Frearsa, nagrodzonego w tym roku za całokształt osiągnięć, i Terryego Gilliama, uhonorowanego za "Wholly Family", najlepszy film krótkometrażowy - jak okładają się nawzajem świeżo zdobytymi statuetkami. Radość z wygranej? Na pewno, ale przede wszystkim zdrowe poczucie humoru.

Czy są powody, by europejscy twórcy, a także widzowie, wpadali w tak szampański nastrój? Lista tegorocznych zwycięzców upoważnia co najmniej do optymizmu. Europejska Akademia Filmowa nagrodziła osobowości i twórców, którzy sprawiają, że kinematografia europejska, mimo coraz większej konkurencji z Azji czy Ameryki Łacińskiej wciąż jest dobrą marką. Wygrało kino ambitne, ale dostępne, uniwersalne w formie i treści. Takie, które może się podobać - i podoba się - na całym świecie.

Najlepszym filmem 2011 roku wybrano "Melancholię" Larsa von Triera. Subtelny apokaliptyczny dramat autorstwa jednego z największych enfants terribles naszego kina znakomicie przyjęto podczas tegorocznego festiwalu w Cannes. Jednak duński reżyser stracił szansę na Złotą Palmę na skutek swoich niefrasobliwych wypowiedzi o Adolfie Hitlerze, które wywołały skandal i uczyniły von Triera persona non grata w Cannes. W pełni zasłużona EFA przywraca temu oryginalnemu i odważnemu twórcy należne mu miejsce.

Tytuł najlepszego reżysera przypadł także wywodzącej się z Danii Susanne Bier za "W lepszym świecie". Obraz nagrodzony w ubiegłym roku Oscarem dla filmu zagranicznego to złożony i subtelny dramat emocji i wyborów przywodzący najlepsze, bergmanowskie tradycje europejskiego kina. Z kolei w kategorii scenariusza triumfy święcili  za "Chłopca na rowerze" bracia Dardenne, będący od lat synonimem dobrego autorskiego kina Europy, wyczulonego zwłaszcza na problemy społeczne.

Aktorką roku została Tilda Swinton za kreację w "Musimy porozmawiać o Kevinie", która o włos przegrała walkę o trofeum w Cannes z gwiazdą "Melancholii" Kirsten Dunst. Główna nagroda aktorska przypadła zaś Colinowi Firthowi za "Jak zostać królem", który otrzymał za tę kreację oprócz dziesiątek pomniejszych trofeów Oscara, BAFTA i Złoty Glob. Idea, że ci świetni Brytyjczycy to po prostu obecnie najlepsi aktorzy europejscy, w dodatku cenieni także za morzami, nie budzi chyba w nikim sprzeciwu.

Wśród innych wartych podkreślenia wyróżnień Europejska Akademia Filmowa nagrodziła także duńskiego aktora (Dania górą w tym roku!) Madsa Mikkelsena za osiągnięcia w światowej kinematografii. I nie zapomniała o swoim prezesie Wimie Wendersie, którego uhonorowała statuetką za nowatorski w formie, wykorzystujący efekty 3D dokument "Pina", poświęcony wybitnej tancerce i choreografce Pinie Bausch.

Wyroki Akademii są niekontrowersyjne, może nawet przewidywalne, ale dające się dobrze uzasadnić: wybrano filmy dobrze zrealizowane, świetnie zagrane, oparte na oryginalnych scenariuszach. Może są to wybory nieco zbyt bezpieczne? EFA stawia na kino popowe, zdolne podbić publiczność na całym świecie. Trochę szkoda, że w wyścigu przepadł całkowicie "Człowiek z Havru" Fina Akiego Kaurismäkiego nominowany m.in. za scenariusz i reżyserię oraz czarno-biały "The Artist" w reżyserii Michela Hazanaviciusa, opowiadający fikcyjną historię z czasów złotej ery kina niemego. Cóż, widocznie nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej.

@RY1@i02/2011/238/i02.2011.238.196.0003.001.jpg@RY2@

Tilda Swinton, czyli najlepsza europejska aktorka. Film "Musimy porozmawiać o Kevinie" trafi na ekrany polskich kin w styczniu

Katarzyna Nowakowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.