Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nie przegap w TV

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Telewizyjna realizacja dramatu Williama Shakespearea była prawdziwym popisem gwiazd. Spektakl wyreżyserował Andrzej Chrzanowski, muzykę napisał Józef Skrzek, scenografię zaprojektowała Xymena Zaniewska. Ale oczywiście sukces przedstawienie zawdzięcza genialnej obsadzie: Otella zagrał Daniel Olbrychski, Jagona - Piotr Fronczewski, Desdemonę - Joanna Pacuła, pojawiają się tutaj także Bronisław Pawlik, Gustaw Holoubek, Wieńczysław Gliński, Piotr i Henryk Machalicowie, Piotr Garlicki i Wojciech Duryasz - trudno o lepszą obsadę. Rzecz jasna prym wiedzie Olbrychski - trzeba nie lada talentu, by z pomalowaną przez charakteryzatorów na czarno twarzą zachować powagę i - co wydaje się znacznie trudniejsze - sprawić, by zachowali ją widzowie. Olbrychskiemu, jak przed laty w filmowej wersji Orsonowi Wellesowi, się udaje: jego Otello to postać demoniczna i tragiczna, bohater, który jednocześnie złości i budzi współczucie.

JD

@RY1@i02/2011/238/i02.2011.238.196.006b.001.jpg@RY2@

Lorna (Arta Dobroshi) jest piękna i nieprzenikniona. Pochodzi z Kosowa, mieszka w Belgii. Na początku wydaje się jedynie bezwolnym manekinem uruchamianym przez żądzę przetrwania. Pytamy: skąd u tej młodej dziewczyny taka apatia, dlaczego brnie w ryzykowne matrymonialne deale i za wszelką cenę pragnie stać się pełnoprawną Belgijką? Wkrótce wszystko się wyjaśni. W Lornie zostało Kosowo. W jej szeroko otwartych, ale dziwnie zgaszonych oczach dostrzegamy ogień sytuacji, których nie potrafiła zapomnieć. Lorna zrobi wszystko, żeby uciec od świata, który kiedyś ją przestraszył. Wchodzi w interes z mafią. "Milczenie Lorny" nie jest socjologizującym pamfletem - reżyserzy z rzadką psychologiczną wiarygodnością obserwują, podpatrują, najczęściej jednak milczą. Siła twórczości Dardenneów bierze się z ich zrozumienia dla ludzkiego cienia. Jean-Pierre i Luc z ulicznego zgiełku wybierają zawsze twarze ludzi niewidzialnych.

ŁM

@RY1@i02/2011/238/i02.2011.238.196.006b.002.jpg@RY2@

Jeden z największych francuskich filmowców Henri-Georges Clouzot portretuje przy pracy swojego przyjaciela: Pabla Picassa. Nakręcony w 1956 roku dokument całkowicie skupia się na detalach warsztatu artysty, do minimum ograniczając komentarz. Obrazy mówią same za siebie, a my mamy niepowtarzalną okazję śledzić, jak z kilku kresek lub przypadkowo nałożonych plam koloru powoli wyłania się zamysł malarza. 78-minutowy film działa absolutnie hipnotycznie. Nie sposób oderwać wzroku od kolejnych półprzezroczystych płócien, na których kamera rejestrowała powstające na żywo obrazy: od prostych, szybkich szkiców po przemalowywane po wielokroć, uginające się od kolejnych warstw farby malowidła. Rzadkie przebitki na Picassa, który siedzi przed sztalugą w swoim atelier odziany jedynie w szorty i sandały, dodają temu dziełu nuty intymności, pozwalają dostrzec w wielkim nazwisku żywego człowieka.

KN

@RY1@i02/2011/238/i02.2011.238.196.006b.003.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.