Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Gliniarz na krawędzi

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Serial "Luther" pokazuje, że czarnoskóry glina może być nie tylko zabawny jak Shaft, ale też nieobliczalny i brutalny

Policjanci wdzierają się do mieszkania. Szukają dziewczynki, która, podobnie jak poprzednie ofiary porywacza, została zamknięta w szczelnym pojemniku. Właśnie kończy się jej tlen. W innym miejscu miasta detektyw John Luther ściga porywacza. Chce od niego wyciągnąć informacje o dokładnym miejscu przetrzymywania dziewczynki. Po walce porywacz zawisa nad przepaścią. Luther, zanim mu pomoże, chce uzyskać informacje, które uratują dziecko. Porywacz w końcu zdradza miejsce kryjówki, koledzy Luthera ratują dziewczynkę, a detektyw... pozwala przestępcy spaść w przepaść.

Pierwsza scena z rozpoczynającego serię "Luther" odcinka doskonale opisuje tytułowego bohatera. Gliniarza, który dla sprawy gotów jest posunąć się do skrajnej brutalności.

Twórca serialu BBC Neil Cross powiedział w jednym z wywiadów, że wymyślając Luthera, inspirował się Sherlockiem Holmesem i Columbo. Jego detektyw potrafi trafnie dedukować, jak jego poprzednicy - zarówno ten z fajką, jak i ten w zużytym płaszczu - ale zachowuje się zupełnie inaczej. Nie jest taktowny jak Columbo ani elegancki i spokojny jak Holmes. Luther potrafi rozwalić drzwi, przy których stoi, jeżeli rozmowa ze świadkiem albo podejrzanym nie idzie po jego myśli. Jest porywczy, wybuchowy i nieprzewidywalny. Słusznie jeden z jego policyjnych kolegów nazywa go nitrogliceryną. Luther to nie jest też żartowniś na miarę Shafta albo Johna McClainea. Swoich rozmówców traktuje ostro i bezwzględnie. Potrafi co prawda przyznać się do błędu albo swojej niewiedzy. Mówi na przykład: "Lubię rozmawiać o niczym, to jedyna rzecz, o której coś wiem". Zrobi jednak wszystko, by udowodnić, że ma rację. Nawet jeżeli wiąże się to z łamaniem prawa. Bliski jest tu też naginającemu przepisy Kurtowi Wallanderowi. Włamuje się do mieszkań, by je przeszukać, wymusza zeznania.

Siłą serialu "Luther" są dialogi. Akcja nie toczy się dzięki strzelaninom i pościgom. Ich fani mogą być zawiedzeni. Serial trzyma tempo dzięki świetnym dialogom: krótkim, treściwym, dosadnym. Wyjątkowe są sceny przesłuchań. To świetnie poprowadzone pojedynki słowne przesłuchiwanego z przesłuchującym. Pełne napięcia są też rozmowy Luthera z żoną, która chce od niego odejść.

Każdy odcinek zaczyna się drastycznymi scenami zbrodni. Luther szybko wpada na trop przestępcy. Akcja skupia się więc nie na szukaniu winnego, a na udowodnieniu winy konkretnej osobie. Co ciekawe, bohaterowie poszczególnych odcinków, także przestępcy, przewijają się przez kolejne części serii. Twórcy serii dobrze oddają w niej sposoby pracy policji. O ich dobrym przygotowaniu do pracy nad serialem świadczą drobne, ale ważne niuanse. Na przykład ten, że na miejscu zbrodni funkcjonariusze chodzą z rękoma w kieszeniach, żeby nie dotknąć jakiegoś przedmiotu, co popsułoby pracę grupie zbierającej ślady. Dzięki takim drobiazgom bardziej wierzymy w to, co widzimy na ekranie. Dobry, surowy, prawdziwy klimat budują też zdjęcia. Nie przesłodzone i pełne kolorów, a wyblakłe i niepokojące. Pasuje do tego klimatu wykorzystana w serialu muzyka Massive Attack.

Idris Elba w roli głównej to kolejny atut serii. Mogliśmy go wcześniej oglądać w serialu "Prawo ulicy", w filmach "American gangster" Ridleya Scotta i "Thor" Kennetha Branagha. Elba jest w "Lutherze" pociągający, bo nie jest oczywisty. Ciężko go polubić. To znakomity detektyw, ale nieprzewidywalny, brutalny człowiek. Pełne aktorstwo Idris pokazuje w mocnych, emocjonalnych dialogach. Z żoną Zoe (Indira Varma) - na granicy wybuchu; z chorą umysłowo, podejrzaną o zabójstwo rodziców Alice (Ruth Wilson) - podszyte erotyką. Elba zasłużenie otrzymał nominację do Złotego Globu, Emmy i Satelity.

"Luther" to serial brutalny, świetnie zagrany i wciągający. Zupełnie jak jego szwedzcy poprzednicy (Wallander, "Inspektor Irene Huss", "Komisarz Winter"), którymi przez ostatnie miesiące karmiło nas Ale kino! Tyle tylko, że chłodną Szwecję zastępuje nam tu równie chłodny Londyn.

@RY1@i02/2011/218/i02.2011.218.196.004a.001.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.