Celtycka kakofonia
"Paczka z County Clare" to dobry wstęp do opowieści o tradycyjnej muzyce z Zielonej Wyspy
W filmie Johna Irvina dwóch pokłóconych ze sobą braci spotyka się na międzynarodowym konkursie tradycyjnej celtyckiej muzyki. John-Joe to wiejski samotnik mieszkający w kamiennym domu wprost nad brzegiem Atlantyku. Jimmy żyje w samym środku wielkomiejskiego Liverpoolu. Łączy ich to, że obaj prowadzą irlandzkie kapele, są więc skazani na rywalizację. Zaostrza ją jeszcze ich wyspiarski temperament: bracia, którzy nie widzieli się od lat, rozpoznają się po tym samym przekleństwie, wypowiedzianym w recepcji małomiasteczkowego hoteliku.
Pojęcie "międzynarodowy konkurs" może być w tym wypadku mylące - nie ma tu gwiazd ani światowego blichtru. Na drodze przecinającej miasteczko, gdzie odbywają się zawody, tamują ruch stada krów i owiec, a zawodnicy z kapel mieszkają w namiotach nad zatoką i golą się rano, mydląc pianę w morskiej wodzie. Miejsc w hotelach wystarcza dla niewielu. Tak wyglądała w latach 60. irlandzka prowincja.
Hrabstwo Clare, gdzie toczy się akcja filmu, to skrawek skalistego wybrzeża na zachodzie wyspy, który jest ostoją celtyckiej kultury. Stąd wywodzi się obecnie najstarsza w Irlandii ceili, Kilfenora, grająca nieprzerwanie od 1910 roku. Od trzech pokoleń prowadzi ją rodzina Lynchów. Filmowi bracia mają na nazwisko McMahon, które w hrabstwie Clare nosi co trzeci Irlandczyk.
Ceili to - poza guinnessem - chyba najbardziej znany irlandzki produkt eksportowy, choć poza Zieloną Wyspą mało kto kojarzy tę nazwę. Tak nazywa się tradycyjna kapela grająca muzykę, która jest przedziwnym połączeniem celtyckiej wytworności z krzepką energią wiejskiej Irlandii. Typowy zestaw instrumentów to skrzypce, flet, flażolet, mały akordeon, wreszcie bodhran - irlandzki tamburyn, którego używają dziś tylko bardzo tradycyjne kapele.
Jednak ceili nie jest irlandzką wyłącznością. Muzykę tę grają we wszystkich krajach wymierającego już dziś języka gaelickiego (z rodziny celtyckiej). W Szkocji wywodzi się ona z mówiących po gaelicku Wyżyn (Highland), krainy Rob Roya, ale obecnie popularna jest w całym kraju.
Miejscem, gdzie muzyka ceili nie tylko trwa, lecz także generuje najciekawsze zjawiska, jest Kanada, a konkretnie jej prowincja Nowa Szkocja, włącznie z wyspą Cape Breton przypominającą krajobrazem widoki ze szkockich Wyżyn. Na początku XIX wieku z przeludnionych i głodujących dolin nad Kanałem Kaledońskim oraz z Hebrydów przypłynęło tutaj kilkadziesiąt tysięcy odzianych w kraciaste stroje górali. Zza oceanu przywieźli ze sobą dudy (mylnie zwane w Polsce kobzami), skrzypce oraz pieśni, po części zapomniane już dzisiaj w samej Szkocji.
To dzięki nim Kanada stała się największym poza Wyspami Brytyjskimi rezerwatem kultury gaelickiej. I chociaż obecnie po gaelicku mówi tam tylko garstka starych ludzi (zresztą niewiele lepiej jest pod tym względem w Irlandii i Szkocji), zarówno starzy, jak i młodzi chodzą tam na koncerty gaelickiej muzyki, słuchają ceili i tańczą tradycyjne tańce. Kanadyjskie ministerstwo kultury wyliczyło nawet, że ten muzyczny biznes jest jednym z poważniejszych źródeł dochodu Nowej Szkocji. Może to budzić zdziwienie, zważywszy, że muzyka ceili śpiewana jest w języku, który już mało kto rozumie. Jednak to chyba właśnie z powodu popularności tematu, o którym mówi, irlandzki film "Paczka z County Clare" wyświetlany był po raz pierwszy w Kanadzie, w 2003 roku.
Dwaj bracia, otoczeni renomą uznanych kapelmistrzów, walczą o Złote Skrzypce, statuetkę będącą pierwszą nagrodą w konkursie. Ku ich zdziwieniu - nawet startujący w tych zawodach nie wiedzieli do końca, kto jeszcze w nich uczestniczy - otrzymuje ją trzeci McMahon, rodzony brat Johna-Joego i Jimmy’ego. Padjo (Patryk) jest księdzem i przyjechał na konkurs z Południowej Afryki. Jego kapela składa się z czarnych wykonawców.
Za to kapela Jimmy’ego to typowe chłopaki z Liverpoolu. Gdyby nie irlandzki akcent w ich angielszczyźnie, mogliby pójść drogą Beatlesów. Przyjechawszy do kraju, skąd wyruszyli za chlebem ich dziadkowie, dziwią się krowom przy drodze, bo widzą je po raz pierwszy w życiu. Potem, już na miejscu, poprawiają błędy angielskiej wymowy mieszkających w Irlandii kolegów po fachu. Jedni i drudzy, mimo nieporozumień, godzą się nad kuflami red ale, irlandzkiego ciemnego piwa.
Irlandczycy zaludnili duże miasta zachodniej Anglii i Szkocji dokładnie w tym czasie, gdy szkoccy górale płynęli do Kanady. Takie same też były powody ich emigracji. Do dziś sporą część mieszkańców Liverpoolu, Manchesteru i Glasgow stanowią osoby irlandzkiego pochodzenia.
Akcja "Paczki z County Clare" toczy się w latach 60., więc w tle gaelickich podskoków dyskretnie sączy się muzyka zespołu The Beatles, na widok którego mdlały ówczesne niewiasty. Na konkurs tradycyjnej celtyckiej muzyki przyjechali też przedstawiciele innej światowej nowinki - hipisi. Dzieci kwiaty rozbiły swoje namioty tuż obok namiotów wiejskich skrzypków.
Film rozpoczyna piękna retrospekcja, nagrana w czerni i bieli. Na środku prostej izby, pod krzyżem wiszącym na kamiennej ścianie, starszy mężczyzna uczy gry na skrzypcach trzech kilkuletnich chłopców. To bracia McMahon. Piegowaci malcy, wszyscy na bosaka, wpatrują się w nauczyciela. Tak właśnie przetrwała muzyka ceili - przekazywana z pokolenia na pokolenie pod słomianymi dachami kamiennych chat.
Napis informuje nas, że scena rozgrywa się w 1926 roku, czterdzieści lat przed właściwą akcją filmu. To ważny rok w historii muzyki ceili - wtedy po raz pierwszy dokonano jej studyjnego nagrania.
@RY1@i02/2011/218/i02.2011.218.196.007a.001.jpg@RY2@
Jacek Borkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu