Czy postęp to zbrodnia?
Czy komorę gazową można uznać za prababkę współczesnej pigułki antykoncepcyjnej? Czy zapłodniona komórka jajowa to człowiek? Czy eugenika skończyła się wraz z upadkiem hitleryzmu? Na te pytania Grzegorz Braun odpowiada w kontrowersyjnym dokumencie "Eugenika - w imię postępu".
Rok 1908. 19-letni Adolf Hitler próbuje bezskutecznie dostać się na wiedeńską akademię sztuk pięknych. Tymczasem w amerykańskim stanie Ohio odbywa się głosowanie nad projektem prawa stanowego mającego rozwiązać problem bezrobocia, analfabetyzmu i przestępczości. Zamiast zasiłków, kształcenia i resocjalizacji amerykańscy naukowcy proponują wyeliminować ze społeczeństwa nieudaczników za pomocą publicznych komór gazowych i śmiertelnych zastrzyków. Hitler dowiaduje się o tym 15 lat później w trakcie pobytu w więzieniu w Landsbergu, gdzie pisze "Mein Kampf". Z prac amerykańskich naukowców czerpie pomysły na wyhodowanie idealnej rasy.
Projekt z Ohio upada. W życie zostaje wprowadzona jedynie idea przymusowej sterylizacji chirurgicznej. Odtąd w całych Stanach Zjednoczonych zabiegowi zostaje poddanych 65 tys. osób. Sterylizowane są nawet dzieci. Wina? Wadliwe geny - odpowiadają czołowi amerykańscy eugenicy.
"Eugenika - w imię postępu" jest studium ciemnej strony postępu naukowego, który uzależnił wartość człowieka od jego przydatności dla społeczeństwa. Dokument wywołał jednak wiele kontrowersji. Reżyser Grzegorz Braun oskarżany jest o stronniczość w takich kwestiach jak in vitro. Braun nie tylko utrzymuje, że jest to kolejna odmiana praktyk eugenicznych, lecz także straszy mutantami mogącymi powstać w wyniku majstrowania przy niewykorzystanych podczas sztucznego zapłodnienia embrionach.
Nino Dżikija
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu