Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Północ - Południe

27 czerwca 2018

Yorkshire inspirowało zarówno autorów powieści historycznych, jak i twórców literatury fantasy

Widok z okien pociągu jadącego z Doncaster w kierunku Yorku nie budzi zachwytu. Wokół monotonna równina, nad którą wznoszą się kominy elektrociepłowni Thorpe Marsh. Ale nie ulegajmy pozorom. Wplecione w gęstą sieć podobnych do siebie przemysłowych osiedli trwają, niczym klejnoty, stare warowne zamki. Większość z nich pamięta jeszcze czasy potomków Wilhelma Zdobywcy, a w kilku z nich toczy się akcja szekspirowskich kronik królewskich. Jesteśmy w Południowym Yorkshire, miejscu ważnym w historii średniowiecznej Anglii.

Jeden z nich wznosi się nad małym miasteczkiem Conisbrough, leżącym kilkanaście kilometrów od Doncaster. Z ruin twierdzy ocalał donżon, masywna, okrągła wieża obronna, wieńcząca szczyt zamkowego wzgórza. Wieżę, podobnie jak donżony w sąsiednich miasteczkach, wznieśli Normanowie, którzy w 1066 roku z francuskich wybrzeży najechali Anglosasów i rządzili ich krajem przez ponad czterysta lat. Jednak Walter Scott przedstawił zamek jako dzieło saskich budowniczych. W jego powieści "Ivanhoe" forteca miała być ostatnim gniazdem wolnych Sasów.

Pan zamku, Aethelstan z Coningsburgha (Scott lekko zmienił nazwę miasteczka), to nie pierwszej już młodości saksoński wielmoża, mający chrapkę na śliczną lady Rowenę, wychowankę Cedryka z Ivanhoe. Rowena pochodzi z rodu pokonanych królów Anglii, więc nienawidzący Normanów Cedryk marzy o tym, by po wydaniu jej za Aethelstana i wypędzeniu najeźdźców zostać opiekunem przyszłej królowej. Humor psuje mu tylko własny syn, który nie dość, że zakochał się w Rowenie, to jeszcze zaciągnął pod sztandary normańskiego króla Ryszarda Lwie Serce. Wydziedziczony przez ojca Wilfred, tytułowy bohater książki, wyrusza z królem na wyprawę krzyżową, skąd wraca do domu w przebraniu pielgrzyma.

Tak zaczyna się opowieść, która rozpoczęła światową modę na średniowiecze. Turnieje i pojedynki, intrygi i pościgi, cała seria tajemniczych postaci, występujących przeważnie w przebraniu, wreszcie szlachetny i zabójczo przystojny rycerz - to zestaw układający się w typową awanturniczą powieść historyczną, z szeregu tych, którymi zaczytywali się młodzi ludzie przez cały wiek dziewiętnasty i początek dwudziestego. Ale Walter Scott był pierwszy. Wątki jego powieści powielano później w tysiącach schematów literackich i filmowych.

Jednym z bohaterów książki jest Robin z Loxley, szlachetny rozbójnik, bardziej znany jako Robin Hood. Trudno dzisiaj powiedzieć, czy żył on naprawdę, natomiast miejsce jego urodzenia łatwo zlokalizować: to niewielka wioska na peryferiach przemysłowego Sheffield. Choć położone blisko milionowego miasta, Loxley, zaszyte w dolinie u stóp porośniętych wrzosowiskami Gór Pennińskich, zachowało nieco z dawnego sielskiego klimatu północnej Anglii. Sam Robin Hood działał nieco dalej, w lasach Sherwood, po których pozostały dziś nędzne resztki. W niedalekim Nottingham, u podnóża zamku, stoi jego pomnik.

Opatulony opończą przybysz z Ziemi Świętej przynosi do zamku sir Cedryka powiew dalekiego, nęcącego wyobraźnię Wschodu. Nie on jeden. Przybywa tu również żydowski bankier Izaak z Yorku, razem ze swoją piękną córką Rebeką, która omal nie wyprze lady Roweny z kochliwego serca Wilfreda. Rebekę z kolei prześladuje szaloną miłością rycerz z zakonu templariuszy; odrzucony w konkurach, oskarża dziewczynę o czary i omal nie doprowadza do spalenia jej na stosie. W jedenaście lat po Scotcie motyw ten powtórzy Wiktor Hugo w swojej "Katedrze Marii Panny w Paryżu": rolę niewinnej ofiary odegra tu Cyganka Esmeralda.

Rebekę oczywiście ratuje z opresji Wilfred. Jej rodacy z Yorku nie mieli tyle szczęścia: w 1190 roku podburzony tłum spalił ich żywcem w Wieży Clifforda, innym normańskim donżonie, który do dziś stoi w historycznym centrum miasta.

York uznawany jest za historyczną stolicę północnej Anglii. Jego mieszkańcy zawsze podkreślali swoją odrębność od rodaków z Londynu. Archetyp surowej i prawej Północy, przeciwstawianej zniewieściałemu i zdradzieckiemu Południu, zakorzenił się mocno w anglosaskiej literaturze. Ostatnio wykorzystał go George R. R. Martin w swojej "Grze o tron". Jego książka, jak na opowieść fantasy, ma zadziwiająco dużo odniesień do prawdziwych wydarzeń z angielskiej historii. Wiele z nich rozegrało się właśnie w Yorkshire.

Jeżeli kontynuować porównanie z powieścią Martina, dzikie kraje na północ od Muru to oczywiście Szkocja. Kraj ten przez wiele stuleci wojował z Anglią, pustosząc jej północne rejony. Sami Anglicy też nie pozostawali Szkotom dłużni. Do dziś mieszkańcy historycznych hrabstw Yorku czy Northumberlandu zachowali wspomnienia tamtych walk. Mówiąc oględnie, ci z północy raczej za Szkotami nie przepadają.

Dlaczego zatem sir Walter Scott, gorący szkocki patriota, właśnie północ Anglii uczynił teatrem swojej opowieści o Wilfredzie z Ivanhoe - i to po napisaniu dwóch tak bardzo szkockich z ducha bestsellerów, jak "Waverley" i "Rob Roy"? Popularność pisarza przekroczyła granice Szkocji, więc "Ivanhoe" był gestem w kierunku angielskiego czytelnika. Wczesną zimą roku 1819 cały Londyn niecierpliwie oczekiwał na matryce z tekstem powieści, płynące statkiem z portu Leith koło Edynburga do drukarni nad Tamizą. Burza opóźniła przybycie cennego ładunku, więc londyński nakład "Ivanhoe" skończono drukować dopiero w ostatnim dniu roku. Dlatego na okładce tego wydania widnieje już data "1820".

Kończący opowieść ślub Wilfreda z lady Roweną miał miejsce w katedrze w Yorku, budzącym zachwyt arcydziele gotyku, który do dzisiaj góruje nad miastem. Finał książki Scotta zawiera czytelne przesłanie: dość już wzajemnej wrogości Sasów i Normanów. Z biegiem lat dwa pogodzone ludy stopiły się w jeden naród angielski.

@RY1@i02/2011/210/i02.2011.210.196.007a.001.jpg@RY2@

Jacek Borkowicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.