Jeden za wszystkich...
Najnowsza adaptacja "Trzech muszkieterów" to przede wszystkim zabawa efektami trójwymiarowymi i niekończący się korowód pościgów, pojedynków i strzelanin. Literacki oryginał odchodzi w zapomnienie
Punkt wyjścia jest doskonale znany: kardynał Richelieu knuje spisek, by zrzucić z tronu króla Ludwika XIII. Pomaga mu w tym przebiegła Milady de Winter, a do rozgrywki o władzę włącza się też angielski hrabia Buckingham. Niecne plany kardynała może powstrzymać jedynie trzech wiernych królowi muszkieterów, wspomaganych przez młodego, dziarskiego i bezczelnego Gaskończyka D’Atragnana. W filmie Paula W.S. Andersona to wszystko wiadomo po kilku minutach - intryga została skrojona tak, aby nawet widzowie, którzy powieści Dumasa nie czytali (a można śmiało założyć, że będzie ich większość), nie mieli wątpliwości, kto jest kim w walce o władzę. Potem zaś zaczyna się nieustająca gonitwa, pojedynki muszkieterów a to z Anglikami, a to z gwardią Rocheforta, posępnego zausznika Richelieu. A niemal wszyscy bohaterowie lądują w końcu na pokładach olbrzymich statków powietrznych zbudowanych na podstawie planów pozostawionych przez - oczywiście - samego Leonarda da Vinci.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.