Cudotwórca i hochsztapler
W "Daas" niemal każdy element wydaje się oryginalny. Począwszy od formuły kina kostiumowego, poprzez historię fałszywego mesjasza, kończąc na narracji
Adrian Panek, który wcześniej miał na koncie jedynie niezbyt udaną etiudę "Męczeństwo Mariana", nakręconą w 2006 roku w ramach programu "30 minut", nie przestraszył się wyzwania. W jego debiucie duchowość miesza się z polityką, a komediowy melodramat z postmodernistycznym kryminałem. Przeszłość w "Daas" jest efektem precyzyjnej stylizacji. W obiektywie Arkadiusza Tomiaka scenograficzny i kostiumowy detal staje się częścią wielowiekowej struktury. Ludzie i przedmioty wyglądają prawie współcześnie, mówią bez śladu staropolskiej maniery. Również muzyka Issidorosa Papadakisa nie jest typową stylizacją stosowaną w kinie kostiumowym: brzmi nowocześnie.
Najbardziej spodobała mi się jednak brawura reżysera i jednocześnie scenarzysty, który nie bojąc się zarzutów o narracyjny hermetyzm, pokazał historię bez pointy, jednoznacznego podziału ról. Duszący polskie kino kierat solenności został poluzowany. Oglądając "Daas", mamy wrażenie obcowania z filmem wolnym od szantażu udowadniania czegokolwiek, przeprowadzania tez i syntez.
Fabuła jest ekstrawagancka i hybrydyczna, przypomina nieco twórczość Hasa albo "Barry’ego Lyndona" Kubricka. Akcja rozgrywa się w połowie XVIII wieku. Równolegle obserwujemy dwie historie - relację mieszkającego w Galicji Jakuba Golińskiego (Andrzej Chyra) oraz Kleina (Mariusz Bonaszewski), radcy w wiedeńskim dworze. Tę dwójkę niedobranych bohaterów łączy postać Jakuba Franka (Olgierd Łukaszewicz). Frank był żydowskim hrabią, otoczonym haremem kobiet, wędrującym po dworach polskich, hiszpańskich i austriackich, który samozwańczo ogłosił się zbawicielem. Wyznawcom oferował nieśmiertelność, kilkuset Żydów nakłonił do konwersji na katolicyzm. Goliński, należący niegdyś do grupy wyznawców Franka, pisze nań donos, który trafia w ręce Kleina. Rozpoczyna się śledztwo.
Ten łże-mesjasz pozostaje jednak do końca postacią enigmatyczną. Niepowodzeniem kończą się próby skompromitowania metod Franka, podejmowane zarówno przez jego byłego ucznia, jak i wysłannika cesarza. Nikt nie zostaje oszczędzony. Dostaje się zarówno kuglarzom i mistykom, czarodziejom z bożej łaski, jak i oddanym sługom tradycji. XVIII wiek w ujęciu reżysera jest łabędzim śpiewem pradawnych legend. Rzeczywistym krachem średniowiecznych eliksirów, które dogmatami miały uleczyć nerwy skonfliktowanej Europy. Jednak dzięki spojrzeniu na tę historię z perspektywy XXI-wiecznego cynika widać wyraźnie, że jesień średniowiecza (oraz kolejnych następujących po sobie epok) dotyczy także szkiełka i oka. Nie zwojowaliśmy zbyt wiele odpustową wiarą, ale również prymat rozumu i racjonalizmu setki razy pokazał swoje demoniczne, złowrogie oblicze.
@RY1@i02/2011/195/i02.2011.195.196.022b.001.jpg@RY2@
Łukasz Maciejewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu