Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Ze złej perspektywy

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Film Andresa Veiela stanowi kolejną próbę rozliczenia się przez Niemców z dwudziestowieczną przeszłością. Opowiadające o okolicznościach powstania terrorystycznej Frakcji Czerwonej Armii (RAF) "Jeśli nie my, to kto?" wywołuje automatyczne skojarzenia z wcześniejszym "Baader-Meinhof" Uliego Edela. O ile jednak tamten film miał w sobie energię rockowego przeboju, opowieść Veiela przypomina raczej konwencjonalną balladę o utraconej miłości.

Debiutujący w fabule reżyser "Jeśli nie my..." potrafi bardzo dobrze wykorzystać umiejętności nabyte w pracy dokumentalisty. Veiel sprawił, że wizja skomplikowanej rzeczywistości RFN drugiej połowy lat 60. ma w sobie niezbędną wiarygodność. W "Jeśli nie my..." radykalizacja nastrojów politycznych łączy się z pragnieniem obyczajowych przemian i potrzebą odkupienia win II wojny światowej. Wymieszanie tych składników rodzi w końcu eksplozję, której efekt stanowi działalność lewicowych terrorystów. Szkoda tylko, że w "Jeśli nie my..." ten wybuch nie wybrzmiewa tak głośno, jak powinien. Przyczyna ambitnej porażki tkwi w przyjęciu przez Veiela zaskakującej perspektywy. Reżyser niepotrzebnie decyduje się przenieść akcję filmu z wypełnionych demonstrantami ulic do mieszkania Bernwarda Vespera i Gudrun Ensslin. Film Veiela staje się wtedy tylko kolejną z opowieści o rozpadzie uczuciowego związku.

Niemiecki twórca porusza się po tym gruncie mniej pewnie niż Bernardo Bertolucci, który w "Marzycielach" dokonał znakomitej syntezy rewolucyjnej gorączki i erotycznego napięcia. Tymczasem mimo obecności afrodyzjaku w postaci wszechobecnej polityki, relacja Vespera i Ensslin nie osiąga odpowiedniej temperatury emocjonalnej. Miłosne perypetie spychają na dalszy plan potencjalnie interesującą analizę fenomenu Frakcji Czerwonej Armii. Ironicznie zabarwione pytanie zawarte w tytule filmu nie doczekało się satysfakcjonującego komentarza. Zostało zagłuszone przez sztampową małżeńską kłótnię.

Piotr Czerkawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.