Nie przegap w TV
To był ostatni spektakl zrealizowany przez Krzysztofa Kieślowskiego dla Teatru TV. Po premierze niewielu widzów miało wątpliwości, że mają do czynienia z dziełem wybitnym. Choć zdarzały się głosy odosobnione: "A Holoubek? Ilekroć tego wielkiego aktora dramatycznego widzę w kapciach i piżamie (...), kiedy w pozycji leżącej głosi banały - u Różewicza nazywa się to rozbijaniem językowych stereotypów - żal mi aktora i widowni. Bo czy nie szkoda Holoubka do ról ze sztuk Różewicza?" - pisała Marta Brzostowiecka na łamach "Ekranu" tuż po premierze w 1979 roku. Czas nie przyznał jej racji - dziś spektakl wyreżyserowany przez Krzysztofa Kieślowskiego pozostaje jednym z najważniejszych osiągnięć w historii Teatru TV. Nakręcone filmowymi środkami przedstawienie, którego akcja została przeniesiona z teatralnej sceny do mieszkania na warszawskim Ursynowie, broni się nie tylko wielką rolą Gustawa Holoubka, ale i mistrzowskim odczytaniem tekstu Tadeusza Różewicza.
@RY1@i02/2011/190/i02.2011.190.196.006b.001.jpg@RY2@
Interesujący dokument poświęcony kinematografii Państwa Środka. W nieco telegraficznym skrócie przybliża najważniejsze filmy, twórców i etapy rozwoju tamtejszej sztuki filmowej. Kładzie nacisk na dokonania reżyserów piątej generacji, m.in. Zhanga Yimou (kadr z jego "Hero" na zdjęciu) oraz Chena Kaige - ale nic dziwnego, w końcu to dzięki nim chińskie kino trafiło na ekrany całego świata. Niemniej ciekawy od samego filmu jest jednak jego twórca - francuski reżyser Hubert Niogret. Karierę zaczynał w latach 70. jako producent - ma na koncie m.in. "Powiedz, że ją kocham" Claude’a Millera oraz "Księżyc w rynsztoku" Jeana-Jacques’a Beineiksa. Później współprodukował dokumenty poświęcone historii kina, m.in. o Fritzu Langu, a także świetny serial "What Do Those Old Films Mean?" o rozwoju filmu niemego. Zaś w ostatnich latach poświęcił się przybliżaniu zachodnim widzom dokonań dalekowschodnich kinematografii: Chin, Korei i Filipin.
@RY1@i02/2011/190/i02.2011.190.196.006b.002.jpg@RY2@
Poeta E.E. Cummings nazwał go "bogiem pośród ludzi", zaś Orson Welles porównywał go do Henry’ego Davida Thoreau i Walta Whitmana. Robert J. Flaherty nie musiał czuć się jak bóg pośród ludzi, ale był świadomy, że jego filmy zmieniły kino. "Przekształcił bezbarwną filmową obserwację codziennego życia ludzi w pełną dramaturgii i fascynującej narracji opowieść", pisał o jego dziełach Brian Winston, scenarzysta "Łodzi pełnej Irlandczyków". Wydarzeniem stał się już pierwszy film Flaherty’ego - "Nanuk z Północy" (1922). W ciągu blisko trzydziestu lat kariery nakręcił zaledwie kilkanaście filmów, w tym przełomowy dokument "Człowiek z Aran" (1934). Za "Louisiana Story" (1948) był nominowany do Oscara. Nagrodę Akademii zdobył jego ostatni film "Tytan" (1950) - tyle że nie było to oryginalne dzieło Flaherty’ego, a jedynie przemontowany przez niego i wzbogacony o angielski komentarz niemiecki dokument z lat 30. poświęcony życiu Michała Anioła.
@RY1@i02/2011/190/i02.2011.190.196.006b.003.jpg@RY2@
JAKUB DEMIAŃCZUK
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu