Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Płyty, filmy, koncerty, wystawy

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

. Nowe media, stare problemy - tak można podsumować wystawę najnowszej sztuki indyjskiej. Młodzi artyści posługują się tym samym językiem co ich rówieśnicy w innych krajach. Sale Zachęty wypełniają instalacje, monitory, popartowe kolaże, komiksowe paski. Nie bez kozery grupa artystów w tytule wystawy anonsowana jest jako "pokolenie przemiany". Ich ojczyzna doświadcza dynamicznych zmian i modernizacji - często brutalnych i bolesnych. Twórcy przyjmują wobec tego dwie strategie. Nostalgiczną, jak Ravi Avargal kręcący filmy dokumentujące ostatnie dni targu kwiatowego w Nowym Delhi, i radykalną, jak Sharmila Samant, której sztuka staje w obronie uciśnionych.

Wchodziłam na wystawę z zamiarem szukania prac polemizujących ze stereotypem indyjskości. Łatwiej jednak znaleźć te, które taki stereotyp umacniają. Odkryciem ekspozycji są wideoanimacje Sarnatha Banerjee. Indyjski artysta tworzy surrealistyczne filmy będące miszmaszem tradycyjnej obyczajowości i filozofii z ich zachodnimi odpowiednikami, podbite absurdalnym humorem rodem z Rolanda Topora i Monty Pythona.

@RY1@i02/2011/175/i02.2011.175.196.027a.001.jpg@RY2@

Małgorzata Toruńska

. "A Dramatic Turn of Events" to pierwszy album Dream Theatre nagrany po odejściu perkusisty Mikea Portnoya. Zastępujący go Mike Mangini poradził sobie świetnie, ale miał też ułatwione zadanie: muzyczny klimat Dream Theatre buduje gitara Johna Petrucciego. Płyta zaskakuje gatunkowym bogactwem. Progresywny rock niespodziewanie nabiera metalowego tempa, by za chwilę znów zwolnić na rzecz budowanych przez klawisze przestrzeni. I tylko chwilami włączają się muzykom skłonności do nudziarstwa. Ale nawet wtedy jest to nudziarstwo najwyższej klasy.

@RY1@i02/2011/175/i02.2011.175.196.027a.002.jpg@RY2@

Jakub Demiańczuk

. Ich biografia głosi: "najlepiej sprzedająca się grupa hiphopowa w Wielkiej Brytanii". Stereo MCs mają jednak niewiele z tym gatunkiem wspólnego. Dowodem ich nowy album "Emperors Nightingale", kompilacja numerów przypominających pop lat 90. Czasem dzięki rapowi Roba Bircha zahacza o hiphopowe dźwięki a la Beastie Boys. Nie ma tu hitów na miarę "Connected came" czy "Deep Down and Dirty", jest za to zbiór kawałków idealnych na klubowe parkiety. Niepotrzebnie znalazła się tu tylko rozmemłana kolaboracja z wokalistą Jamiem Cullumem w "Boy".

@RY1@i02/2011/175/i02.2011.175.196.027a.003.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

. Głos Juanity Stein czaruje od pierwszego do ostatniego kawałka płyty Howling Bells "The Loudest Engine". Momentami przypomina PJ Harvey, innym razem Tori Amos. To największy atut albumu Australijczyków. Zaraz za nim są psychodeliczne gitary jej brata. Mniej tu elektroniki niż na ich poprzedniej płycie "Radio Wars". Efekt współpracy kapeli z Markiem Stoermerem z The Killers, który po raz pierwszy podjął się pracy producenta, momentami nawiązuje do rockowo-folkowego grania z lat 70. Obyśmy mieli okazję posłuchać ich w Polsce na żywo.

@RY1@i02/2011/175/i02.2011.175.196.027a.004.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

. Wielu (by nie powiedzieć: większość) krytyków po kinowej premierze zmieszało "Sucker Punch" z błotem. Wydanie DVD i Blu-ray filmu Zacka Snydera potwierdza jednak, że to bardzo przyzwoita rozrywka, choć przeznaczona jedynie dla widzów, którzy są w stanie kupić reguły gry. Historia kilku dziewcząt zamkniętych w zakładzie dla umysłowo chorych i próbujących się z niego wydostać dzięki swojej wyobraźni nie jest rzecz jasna fabularnym majstersztykiem. Scenariusz jest czysto pretekstowy, służy wyłącznie napędzaniu kolejnych niesamowitych wizji Snydera, łączeniu wszelkich odmian fantastyki w oszałamiające, gnające z prędkością concordea obrazy. Steampunk miesza się z wojenną batalistyką, fantasy, science fiction, burleską i fantasmagoriami w stylu Tima Burtona. Na ekranie śliczne dziewczęta ubrane niczym grzeczne pensjonarki, z ekranów dudni przebojowa ścieżka dźwiękowa. Wszystko bez szacunku dla filmowych reguł i przyzwyczajeń widzów, w rytmie przynależnym grom komputerowym. Być może to już nie jest film, tylko nowa dziedzina rozrywki, zastanawiałem się, gdy "Sucker Punch" wchodził na ekrany, a ponowny seans tylko mnie w tym przekonaniu utwierdził. Widzowie szukający tradycyjnego kina (nawet czysto rozrywkowego) mają pełne prawo poczuć się zdezorientowani. Ale warto spróbować.

@RY1@i02/2011/175/i02.2011.175.196.027a.005.jpg@RY2@

Jakub Demiańczuk

. Nie wiem, po co reżyserzy biorą się za odświeżanie starych filmów, skoro nie mają nic nowego do powiedzenia. Tak jest w przypadku nowej wersji "Arthura" Jasona Winera z Russellem Brandem w tytułowej roli, czyli remake znakomitego filmu Stevea Gordona ze świetną rolą Dudleya Moorea. Oto kochliwy milioner, który by wyjść ze wszystkich tarapatów, zawsze polega na dwóch rzeczach: pieniądzach i oddanej niani Hobson (Hellen Mirren). Sprawy się skomplikują, kiedy nasz nieodpowiedzialny czaruś się zakocha. Chwilami zabawne, ale częściej nudne.

@RY1@i02/2011/175/i02.2011.175.196.027a.006.jpg@RY2@

Agnieszka Michalak

. Debiut Jana Komasy sprowokował polemiki zarówno w gronie krytyków filmowych, jak i na forach internetowych. I jak rzadko który polski film opowiada historię uniwersalną, zrozumiałą nie tylko dla polskiego widza. Na tym jednak oczywiste zalety "Sali samobójców" się kończą.

Dominik (Jakub Gierszał) ma typowe dla swojego wieku problemy: buntuje się i zmaga ze swoją seksualnością. Te zwyczajne problemy rozgrywają się jednak w nie do końca zwyczajnej scenerii: Dominik to nastolatek wychowywany w złotej klatce. Jego rodzice spędzają noce przy korporacyjnych biurkach. Gdy do tego wszystkiego dojdzie jeszcze skierowana wobec Dominika internetowa agresja ze strony kolegów z klasy, chłopak odizoluje się od świata zewnętrznego.

W "Sali samobójców" świat bohaterów rozpada się na dwie, zupełnie nieprzystające do siebie części. Pierwsza z nich zaludniona jest przez dorosłych, którym gonitwa za dobrobytem przesłoniła wszystko, łącznie z własnym dzieckiem. Druga należy do młodych, nieporadnie lepiących swoją tożsamość z frazesów i pustych ideologii. Problem polega na tym, że reżyserowi udało się w przekonujący sposób pokazać tylko ten pierwszy świat. Dramat Dominika, zamiast budzić współczucie, irytuje. A co za tym idzie, cała jego historia, pokazana z dużym dystansem i ironią, bardziej męczy, niż wciąga.

@RY1@i02/2011/175/i02.2011.175.196.027a.007.jpg@RY2@

Anna Kiedrzynek

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.