Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Ostro i bezczelnie

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Zestawienie dziecięcej animacji i wrednego poczucia humoru to nie-nowy pomysł, ale "Ricky Gervais Show" przebija nawet głośny "South Park"

Formalnie show wydaje się pozbawiony fajerwerków - ot, trzech zanimowanych w stylu kreskówek Hanna-Barbera gości: Ricky Gervais, jego wieloletni partner w komedii Stephen Merchant i ich przyjaciel producent radiowy Karl Pilkington, siedzi przed mikrofonami i gada, co im ślina na język przyniesie. Jednak osobowości uczestników tych pogaduszek przy kawie, którzy mają na koncie stworzenie tak boleśnie śmiesznych rzeczy jak seriale "Biuro" i "Statyści", gwarantuje, że nie będziemy się nudzić. Seks, przemoc i najbardziej absurdalne grepsy w rodzaju opowieści o tym, że ludzie powinni umierać w wieku 70 lat, zaś z ich trzewi powinno się wykluwać niemowlę, to esencja tego programu. Autorem dziwacznych idei jest zazwyczaj Pilkington, któremu przypadła rola chłopca do bicia - Gervais przedstawia go jako "okrągłogłowego bufona" i czule odnosi się do wieloletniej znajomości, mówiąc: "Widziałem, jak rósł i dojrzewał z idioty w kompletnego imbecyla".

Niezbyt to uprzejme, ale nic w tym dziwnego, w końcu Ricky Gervais słynie z tendencji do obrażania wszystkich i wszystkiego. Przypomnijmy sobie choćby jego tegoroczny popis podczas gali rozdania Złotych Globów, którą prowadził. Połowa celebrytów wyszła z imprezy głęboko obrażona, po tym jak Ricky bezlitośnie wyśmiał ich ze sceny - przedstawienie Brucea Willisa jako taty Ashtona Kutchera było jedną z najdelikatniejszych zniewag wieczoru. Przedstawienie Roberta Downeya Jr. jako ćpuna recydywisty, sugestia, że film "Turysta" zdobył nominację do nagród tylko ze względu na łapówki, jakie przyjęli członkowie Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej, czy obleśne żarty z seksualnej aktywności Hugh Hefnera wywołały popłoch wśród sztywnej publiczności. Choć prawdziwą bombą był bon mocik rzucony przy okazji filmu "I love you Phillip Morris": "Dwóch heteroseksualnych aktorów udaje gejów. To zupełnie odwrotnie niż dwóch znanych scjentologów". Plotki o rzekomym homoseksualizmie Toma Cruisea i Johna Travolty są w Hollywood powszechnie znane, ale żeby mówić o nich publicznie, choćby tylko w aluzyjny sposób? Skandal!

Bezczelne poczucie humoru Gervaisa przyniosło mu sławę i popularność oraz uznanie branży, którą z taką lubością wyśmiewa. Brytyjski komik ma na koncie trzy Złote Globy, dwie nagrody Emmy, siedem BAFTA, które otrzymał zarówno za swoje kreacje aktorskie, jak i scenariusze do pamiętnych seriali telewizyjnych "Biuro" i "Statyści". Scenariusz do amerykańskiej wersji "Biura" (ze Steveem Carellem w obsadzie) doceniła też Gildia Scenarzystów (Writers Guild of America).

"Ricky Gervais Show" narodził się w 2005 roku jako podcast publikowany na stronie internetowej angielskiego "Guardiana". W studiu dwójka komików i Karl wygadywała takie rzeczy, że wkrótce show okazał się najczęściej ściąganym podcastem na świecie. Wówczas amerykańska telewizja HBO zaproponowała zrobienie na bazie nagranych odcinków animowanej serii - wideo z oryginalnych podcastów było zbyt słabej jakości.

Pomysł zestawienia nowoczesnej sieciowej formy telewizyjnej z retro-kreskówkowym stylem znów okazał się strzałem w dziesiątkę. "Ricky Gervais Show" łączy bezpardonowy komizm, charakterystyczny dla szybkiej internetowej satyry, ze staroświecką urodą wspaniale wykonanej animacji. Czasem sekwencje ilustrujące poszczególne anegdoty są tak znakomite, że śmieszą bardziej niż same żarty.

@RY1@i02/2011/170/i02.2011.170.196.005a.001.jpg@RY2@

Katarzyna Nowakowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.