Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

płyty, filmy, koncerty, wystawy

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Dziś (2 września) w Kielcach Leon Tarasewicz odsłoni najnowszą pracę. Gigantyczna instalacja-obraz o powierzchni blisko 200 metrów kwadratowych i prawie trzymetrowej wysokości stanie na miejscowym placu Artystów. Wewnątrz konstrukcji znajdzie się labirynt malarstwa i luster, po którym będzie można swobodnie spacerować. Widz będzie mógł przekroczyć fizyczną granicę między sztuką a odbiorcą i poczuć się częścią obrazu. Podobnych ingerencji w przestrzeń publiczną twórca dokonywał kilkakrotnie. Malował m.in. na Plaza Real w Barcelonie (2002), fasadzie Teatru Wielkiego w Poznaniu (2003), ścianach wielopoziomowego parkingu w Mediolanie (2005) oraz Złotej Bramie w Kijowie (2010). W 2001 roku, reprezentując Polskę na 49. Międzynarodowym Biennale w Wenecji, zamalował podłogę polskiego pawilonu, a pięć lat później zamienił w obraz wnętrza Kunsthalle w dawnym piętnastowiecznym kościele w Lubece. Kielecka instalacja będzie największa pracą Tarasewicza. O co tym razem chodzi artyście? - Sztuka należy do elity intelektualnej, więc zmuszanie i tłumaczenie jej ludowi robotniczemu nie ma sensu. Dlatego gdy jadę na wieś, to nie odzywam się na temat sztuki, bo od razu dostanę po mordzie. Każdy więc sam zinterpretuję tę instalację - powiedział lokalnym dziennikarzom.

@RY1@i02/2011/170/i02.2011.170.196.027a.001.jpg@RY2@

MAŁGORZATA TORUŃSKA

Vader zaskoczyć może już chyba wyłącznie częstymi rotacjami w składzie. Po raz kolejny frontman zespołu Peter wymienił wszystkich towarzyszących mu muzyków, jednak muzycznie grupa na tym nie straciła. "Welcome to the Morbid Reich" to porządna dawka death metalu - bez eksperymentów i udziwnień. Napędzana perkusyjnymi blastami, gęstymi solówkami, częstymi zmianami tempa. Nie jest to album na miarę największych dokonań olsztyńskiej formacji, jak choćby "Black to the Blind", ale powodu do wstydu też nie ma.

@RY1@i02/2011/170/i02.2011.170.196.027a.002.jpg@RY2@

JAKUB DEMIAŃCZUK

Po niedawnym występie Kitty, Daisy & Lewis na festiwalu Transatlantyk można posłuchać ich materiału na spokojnie. Krążek "Smoking in Heaven" pokazuje to, w czym trójka Brytyjczyków jest najlepsza: surowy rocknroll, dęciaki w klimacie ska i funkową gitarę. Raz Kitty, Daisy & Lewis śpiewają jak bluesmani z delty Missisipi, innym razem jak rozwydrzone dzieciaki z Londynu kochające rockabilly. Dźwiękami z muzycznej knajpy z lat 50. oczarowani zostali już m.in. Coldplay i Mark Ronson, którzy zaprosili ich na wspólne występy.

@RY1@i02/2011/170/i02.2011.170.196.027a.003.jpg@RY2@

WOJCIECH PRZYLIPIAK

Płyta "Response" londyńczyka Davida Andrew Hedgesa, czyli Davea I.D., to zabawa mrocznymi odcieniami elektroniki. Trochę jak Liars, Ex Models, Einstürzende Neubauten albo Nine Inch Nails. Momentami melodyjnie, chwilami nieprzewidywalnie, industrialnie i gotycko jak w otwierającym album "When Everything Is in Its Place". Są też sentymenty do syntezatorów z lat 80. w kawałku "Oil". Uroczego, płaczliwego mroku Dave potrafił nadać balladzie "Mine". "Response" nie nadaje się do samochodu, ale na oberwanie chmury spędzone przy oknie idealne.

@RY1@i02/2011/170/i02.2011.170.196.027a.004.jpg@RY2@

WOJCIECH PRZYLIPIAK

W najbliższą niedzielę częścią prawobrzeżną Warszawy zawładnie kultura Półwyspu Bałkańskiego. W planie: koncerty, wystawy, warsztaty, spotkania i tradycyjna serbska knajpa. Muzyczną gwiazdą będzie kapela Hladno Pivo (na zdjęciu), która w Polsce pojawi się po raz pierwszy w swojej ponad 20-letniej karierze. Jeden z najpopularniejszych zespołów w Chorwacji w swoim graniu łączy elementy punk rocka, ska, coutry, heavy metalu, folkloru i jazzu. W kwietniu wydali siódmą płytę "Svijet glamura", o której frontman kapeli Mile Kekin powiedział, że jest mieszanką dźwięków charakterystycznych dla Foo Fighters i Gogol Bordello.

Muzykę tego regionu przybliżą również zespoły Warsaw Balkan Madness i Balkan Express z Serbii.

W programie imprezy znalazły się również nietypowe atrakcje, na przykład gry bałkańskie. Przewodnicy zabiorą chętnych w podróż po Bałkanach szlakiem regionalnych zabaw. Wśród nich egzotycznie brzmiące brišcule, boćanie, mice i trule kobile. Ciekawie zapowiada się wystawa ikon prawosławnych (obrazów i fotografii) Jasmina Soljanina - Serba, który przyjechał do Polski 16 lat temu. Więcej na www.barwykultury.org.

@RY1@i02/2011/170/i02.2011.170.196.027a.005.jpg@RY2@

WP

Patryk Vega nakręcił "Pitbulla" - najlepszy polski serial kryminalny ostatniej dekady. Nie sądziłem rzecz jasna, by "Instynkt" mógł mu dorównać, ale też nie spodziewałem się takiej porażki. Danuta Stenka gra tutaj komisarz Annę Oster, obdarzoną szóstym zmysłem, który pozwala jej złapać każdego zbrodniarza. Choć raczej udaje, niż naprawdę gra, podobnie udają inni aktorzy, realizatorzy, a nawet widzowie, którzy muszą udawać, że to wszystko ich w ogóle obchodzi. Bardzo zabawny serial. Szkoda tylko, że nie o to chodziło.

@RY1@i02/2011/170/i02.2011.170.196.027a.006.jpg@RY2@

JD

Zaledwie trzy filmy kinowe zrealizował Edward Żebrowski. Ich ponowne obejrzenie uświadomiło mi z całą mocą, że artystyczne milczenie wybitnego reżysera i scenarzysty to jedna z największych strat dla polskiego kina. Niewielu filmowców tak jak on potrafiło pokazać ludzi zmagających się z własnym sumieniem, dokonujących trudnych moralnych wyborów, próbujących zachować godność w nieludzkich warunkach. Liczni próbowali, najczęściej wpadając w martyrologiczne pułapki, grzęznąc na pseudointelektualnych mieliznach, ocierając się o banał. Żebrowski zawsze był ponad to, zarówno jako reżyser, jak i jako scenarzysta świetnych krótkometrażowych filmów Zanussiego. Zachował artystyczną odrębność, ale również szczerość wobec publiczności, której stawiał zawsze wysokie wymagania. I choć jest równie wybitnym pedagogiem jak artystą, nigdy nie udawał mentora, nie wytyczał ścieżek, którymi mieliby podążać widzowie jego filmów. Jego bohaterowie - docent Małecki w "Ocaleniu" (1972), doktor Stefan w adaptacji "Szpitala Przemienienia" (1978) Lema, wreszcie PPS-owski konspirator w filmie "W biały dzień" (1980) - nie są doświadczają śmierci, zmagają się z nieuchronnym losem, skazani na zagładę odnajdują w sobie dobro. Gorzka, głęboko pesymistyczna twórczość Żebrowskiego niesie ze sobą pierwiastek nadziei.

@RY1@i02/2011/170/i02.2011.170.196.027a.007.jpg@RY2@

JAKUB DEMIAŃCZUK

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.