Ucieczka od rutyny
Tim Curry w swojej karierze łączy horror z komedią i teatr z grami wideo
Ekstrawagancki Frank-N-Furter, kiedy pojawia się przed oczami widza, jest odziany w wysokie białe buty na obcasach, czarną pelerynę, która upodabnia go do Draculi, a pod nią nosi obcisły gorset, siatkowane pończochy i długie czarne rękawiczki. To pierwsza niezapomniana filmowa rola Tima Curry’ego, powtórzenie jego scenicznych kreacji w kultowym "Rocky Horror Show".
Na poły demoniczny, na poły rozbrajający uśmiech, plastyczna twarz i niezwykły głos, którym aktor posługuje się z wielką maestrią, czynią z Tima Curry’ego idealnego kandydata do ról charakterystycznych, często wykraczających poza jakkolwiek pojmowaną normę. Campowo przegięty doktor Frank-N-Furter, przerażający morderczy klaun Pennywise w adaptacji powieści Stephena Kinga "To" albo mroczny władca ciemności w "Legendzie" Ridleya Scotta czy wreszcie pogodnie szalony król Artur w broadwayowskiej musicalowej adaptacji słynnego pythonowskiego "Świętego Graala". Tim Curry zawsze wywiera niezapomniane wrażenie.
Sam twierdzi, że chętnie przyjmuje role złoczyńców i wariatów, bo zazwyczaj są najlepiej napisane. Ale by uciec od obsadowej rutyny, chętnie użycza swojego głosu w bajkach dla dzieci albo grach wideo, takich jak "Dragon Age: Początek" czy komediowa przygodówka "Brutal Legend". Jednak jego prawdziwą miłością jest i zawsze był teatr. Gdy w 1968 roku jako student wydziału dramatycznego Uniwersytetu Birmingham podziwiał na scenie swoją koleżankę Judi Dench, która hipnotyzowała widzów rolą w "Kabarecie", już wiedział - to jest miejsce, w którym chce się znaleźć. Kilka lat później zabłysnął niebywałą kreacją w przedstawieniu "Rocky Horror Show", granym w Londynie i na nowojorskim Broadwayu, które szybko zyskało status kultowego i doczekało się równie popularnej ekranizacji.
Curry przez lata starał się odciąć od tej roli, bojąc się nadmiernej identyfikacji z jednym tylko typem aktorstwa. Z dołka po zejściu z afisza na Broadwayu wyciągnął go Stephen Frears, oferując mu udział w adaptacji "Trzech panów w łódce" Jerome’a K. Jerome’a. "Po roli Frankfurtera możesz zagrać wszystko" - miał wówczas powiedzieć mu reżyser. Do fanów talentu Curry’ego zalicza się też Eric Idle, który zawsze chciał zrealizować z Timem jakiś wspólny projekt i w końcu powierzył mu rolę króla Artura w "Spamalot".
Jeszcze w maju tego roku można było obejrzeć Curry’ego na teatralnych deskach - grał w sztuce Toma Stopparda "Rosencrantz i Guildenstern nie żyją" w Chichester Festival Theatre. Niestety musiał zrezygnować z roli z powodu powracających ataków astmy. To jedna z przyczyn, dla których tak rzadko ostatnimi czasy gości na małym i dużym ekranie - tym większą radością będzie zobaczyć tego znakomitego aktora w urokliwej baśni "Tajemnica Rajskiego Wzgórza" na antenie HBO.
@RY1@i02/2011/151/i02.2011.151.196.005a.001.jpg@RY2@
Tim Curry (z lewej) w "Tajemnicy Rajskiego Wzgórza"
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu