Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Muzyka, filmy, koncerty

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

. Samo wymienienie artystów, których wirtuozerię można podziwiać w boksie "The Perfect Jazz Collection vol. 2", zajęłoby dwa razy tyle miejsca co ten tekst. W skrócie: giganci wszelkich odmian jazzu, płyty, które wytyczały nowe horyzonty, niezapomniane ilustracje muzyczne do filmów.

25-płytowy boks otwiera album Davea Brubecka z 1954 roku "Jazz Goes to College". To pierwsze nagranie Dave Brubeck Quartet dla wytwórni Columbia. Pokaz miksu klasycznego jazzu z doskonałymi improwizacjami nie tylko Brubecka, ale też wybitnego saksofonisty Paula Desmonda. Kolekcję kończy "Standard Times Vol. 3" Wyntona Marsalisa z 1990 roku, na której Wynton gra ze swoim ojcem Ellisem.

Z pozostałych płyt trudno wskazać te najważniejsze. Bo jak tu zdecydować, czy "Satch Plays Fats" Louisa Armstronga jest ważniejsze od "Round About Midnight" Milesa Davisa, albo "The Electrifying" Arethy Franklin od "Silk and Soul" Niny Simone. Dlatego szczególną uwagę zwrócę na mniej oczywiste płyty w boksie. Pierwsza z nich "Various Artists the Sound of Jazz". To zestaw dziewięciu numerów zbierających gigantów jazzu z lat 30., 40. i 50. różnych gatunków - Kansas City swingu, dixilandu, hard-bopu. Nazwiska mówią same za siebie: Coleman Hawkins, Milt Hinton, Lester Young, Count Basie, Jim Hall, Billie Holliday. To swoiste creme de la creme boksu.

Ciekawą płytą jest też soundtrack z filmu "Round Midnight" ("Około północy") Bertranda Taverniera luźno opartego na historii przyjaźni Buda Powella i Lestera Younga. Na nagrodzonym Oscarem albumie usłyszeć można m.in. Rona Cartera, Tonyego Williamsa, Bobbyego McFerrina, Dextera Gordona, Johna McLaughlina, Cheta Bakera i Waynea Shortera. To doskonała wyprawa do jazzu lat 50.

Warto wskazać też płytę, która tchnęła nowe życie w jazz w latach 70. Chodzi o "Birds of Fire" Mahavishnu Orchestra. Materiał pokazał, jak rockowy może być jazz i jak dobrze pasują do niego syntezatory. Ostrego pazura dał jej głównie gitarzysta John McLaughlin. Na klawiszach czarował z kolei Jan Hammer - ten sam, który skomponował później motyw przewodni do serialu "Miami Vice". Na "Birds of Fire" są bezpośrednie starcia muzyczne McLaughlina i Hammera, są piękne partie skrzypiec, jest hołd dla Milesa Davisa i solówki na perkusji. Jazz nowej ery.

Takich perełek jest w boksie 25, a nawet 26 - bo znalazła się w nim też bardzo ciekawa kilkudziesięciostronicowa książeczka. Oprócz opisu każdej z płyt jest tam bardzo ciekawy tekst o historii jazzu.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2011/151/i02.2011.151.196.027a.001.jpg@RY2@

Czwarty album Kanadyjczyków dobrze wyglądałby na półkach zarówno z synthpopem, muzyką Dalekiego Wschodu, jak i gitarową alternatywą. Duet łączy te gatunki w taneczno-melancholijny koktajl. Wschodnia egzotyka pojawiła się nieprzypadkowo. Jeremy Greenspan przed wejściem do studia spędził dwa miesiące w Szanghaju. Oniryczny klimat spowity jest tu klawiszowymi dźwiękami w stylu Duran Duran i Roxy Music. Jak materiał brzmi na żywo, będzie się można przekonać na Off Festivalu, gdzie Junior Boys będą jedną z gwiazd.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2011/151/i02.2011.151.196.027a.002.jpg@RY2@

. Gdyby Scooter grali hardcore, pewnie brzmieliby jak Enter Shikari. Powstała w roku 2003 angielska grupa łączy transową elektronikę z ostrymi gitarami i wrzaskiem. Zespół wydał do tej pory dwa albumy, z których pierwszy "Take to the Skies" trafił nawet na czwarte miejsce brytyjskiej listy przebojów. Najlepsze kawałki z tych płyt znalazły się teraz na koncertowym wydawnictwie "Live from Planet Earth". O tym, że Enter Shikari są świetni w wersji live, można przekonać się nie tylko słuchając tej płyty, lecz także na żywo we wrześniu w Stodole.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2011/151/i02.2011.151.196.027a.003.jpg@RY2@

Punks not dead. Dwanaście numerów, dwadzieścia minut muzyki. Proste riffy i mocne, agresywne teksty, a wkładka do płyty wygląda jak marnej jakości kserówka. Młodziaki z Brooklynu skutecznie wskrzeszają ducha punkrockowej rewolty. Debiutancki album Cerebral Ballzy szybko zyskał spore grono wielbicieli - nic dziwnego, skoro brzmią niczym wczesne nagrania nowojorskich hardcoreowców spod znaku Bad Brains i Sick Of It All. I pewnie w Stanach są setki podobnie grających kapel, ale to brooklyńczykom nie zabrakło bezczelności potrzebnej, by przebić się do czołówki.

Jakub Demiańczuk

@RY1@i02/2011/151/i02.2011.151.196.027a.004.jpg@RY2@

"W zawieszeniu" to jeden z najciekawszych obrazów pokazujących bohaterów uwikłanych w historię. Krzystek ukończył studia filmowe w 1981 roku. Musiał zatem odnaleźć ezopowy język niedomówień, co w konsekwencji okazało się zadaniem twórczym i satysfakcjonującym. Człowiek wobec polityki to centralny temat również późniejszej twórczości reżysera. Autor "Zwolnionych z życia" (1992) i "Małej Moskwy" (2008) najciekawszy jest wtedy, gdy portretuje ludzi wplątanych w historię mimochodem - niejako bez udziału woli. Podobny układ obowiązuje "W zawieszeniu". Akcja rozgrywa się w rodzinnym mieście Krzystka, Legnicy, w czasach stalinowskich. Młoda kobieta (Krystyna Janda) przechowuje w piwnicy mężczyznę, żołnierza AK (Jerzy Radziwiłowicz). Uczucie między Marią a Marcelem będzie musiało przejść wiele prób. Mężczyzna wychodzi z ukrycia dopiero po śmierci Stalina.

Niesłusznie zapomniany film Krzystka był w połowie lat 80. wydarzeniem. Otrzymał niezwykle wówczas cenioną nagrodę podziemnej "Solidarności", zyskał także uznanie na oficjalnych festiwalach - w Łagowie, Gdańsku i Koszalinie, a ze względu na uniwersalne przesłanie spodobał się także na świecie. Dzisiaj należy do kanonu najlepszych dokonań polskiego kina lat 80. XX wieku.

Łukasz Maciejewski

@RY1@i02/2011/151/i02.2011.151.196.027a.005.jpg@RY2@

. "Władcy umysłów" są luźną adaptacją opowiadania autora "Ubika". I kolejnym dowodem, że proza Dicka - pomijając wyjątki, takie jak "Łowca androidów" - niechętnie poddaje się filmowym przeróbkom. Nie pomaga Matt Damon w roli kongresmena, który dla miłości chce poświęcić karierę. Nie pozwolą mu na to agenci w kapeluszach, którzy muszą pilnować wypełnienia wyższego (boskiego?) planu. Szkoda, że żaden z tych demiurgów nie powstrzymał realizatorów przed masakrą oryginału.

Jakub Demiańczuk

@RY1@i02/2011/151/i02.2011.151.196.027a.006.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.