Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Zmontowałem nowego Tolka

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Stanisław Jędryka opowiada, jak powstały wakacyjne hity wszech czasów

Stanisław Jędryka: Zamierzałem zadebiutować filmem fabularnym będącym adaptacją opowiadania Adolfa Rudnickiego "Wniebowstąpienie". Miałem zgodę pisarza, niestety zespół filmowy Rytm, do którego należałem, uznał, że nie było szans na obraz o okupacyjnej tematyce żydowskiej. Zacząłem myśleć o innych projektach i wpadła mi w ręce powieść "Do przerwy 0:1". Poza walorami literackimi zainteresował mnie temat podwórkowych drużyn piłkarskich. Postanowiłem więc zadebiutować adaptacją książki Bahdaja, scenariusz napisał sam autor, ale o dziwo komisja scenariuszowa odrzuciła ten projekt. Przez kilka lat zajmowałem się więc innymi projektami, zrealizowałem m.in. "Wyspę złoczyńców" według Nienackiego. Wreszcie dostałem propozycję zrobienia serialu telewizyjnego według "Do przerwy 0:1".

Mariana Tchórznickiego spotkałem na Rynku Starego Miasta w Warszawie, przewodził grupce chłopaków. Intuicyjnie wyczułem, że jest materiałem na mojego bohatera.

Marian był świetny w ruchach, mimice, ekspresji cielesnej, ale mówił fatalnie, sztucznie, deklamował. Nie nadawał się do kina.

Jacek był dobrym aktorem, ale miał wtedy zajęcia w szkole filmowej w Łodzi i nie mógł uczestniczyć w nagraniach. Z kolei moja ówczesna żona Joanna Jędryka podłożyła głos Agacie Sicińskiej, czyli Karioce. Natomiast miałem kłopot z Zuzanną Antoszkiewicz, czyli tytułową bohaterką serialu "Szaleństwo Majki Skowron". Moją faworytką była inna dziewczyna, która w filmie pojawia się w epizodycznej roli. Zuzanna dysponowała lepszą aparycją i bardziej odpowiadała mojej koncepcji postaci, natomiast tamta dziewczyna miała lepszy głos. I Majka mówi jej głosem, za co Zuzanna do dziś ma do mnie o to pretensje.

O dziwo nie. Natomiast po premierze "Do przerwy 0:1" zaatakowano mnie, że w roli typa spod ciemnej gwiazdy obsadziłem Romana Wilhelmiego, bohaterskiego porucznika Olgierda z "Czterech pancernych". Krytykowano też, że pokazałem w tym filmie brzydką Warszawę - zrujnowane kamienice, szemrane zaułki. Za "Tolka" też oberwałem. Dopatrzono się, że banda Karioki spotyka się koło trybuny honorowej z wykutym w kamieniu godłem PRL na Stadionie Dziesięciolecia, a to miejsce zarezerwowane było przecież dla oficjeli - z monumentalnego podestu przemawiali Gomułka i inni socjalistyczni przywódcy. Sugerowano, że próbuję tu ośmieszać władze, ale sprawa rozeszła się po kościach.

Dwa lata temu na zaproszenie Radosława Piwowarskiego wystąpiłem w serialu "Na dobre i na złe" w epizodycznej roli reżysera. Przekonałem się, że w pracy na planie nie zaszły wielkie różnice. Zmiana przede wszystkim dotyczy sprzętu, kręci się jednocześnie na dwie kamery, co znacznie skraca czas pracy.

Ale nie wiem, czy stanąłbym po drugiej stronie kamery - kino to ogromne, wyczerpujące przedsięwzięcie. Jako memento traktuję przypadek wielkiego Janne Ahonena, który wrócił po kilkuletniej przerwie na skocznię i był cieniem dawnego czempiona. Mistrzowie nie wracają (śmiech). Chciałbym natomiast doczekać premiery "Stawiam na Tolka Banana". Z siedmioodcinkowego serialu zmontowałem półtoragodzinny film.

@RY1@i02/2011/141/i02.2011.141.196.004b.001.jpg@RY2@

Rozmawiał Cezary Polak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.