Literatura, komiksy, muzyka, filmy
Rzemieślnik, który adaptuje normy stylistyczne i narracyjne. Nieustannie cytuje i robi aluzje do klasyki. Dlaczego więc krytycy uważają go za jedną z najważniejszych osobowości artystycznych w dziejach kina? Właśnie dlatego - odpowiada Warren Buckland. Jego książka nie jest kolejną biografią amerykańskiego reżysera, lecz wnikliwą analizą jego filmów. Buckland skrupulatnie tropi ekranowe wybory autora "Szczęk" i bada, jakimi względami kieruje się on, dokonując wyboru ustawień kamery, wielkości planu, kompozycji kadru, technik narracyjnych, inscenizacji montażu, oprawy dźwiękowej. Z powyższej wyliczanki wynika, że Spielberg to twórca totalny, ale nie tylko dlatego, że ingeruje w każdym element swojego filmu, przyprawiając swoich współpracowników o drżenie rąk. Buckland widzi w nim świeckiego magika, który potrafi odcisnąć indywidualne piętno na każdym elemencie swojego dzieła. Amerykański krytyk udowadnia swoją śmiałą tezę, rozbierając na czynniki pierwsze dzieła S.S. Z książki dowiecie się, m.in. dlaczego "Szczęki" zaczynają się sekwencją niewyraźnych dźwięków na ciemnym tle, jak były kręcone sceny pościgu w "Pojedynku na szosie" oraz o czym świadczy butelka szampana w "Parku Jurajskim". Intrygująca lektura.
cezary polak
@RY1@i02/2011/136/i02.2011.136.196.027a.001.jpg@RY2@
Melancholijny klimat z debiutu "For Emma, Forever Ago" na nowej płycie amerykańskiej kapeli Justina Vernona Bon Iver został zachowany. I dobrze, bo lekkie, popowe melodie grane na gitarce w towarzystwie wysmakowanych elementów country, jazzu i folku (wygrywanych na bębnach, saksofonie i klawiszach) to największa siła zespołu. Smaczkiem jest numer "Beth/Rest", który brzmi jak solowe dokonania Phila Collinsa z lat 80. Poszukiwacze rock’n’rolla na długich wyprawach autem mogą się "Bon Iver" znudzić. Reszta będzie oczarowana.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2011/136/i02.2011.136.196.027a.002.jpg@RY2@
Chwytliwe refreny, zabawa głosem i muzyczne smaczki, za które odpowiada mistrz pracy w studio Alan Moulder - tak w skrócie określić można siódmy album waszyngtońskiego zespołu. "Codes and Keys" to najlepiej dopracowana i spójna płyta grupy. Do gitar muzycy dołożyli sporo klawiszy i smyczki, dzięki czemu każdy numer ciekawie się rozwija, a co ważne - nie zawsze w przewidywalnie. Wyszło z tego łatwo wpadające w ucho granie, które z każdym przesłuchaniem odkrywa nowe dźwięki.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2011/136/i02.2011.136.196.027a.003.jpg@RY2@
Czwarty album brytyjskiego Kaiser Cheifs najpierw pojawił się w rozszerzonej wersji w sieci. Fani mogli ściągnąć wybranych przez siebie 10 piosenek z 20. W formacie CD pojawiło się 13 piosenek wyselekcjonowanych przez zespół. Opartych na gitarowych melodiach w stylu Beatlesów, synthpopowej zabawy a` la lata 80. i mroku ze stajni Bauhaus. Na "The Future is Medieval" odbijają się też echa britpopu z lat 90. Ta mieszanka odniesień, przy braku odkrywczych dźwięków z czasem jednak nuży. Trzeba było jak fani wybrać tylko 10 piosenek.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2011/136/i02.2011.136.196.027a.004.jpg@RY2@
. Kino dopiero wykaraskało się z epoki niemej, Hollywood u progu swej złotej ery szukało nowych pomysłów, talentów i inspiracji. Wówczas to młody wizjoner Dizzy Walters (w polskim przekładzie: Zawrotek Walters) dokonał prawdziwego przewrotu: w głównej roli obsadził animkę - niejakiego szczurka Rickeya, napotkanego w podrzędnym barze w animkowym getcie. Ryzykowne posunięcie - do tej pory nikt nie obsadzał tych społecznych pariasów w filmach - okazało się hitem, film bił rekordy popularności, Rickey został gwiazdą, zaś hollywoodzkie studia zaczęły na potęgę produkować filmy z udziałem innych animków. Jednak wkrótce okazało się, że publiczności podoba się tylko Rickey, zaś po środowisku filmowym zaczęły krążyć niepokojące plotki o tajemniczym rytuale... Przezabawny, pomysłowy i ożywczo świeży komiks Richa Koslowskiego opowiada tę alternatywną historię kina w formie dokumentalnego filmu, w którym kolejne gadające głowy starają się wyjaśnić dawne tajemnice. Dużo radości dla wielbicieli X muzy, którzy nie będą mieli żadnych problemów z rozszyfrowaniem, kim są Dizzy, Rickey, Warmer Brothers, królik Buggy i pies Jupiter. Przy okazji dowiemy się, kto tak naprawdę zamordował Kennedy’ego, zaś kreskówki na zawsze stracą swą niewinność.
KN
@RY1@i02/2011/136/i02.2011.136.196.027a.005.jpg@RY2@
Howard Cruse jest jednym z najważniejszych amerykańskich twórców komiksu gejowskiego. Oparta na autobiograficznych wątkach powieść graficzna "Stuck Rubber Baby" w pełni zasługuje na swoje miano. To wielowarstwowa, starannie skomponowana i narysowana z prawdziwą maestrią podróż przez gąszcz wspomnień do czasów Kennedy’ego. 18-letni Toland Polk mieszka w sercu amerykańskiego południa, na obszarze wzmożonej działalności Ku-Klux-Klanu. Jako białoskóry mógłby się tym nie przejmować, gdyby nie to, że jest gejem - prawdziwi patrioci nienawidzą "ciot" na równi z "czarnuchami". Ukrywając swoją seksualną tożsamość, Polk nieświadomie jednak ciąży ku innym wykluczonym - zaprzyjaźnia się z otwarcie homoseksualnym utalentowanym muzykiem Sammym, a także za sprawą swojej dziewczyny aktywistki Ginger angażuje się w działalność na rzecz swobód obywatelskich czarnoskórej społeczności.
Poruszająca intymna kronika "wychodzenia z szafy" nabiera dodatkowej głębi poprzez ten historyczny kontekst. Powieść Cruse’a przypomina, że malownicze czasy "Mad Menów" to nie tylko eleganckie suknie, popijanie whisky przy barze i snujący się wszędzie papierosowy dym, lecz także dyskryminacja, niesprawiedliwość i przemoc w swojej najskrajniejszej formie. Istotna korekta obrazu przeszłości.
KN
@RY1@i02/2011/136/i02.2011.136.196.027a.006.jpg@RY2@
Reżyser Paolo Sorrentino zagłębił się w meandry włoskiej polityki. Stworzył filmowy portret premiera Andreottiego (świetnie zagranego przez Toniego Servillo) - bezpardonowy, mocny, oskarżycielski. Co ważne, film unika oszczerstw: niemal wszystko, co zostało pokazane w "Boskim", ma mocne poparcie w dokumentach i śledztwach prowadzonych przez prokuraturę. Sam Andreotti z pokazu filmu wyszedł wzburzony, grożąc reżyserowi sądem. To najlepszy dowód, że Sorrentino trafił w czuły punkt.
JD
@RY1@i02/2011/136/i02.2011.136.196.027a.007.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu