Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Hip-hop is not dead

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Jeśli rap kojarzy się komuś z chłopakami w rozciągniętych spodniach i przekrzywionej czapeczce, to znaczy, że potrzebuje kilku lekcji. Na początek doskonałą będzie dokument "Wściekła siła rapu"

To nie jest tylko film o hip-hopie. To przede wszystkim opowieść o tym, jak ludzie muzyką pokonują społeczne problemy swoich krajów - powiedział o "Wściekłej sile rapu" podczas pokazu na festiwalu filmowym w Abu Zabi twórca filmu Joshua Atesh Litle. O swoich problemach w dokumencie Joshuy opowiadają mieszkańcy trzech kontynentów: Francuzi, Niemcy, Izraelczycy, Palestyńczycy i Senegalczycy. Wprowadzeniem do filmu jest krótka historia gatunku. Przenosimy się do lat 70., kiedy w nowojorskim Bronksie zaczął się kształtować hip-hop. Opowiada o tym m.in. ikona gatunku, raper Grandmaster Caz. Bronx wyglądał wtedy jak strefa wojny - walące się wymalowane graffiti budynki, walczące o wpływy gangi, morze narkotyków. W tym chaosie i biedzie słychać było rymujące dzieciaki tańczące breakdance. Wrażenie robią oryginalne materiały z tamtych lat z undergroundowych koncertów i raperskich imprez.

Podobny klimat panuje w paryskiej dzielnicy La Courneuve, kolejnym miejscu akcji dokumentu. Imigranci opowiadają o tym, jak dotarł do nich rap ze Stanów i jak pozwolił im opowiadać o braku tolerancji i ich trudnej sytuacji w kraju, w którym mieszkają. Później przenosimy się do Berlina Wschodniego, do dzielnicy Marzahn, gdzie poznajemy niemieckich białych raperów. Ich opowieści o tym, jak słuchali amerykańskiego rapu, jeszcze mieszkając za murem berlińskim, przerywane są amatorskimi teledyskami. Niektóre sceny są w nich porażające. Chociażby moment, kiedy jeden z raperów (wyglądających jak bracia Mariusza Pudzianowskiego) rozwala uderzeniem głowy kilka betonowych bloczków. Co ważne, berlińscy raperzy kategorycznie odrzucają rasistowskie poglądy.

Największym wstrząsem jest jednak kolejny przystanek w filmie - palestyńsko-izraelski. Jak mówi autor dokumentu: - To prawdopodobnie jedyne miejsce na świecie, gdzie istnieją dwie sceny rapu reprezentujące zwalczające się kraje. Jak jednak szybko się przekonujemy, nie przeszkadza to muzyce. W filmie występuje bowiem zespół składający się z muzyków dwóch różnych religii.

Ostatnim miejscem, w które zabiera "Wściekła siła rapu jest Senegal. Poznajemy tam pierwszy damski skład hiphopowy w tym kraju - Alif. Śpiewające o feminizmie i braterstwie raperki są tam undergroundowymi gwiazdami. O początkach swojej kariery opowiadają, stojąc na tle graffiti z nazwą legendy amerykańskiego hip-hopu - Wu-Tang Clan. Na koniec wracamy do Stanów, gdzie jesteśmy świadkiem muzycznej bitwy USA kontra Afryka. Polega ona na tym, że poszczególni członkowie zespołów wykonują taniec i rapują, odpowiadając na to, co pokazał wcześniej ich przeciwnik. To jedyna forma walki, do jakiej nawołują bohaterowie "Wściekłej siły rapu". Przez cały film jest bowiem podkreślana siła muzyki w łączeniu ludzi, budowaniu relacji. Muzyka jest jedynym sposobem walki bohaterów. To bardzo ważna pierwsza lekcja rapu.

@RY1@i02/2011/131/i02.2011.131.196.006a.001.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.