Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Literatura, muzyka, filmy, wystawy

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Parę dobrych pomysłów, które zostały zmarnowane - tak można określić "Nie- obecnych" Bartosza Żurawieckiego. Niestety, pisanie książek, w których na plan pierwszy pcha się ideologia (a nie opowieść), to pomysł, który rzadko daje efekt w postaci ciekawej prozy. Co więcej, aby pozbawić nas wątpliwości co do tego, o czym będziemy czytać, wydawca informuje na okładce: "W naszym świecie geje i stare kobiety czują się wykluczeni. Przeczytaj o tym, jak gej i starsza kobieta wykluczają cały świat".

Oczywiście ten opis krzywdzi sam tekst, który - choć nie jest udany - dałoby się czytać na przy- najmniej parę innych sposobów. Na przykład jako nieco groteskową książkę o byciu wymazanym ze świata - bo główny bohater, nazwany wyłącznie inicjałem A., w pewnym momencie zauważa, że rozmył się w rzeczywistości, nikt go nie dostrzega, co umożliwia mu wesołe korzystanie z życia, na przykład kradzieże sklepowe i absencję w pracy. Generalnie cała egzystencjalna sytuacja, w której ów 40-letni niewidoczny mężczyzna za jedynego kumpla ma kanarka, jest dość pociągającym pomysłem literackim.

No ale skończmy z literaturą, teraz ideologia, o której dostrzeżenie prosi wydawca. Główny bohater jest - nietrudno zgadnąć - gejem. Jego partner wyjechał do Londynu, gdzie się świetnie urządził, przez co A. musi korzystać z portali randkowych dla osób jego orientacji, co mu nie wychodzi. W wolnych chwilach od tych zajęć zaczyna się zajmować dziwnym, odurzonym dresiarzem, który mieszka w tym samym budynku - nie wiadomo za bardzo, niestety, o co chodzi w tej znajomości. Dobrze za to wiadomo, o co chodzi w przypadku znajomości drugiej - oto A. zaczyna się kolegować z dobiegającą sześćdziesiątki panią Marią, emerytowaną urzędniczką, wdową, a zarazem matką niecnego ekspartnera A., który wybrał londyńskie bulwary. Co to za osobliwa przyjaźń? Wydawca wyjaśnił na okładce, żebyśmy się nie zmęczyli myśleniem. Skoro więc już wiemy, że oboje czują się wykluczeni (z powodu starości i homoseksualizmu, gdyby ktoś zapomniał, choć w książce nie znajdziemy ani jednej sytuacji, w której się owo wykluczenie realizuje), możemy podejrzewać, że wybuchnie bunt. Nasi bohaterowie postanawiają zatem... wystrzelać episkopat.

"Moja książka jest nie realizacją żadnego programu ideologicznego czy ilustracją jakichś tez, tylko tzw. literaturą piękną" - mówił autor książki. Ubolewam, ale jest dokładnie na odwrót. Parę literackich pomysłów ginie tu w gąszczu odgórnych założeń.

Postępowi ludzie tłumaczyli mi kiedyś, że to niepoprawne, by myśleć o ludziach przez pryzmat ich orientacji seksualnej, ponieważ ta kwestia niczego nie zmienia. Otóż "Nieobecni" przeczą temu na całej linii. Powieść Żurawieckiego pokazuje akurat, kompromitując przy okazji całkiem słuszne idee emancypacji seksualnej, że geje chcą być głównie gejami - i to wyznacza horyzont ich świata. Jest to świat zamknięty dla innych, tych po złej stronie. Autorka tego tekstu nie jest gejem i z tego względu, jak rozumiem, zasługuje na rozstrzelanie łącznie z episkopatem.

Patrycja Pustkowiak

@RY1@i02/2011/131/i02.2011.131.196.027a.001.jpg@RY2@

Była Destiny''s Child wydała czwartą solową płytę, dzień po premierze w Polsce została złotą, na której karmi fanów sprawdzonymi melodiami. Na "4" są odniesienia do klimatu Motown ("Love on Top"), zabawa nowoczesnymi dźwiękami ["Run the World (Girls)"] i nastrojowe ballady, w których pokazuje możliwości wokalne ("1 + 1"). Przy płycie Beyoncé pomagali zawodowcy: Kanye West, Diane Warren, Ester Dean i Babyface. Razem nie stworzyli nowatorskich bitów i nie zmienili biegu historii muzyki, ale pokazali, że wśród wokalistek Beyoncé jest królową.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2011/131/i02.2011.131.196.027a.002.jpg@RY2@

Był czas, kiedy Goran Bregović i Yugoton dali świeży oddech polskiej muzyce. Szybko jednak zjedli własny ogon i wypompowali modę na bałkańskie dźwięki. Multiinstrumentalista Przemek Sokół znany z jazzowego projektu Frittata albo folkowych Lala i Jevo Kamanda zmierzył się z bałkańsko-słoweńską muzyką i o dziwo wyszło przyzwoicie. Sokołowi udało się uniknąć weselnej przaśności na rzecz klimatycznego grania jak z filmów Kusturicy. Na "Slavic Soul" nie brakuje dźwięków z funku, jazzu i pop - ten ostatni wypada akurat najsłabiej.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2011/131/i02.2011.131.196.027a.003.jpg@RY2@

Niemiecka formacja Atari Teenage Riot zasłynęła w połowie lat 90. połączeniem elektronicznych bitów z hardcoreowym hałasem oraz upolitycznioną postawą. Rozpadła się w roku 2000, aby reaktywować dekadę później. Płyta "Is This Hyperreal?" to pierwsze wspólne dzieło oryginalnych członków ATR - Aleka Empire oraz Nic Endo oraz nowego na pokładzie, rapera CX KiDTRONiK-a i... bodaj najmocniejszą pozycja w ich dorobku. Ostre gitarowe riffy i frenetyczne drumnbassowe podkłady stają się dla zespołu podium do wykrzyczenia wywrotowych haseł.

Sebastian Rerak

@RY1@i02/2011/131/i02.2011.131.196.027a.004.jpg@RY2@

Sukces "Samych swoich" był w równej mierze zasługą reżysera Sylwestra Chęcińskiego, autora scenariusza Andrzeja Mularczyka oraz fenomenalnych odtwórców wiodących ról: Wacława Kowalskiego - Pawlaka i Władysława Hańczy - Kargula. Film jest wyrozumiałym lustrem sarmackiego charakteru Polaków, rodzimych wad i zalet. Historia dwóch zwaśnionych rodów, która zadawniony spór o miedzę przeniosła na ziemie zachodnie, była w prostej linii kontynuacją polskości opisywanej przez Fredrę w "Zemście". Fenomen filmu Chęcińskiego wymyka się jednak jednoznacznym interpretacjom. Na sukces przedsięwzięcia złożyło się też usytuowanie jej w określonym kontekście politycznym, i bodaj po raz pierwszy w polskim kinie wykorzystanie na taką skalę jędrnej, kresowej gwary. Kolejne części sagi: "Nie ma mocnych" z 1974 roku i "Kochaj albo rzuć" z 1977 roku, wyglądają przy pierwowzorze jak pozycje wymuszone przez koniunkturę, mają również nieprzyjemny wydźwięk ideologiczny. Swatanie Ani Pawlakówny w "Nie ma mocnych" oraz perypetie związane z podbojem Polonii chicagowskiej w "Kochaj albo rzuć" były laurkowym, zakłamanym obrazem PRL-u. Można by mnożyć kolejne zarzuty, ale z kultem i tak przecież nie wygramy. Jak mawiał Pawlak: "Wróg! Ale mój, swój, nasz - na własnej krwi wyhodowany!". Widzowie i tak wiedzą, co dobre.

Łukasz Maciejewski

@RY1@i02/2011/131/i02.2011.131.196.027a.005.jpg@RY2@

Afisze będące plastycznymi interpretacjami wydarzeń kulturalnych oraz politycznych i społecznych ostatnich lat. Dzieła Waldemara Świerzego, Lecha Majewskiego, Macieja Buszewicza i Leksa Drewińskiego (na reprodukcji) oraz dokonania początkujących grafików - łącznie prawie pół tysiąca prac stu autorów. To wszystko można zobaczyć w ramach XV Salon Plakatu Polskiego w Muzeum Plakatu w Wilanowie. Wystawa, której tematem przewodnim jest nowoczesność, potrwa do 4 września.

czar

@RY1@i02/2011/131/i02.2011.131.196.027a.006.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.