Łóżkowe zapasy
Sytuacja wyjściowa w "Kobiecie, która pragnęła mężczyzny" wydaje się wzięta żywcem z mokrego snu reżysera Pera Flya
Podczas wizyty w Paryżu Dunka o imieniu Karen wskakuje do łóżka przypadkowo poznanemu Polakowi - Maćkowi. Wzięta pani fotograf i cyniczny macho nie zamierzają podziwiać uroków pocztówkowego Paryża. Do pełni szczęścia wystarczą im hotelowy pokój, przestronne łóżko i własne nagie ciała. Oparta na desperackiej ucieczce od rutyny relacja Karen i Maćka przypomina początkowo postawę znaną z filmów Bernardo Bertolucciego. Zamiast tańczyć zmysłowy taniec, bohaterowie wykonują jednak tylko niezdarne pląsy. W efekcie tajemniczość "Ostatniego tanga w Paryżu" ustępuje w "Kobiecie..." miejsca przestylizowanemu banałowi rodem z "Samotności w sieci".
Fly znęca się nad swoją bohaterką. Wyraźnie podkreśla, że wystarczy jeden impuls, by kontrolę nad życiem kobiety przejęły trudne do poskromienia instynkty. Podczas gdy Maciek bez trudu zachowuje zdrowy rozsądek, Karen miota się, ciska i histeryzuje. Bez zastanowienia przekreśla dotychczasowe życie i opuszcza męża oraz córeczkę. W patriarchalnym świecie kobieta, która stawia namiętność ponad uporządkowane życie, musi ponieść karę. Pozbawiona wsparcia rodziny Karen porusza się po świecie po omacku. Jest słaba, zdezorientowana i zupełnie bezbronna.
Natrętnie konserwatywną wymowę "Kobiety..." podkreśla dodatkowo warstwa formalna. Poczucie wyobcowania Karen wzmacnia osadzenie akcji wśród nieprzyjaznych, sterylnych wnętrz. Choć Fly swobodnie przemieszcza się z kamerą między Paryżem, Warszawą i Kopenhagą, wszędzie dostrzega tylko tę samą pustkę. Z ostentacją przeciąga ujęcia i upaja się uzyskanym w ten sposób kontrastem między gorącym romansem bohaterów a jego beznamiętnym tłem. Reżyserski narcyzm przynosi jednak więcej szkody niż pożytku. Zamiast stylistycznej konsekwencji dostajemy zbiór nudnych, przestylizowanych obrazów.
Film reklamowany jako skandalizujący dramat erotyczny nie sprawdza się nawet na polu stymulacji zmysłów. "Kobieta..." nie uwodzi, nie porusza, nie podnieca. W porównaniu z odwagą w podejściu do cielesności ukazaną w "Ostrożnie, pożądanie" Anga Lee czy "Intymności" Patrice’a Chereau, przypomina wręcz kino familijne. Inaczej niż w tamtych filmach, seks w żaden sposób nie pogłębia ani nie komentuje relacji między bohaterami. W ujęciu Pera Flya stanowi tylko jeszcze jedną płaszczyznę artystycznej impotencji.
@RY1@i02/2011/117/i02.2011.117.196.026b.001.jpg@RY2@
Piotr Czerkawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu