Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Jak zmieniano Dziki Zachód

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Można wysłać kowbojów w kosmos albo na wojnę. Lub jak Piotr Uklański w "Letniej miłości" zamienić western w artystyczną prowokację

 "Letnia miłość" (2006). "Najgorszy film wszech czasów?" - głosi tytuł jednego z forów na stronie Imdb. com. Od użytkowników największego filmowego serwisu internetowego obraz Piotra Uklańskiego zbiera solidne baty. I rzeczywiście, wszyscy, którzy spodziewają się prawdziwej opowieści z życia Dzikiego Zachodu - na dodatek zachęceni rolą Vala Kilmera - mogą poczuć się rozczarowani. Film Uklańskiego, w pełni korzystający z westernowego sztafażu, jest artystyczną prowokacją, grą z przyzwyczajeniami widza, szyderczym żartem. Od sztampowego pomysłu (do miasteczka przybywa obcy, prowadząc ze sobą poszukiwanego przestępcę) poprzez przerysowaną grę aktorów po świadomie tandetne dekoracje. Piotr Uklański od zawsze w swojej sztuce igra z medialnymi i ekranowymi wizerunkami idoli - wystarczy przypomnieć jego głośną wystawę "Naziści", na której pokazał zdjęcia znanych aktorów w hitlerowskich mundurach. Daniel Olbrychski w ułańskiej szarży pomachał w warszawskiej Zachęcie szablą, oskarżając Uklańskiego o szarganie jego wizerunku. Niejeden z widzów, którzy nabiorą się na "Letnią miłość", chciałby szablą przeciąć telewizor. Ale każdemu, kto jest świadomy kontekstu i artystycznej manipulacji, film Uklańskiego dostarczy sporo zabawy.

"Prawo i pięść" (1964). Zostańmy na chwilę przy polskim kinie. Lata 60. przyniosły parę filmów, których akcja wzorowana była na hollywoodzkich westernach, ale rozgrywała się na ziemiach odzyskanych (gdzie toczyła się walka z szabrownikami) albo w Bieszczadach (gdzie dla odmiany straszyły niedobitki band UPA). Oparte na powieści Józefa Hena "Prawo i pięść" Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego również jest ideologicznie słuszne, ale przede wszystkim to znakomite kino akcji, ze świetnym Gustawem Holoubkiem w roli ostatniego sprawiedliwego. No i ze stuprocentowo westernową balladą "Nim wstanie dzień", zaśpiewaną przez Edmunda Fettinga i napisaną przez Agnieszkę Osiecką do muzyki Krzysztofa Komedy. Perła.

"Lemoniadowy Joe" (1964). Przepyszna parodia westernu zrealizowana w iście czeskim stylu. Jak przystało na klasyczną opowieść z Dzikiego Zachodu, wszystko jest tu czarno-białe. A więc ten dobry - czyli Lemoniadowy Joe - nosi biały strój, a złoczyńcy - czarne. Reżyser Oldrich Lipsky uwielbiał podobne popkulturowe zabawy - wiele lat później przeniósł na ekran "Tajemnicę zamku w Karpatach" Vernea. Zaś "Lemoniadowy Joe" był czechosłowackim kandydatem do oscarowej nominacji. Z oczywistych dość względów nie miał na nią szans.

"Firefly" (2002 - 2003). Science fiction często zaskakująco odwołuje się do westernów. Ot, choćby George Lucas przyznawał, że w "Gwiezdnych wojnach" zarówno Han Solo, jak i Boba Fett są inspirowani postaciami z klasycznych opowieści o Zachodzie. Nikomu jednak nie udało się tak idealnie połączyć westernu i space opery, jak Jossowi Whedonowi w serialu "Firefly". Tu nie tylko pojawiają się tradycyjne tematy z westernów (bohaterowie to ludzie, którzy walczyli w wojnie domowej po przegranej stronie), ale także kostiumy, gadżety, a nawet muzyka. "Firefly" przetrwał zaledwie jeden sezon, doczekał się filmowej kontynuacji "Serenity", ale dziś cieszy się statusem serialu kultowego. Zasłużenie.

"Złoto dla zuchwałych" (1970). Idealne połączenie kina wojennego, przygodowego i westernu. Grupa amerykańskich żołnierzy dezerteruje z pola bitwy, by ukraść z banku zagrabione przez Niemców złoto. Do naszego zestawienia film trafiłby choćby ze względu na genialną scenę finałową - niemal bliźniacze powtórzenie końcowego pojedynku ze spaghetti westernu "Dobry, zły i brzydki", w którym - podobnie jak w "Złocie dla zuchwałych" - główną rolę grał Clint Eastwood.

"Rango" (2011). Jeszcze niedawno gościł w naszych kinach, teraz warto poczekać na wydanie DVD. Animowany spaghetti western, którego główny bohater kameleon trafia do miasteczka bezprawia, rządzonym przez pazernego burmistrza. Nieco wbrew swojej woli (choć trzeba przyznać, że na skutek własnych łgarstw, którymi chciał zrobić wrażenie na pięknej dziewczynie) Rango musi samotnie zmierzyć się z bandą rzezimieszków. I choć wszystkie postacie w animacji Gorea Verbinskiego są zwierzętami, to scenariusza i realizacji sam Sergio Leone by się nie powstydził.

@RY1@i02/2011/112/i02.2011.112.196.0004.001.jpg@RY2@

"Letnia miłość" Piotra Uklańskiego

Jakub Demiańczuk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.