Seks w remizie
"Studentki" to fałszywka. Realizacyjnie jest niewiele lepiej od dokonań Piotra Matwiejczyka, intelektualnie dryfujemy na poziomie "Super Expressu"
Temat prostytucji, również wśród nieletnich, został przenicowany przez kino na wszystkie sposoby. Trzeba prawdziwego wyczucia, żeby sięgając po raz kolejny po tę tematykę, nie osunąć się w banał. Bercot tego wyczucia brakuje. W jej ujęciu prostytuujące się panienki to wyłącznie zmizerowane dziewczynki z zapałkami, które sprzedają ciało, żeby zarobić na ogrzewanie odnajmowanej sutereny. Dziwki są jednak świeże, urodziwe i wyperfumowane; natomiast ich klienci to wąsate oblechy. Po co bawić się w subtelności?
Laura (słabiutka Déborah Franćois) idzie w tango. Ma dziewiętnaście lat, jest pilną studentką, świetnie się ubiera, ale reżyserka filmu "Studentki" usiłuje nam wmówić, że tak naprawdę nie stać jej na czynsz i kartofle z omastą w barze mlecznym. Co zatem robi pensjonarka na diecie cud? Klika gdzie trzeba i zaczyna się puszczać. Od jednego zboka wędruje do drugiego. Klientów przybywa, cnoty ubywa. Laura coraz staranniej dobiera oferty, za wyjątkowo perwersyjny show otrzymuje nawet laptopa, a w dniu urodzin dzwoni do mamy na wsi i informuje ją, że wszystko jest w porządku. Bo generalnie tak jest. Na razie Laura się puszcza, ale wkrótce będą z niej ludzie. Wspaniale zda egzaminy, wyleczy się z "dziwkarstwa" oraz w blond peruce udzieli wywiadu telewizyjnego ku przestrodze kolejnych głodujących dziewcząt na paryskim bruku.
Francja nie jest zresztą w tym kontekście elegancka. W cieniu wieży Eiffla obowiązuje strategia podaży/sprzedaży. Piękna sumka za piękną pupę. Ale Bercot nie robi właściwie żadnego użytku z obserwacji tego typu. Nie wiadomo, czy broni puszczałek na uniwerku, czy je oskarża; jest za czy przeciw. Nie kpię z problemu - nie tylko we Francji młodzi ludzie, również faceci, dorabiają sobie, szukając "sponsorów". Nie dyskutuję z faktami, nikogo nie oceniam. Postawa moralisty, który dyskwalifikuje zachowania sprzeczne z jego naturą, wydaje mi się z gruntu nieuczciwa. Każdy jest kowalem swojego losu. Natomiast w filmie Emmanuelle Bercot, który - jak twierdzi polski dystrybutor, "wywołał we Francji skandal" - skandalem jest według mnie stylistyczna łopatologia i intelektualna bezradność reżyserki wobec poruszanego przez nią problemu. To seksualne tango w Paryżu przypomina raczej gościnne występy w krajowej remizie strażackiej. Bara bara bara, riki tiki tak.
@RY1@i02/2011/112/i02.2011.112.196.028b.001.jpg@RY2@
Łukasz Maciejewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu