Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Cudowne lata

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Mieli być sensacją jednego roku, tymczasem Arctic Monkeys wydają już czwarty album "Suck It and See". Szybko dojrzeli i grają kolejny sezon w pierwszej lidze

Można im wiele zarzucić. Mieli znacznie łatwiejszy start niż większość debiutujących zespołów, bo wypromowali się sami dzięki internetowi. Szybko stali się pupilkami brytyjskiej prasy, która do dziś nie napisała o nich złego słowa. Banda 20-letnich chłopaków z Sheffield pojawiła się we właściwym miejscu i czasie, kiedy Brytyjczycy mieli dosyć rockandrollowej gwiazdorki w wykonaniu The Libertines. Potrzebowali w muzyce melodyjnych piosenek i niewydumanych tekstów. Pięć lat po bestsellerowym albumie "Whatever People Say I Am, Thats What Im Not" jednego nie można zarzucić Arctic Monkeys - mimo oszałamiającego sukcesu wciąż nie osiedli na laurach. Właśnie ukazuje się ich czwarty, bardzo solidny krążek.

Dwa pierwsze single "Brick By Trick" i "Dont Sit Down Cause Ive Moved Your Chair" co prawda zapowiadały kolejny ciężki i mocno psychodeliczny rockowy album w stylu przedostatniego "Humbug" - ale bez obaw. Tym razem Alex Turner zabrał swoją ekipę nie do posiadłości Josha Hommea na pustyni Mojave, ale do legendarnego studia Sound City w Los Angeles, a za stołem mikserskim usiadł ich wcześniejszy producent James Ford. Po pierwsze żeby pokazać, że wciąż zapatrzeni są w Amerykę i chcą brzmieć jak ich ulubione zespoły stamtąd: The Cramps, The Stooges, Pixies, Nir-vana, Queens Of The Stone Age. Po drugie żeby przypomnieć sobie, jak się nagrywa piosenki w stylu The Smiths czy The Jam, których oczekują od nich przecież brytyjscy fani. To specjalnie dla nich powstało chociażby "Black Treacle" ze spokojnym rytmem na cztery, pięcioma akordami i chwytliwym refrenem zaśpiewanym chórem przez cały zespół czy równie melodyjne tytułowe "Suck It and See", które momentami kojarzy się z The Stone Roses, co oczywiście gwarantuje sukces na listach przebojów tego lata. Jeśli Brytyjczycy narzekali w zeszłym roku na brak dobrych gitarowych piosenek, teraz będą mogli tylko marudzić na nadmiar Arctic Monkeys w rozgłośniach radiowych.

Dowodem na to, że wraca stare dobre Arctic Monkeys, a raczej starsze i lepsze, jest nie tylko wyraźna zmiana imageu - chłopaki ścięli długie włosy, zgolili brody i przestali udawać starszych, niż na to wyglądają. Zmiany słychać również w ich muzyce, szczególnie w grze gitarzysty Jamiego Cooka. W "Library Pictures" brzmi mocno, soczyście, gra na przesterze i pozwala sobie pod koniec na ognistą solówkę. Znów w "Reckless Serenade" gra delikatnie, harmonijnie, bez żadnych szaleństw. A motorem napędowym jest Matt Helders, których nawet w spokojnej balladzie "Love Is a Laserquest" nie nudzi się za perkusją. Co z liderem zespołu Aleksem Turnerem? Młodzieńczej chrypki, zadziorności i nieokrzesanego charakteru pozbył się przy okazji retropopowego projektu The Last Shadow Puppets. Śpiewa czysto, profesjonalnie, ale ciągle z charyzmą, a kiedy trzeba to i dosyć wzruszająco. Rozczarowują tylko nieco teksty, które czasem sprawiają wrażenie wydumanych lub nonsensownych. W wywiadach artysta mówi, że wzorem jest dla niego Bob Dylan i tak jak on chce się bawić dźwiękiem słów, skojarzeniami i z przymrużeniem oka wymyślać metafory. Niestety kiedy śpiewa: "Pocałuj błyskawicę i powiedz, jak smakuje/Ćwicz ciosy karate, jadąc na rolkach/Tańcz macarenę na legowisku diabła/Tylko nie próbuj siadać, bo przesunąłem twoje krzesło", i w refrenie powtarza "yeah-yeah-yeah", to pachnie to grafomaństwem. A bardziej dosłowne historie damsko-męskie nie są tak dobrze napisane jak niegdyś "When the Sun Goes Down" czy "Fluorescent Adolescent".

Mimo tych drobnych niedogodności "Suck It and See" słucha się dobrze i śmiało można go uznać za drugi najbardziej udany krążek w dorobku Arctic. Dla porównania: hołubieni przez Amerykanów The Strokes potrzebowali dziesięciu lat, żeby nagrać cztery albumy, a ich najnowszy "Angles" po raz kolejny okazał się zwykłą fuszerką. Tymczasem Brytyjczycy pokonali syndrom drugiej płyty, a także w pełni wykorzystali szansę daną im przez media i wytwórnię. Nie muszą budować swojej pozycji, tkwiąc w cieniu głośnego debiutu ani obrzucając błotem inne kapele. U nich muzyka jak na razie broni się sama, a to dzisiaj rzadkość.

@RY1@i02/2011/112/i02.2011.112.196.0031.001.jpg@RY2@

Jacek Skolimowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.