Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Strawiński nie oszczędza nikogo

3 lipca 2018

W Teatrze Wielkim Operze Narodowej precedensowa premiera - w ciągu jednego wieczoru zaprezentowane zostaną trzy różne choreografie do wielkiego dzieła Igora Strawińskiego. Orkiestrę Opery Narodowej poprowadzi Łukasz Borowicz rozmawiała

Łukasz Borowicz: W tamtym czasie utwór musiał być szokujący, stąd reakcja publiczności - krzyki, zagłuszanie muzyki, ale moim zdaniem dużo większym niezrozumieniem było niedocenienie przez publiczność opery "Carmen" Bizeta. Jeśli chodzi o legendarną trudność utworu, to rzeczywiście nie jest to utwór łatwy, ale znakomicie zapisany w nutach, więc daje olbrzymie szanse poprawnego wykonania, tylko każdy wykonawca i dyrygent muszą dać z siebie wszystko. Ze mną "Święto wiosny" jest od zawsze. W liceum słuchałem nagrania Pierrea Bouleza z Orkiestrą Clevelandzką, później były kolejne płyty, wykonania na żywo. O "Święcie wiosny" opowiadał mi też mój profesor Bogusław Madey, który dyrygował przed Strawińskim.

To nie jest trudne, to jest ciekawe. Jest duży kontrast pomiędzy choreografiami. Pierwsza i trzecia to odtworzenie historycznych pomysłów - choreografii Niżyńskiego i Béjarta. Zupełnie inna jest współczesna choreografia Emanuela Gata. Ponieważ obraz będzie zupełnie inny w trzech spojrzeniach na ten utwór, to "Święto wiosny" zabrzmi na pewno inaczej, nawet jeśli my zagramy podobnie.

Zaczęło się od moich spotkań z choreografami, uczestniczyłem w próbach baletowych, a w międzyczasie zacząłem pracę z orkiestrą. Dyrygent musi wiedzieć, jaka jest intencja choreografii, i zapamiętać dokładnie najtrudniejsze momenty. Obserwowanie prób uświadomiło mi, jak bardzo niewygodne tempo narzucone przeze mnie może przeszkadzać tancerzom.

Odbiór muzyki Strawińskiego jest poważnie zaburzony. Wszystkie balety słyszymy wciąż jako utwory symfoniczne, w oderwaniu od ich intencji. Praca nad spektaklem pozwala mi wrócić do źródeł, odkryć energię, jaka tkwi w tym utworze, a wynika bezpośrednio z ruchu. Inscenizacja pierwotnej wersji - rekonstrukcja choreografii Niżyńskiego - przenosi nas w tamten czas. Wyobrażam sobie, jak wyglądały przygotowania do prapremiery. Odbywały się przy fortepianie, nie było przecież nagrań i wielkie musiało być zaskoczenie tańczących, kiedy po stu kilkudziesięciu próbach w końcu usłyszeli orkiestrę. Tego szoku ogromnie im zazdroszczę.

To utwór skomplikowany rytmicznie. Strawiński nie oszczędza nikogo, każdy ma coś trudnego do zagrania. Dyrygent powinien przede wszystkim pokazać początek każdego kolejnego taktu. W tym utworze to skomplikowane, bo metrum co chwilę się zmienia. Moją rolą jest kontrolowanie sytuacji. Zimny sposób dyrygowania, taki jak u Bouleza, świetnie się sprawdza.

@RY1@i02/2011/112/i02.2011.112.196.034b.001.jpg@RY2@

Agata Kwiecińska, Polskie Radio

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.