Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Kariera pluszowego misia

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Co łączy ekonomistów z dziećmi? I jedni, i drudzy nie wyobrażają sobie świata bez zabawek. Lalki, misie czy wszelakie gry to nie tylko radość najmłodszych, ale również rynek generujący co roku globalnie aż 84 mld dol.

Już Platon zalecał w "Państwie", by rodzice zachęcali dzieci do zabawy klockami. Zdaniem starożytnego klasyka to najlepszy sposób na wychowanie tak potrzebnych społeczeństwu zdolnych i sprawnych inżynierów. Drewniane lalki (można je znaleźć w egipskich grobowcach sprzed czterech tysięcy lat) czy miniaturki żołnierzy spełniały podobne zadania. Miały przygotowywać dziatwę do ich przyszłych społecznie użytecznych ról matek i wojowników.

Zarabianie na zabawkach konkretnych pieniędzy przyszło później. Prekursorami tego interesu byli Niemcy. Już w XV w. Norymberga (wówczas wolne miasto i gościnna rezydencja wielu niemieckich cesarzy) uchodziła za europejską stolicę handlu drobiazgami od guzików po zabawki właśnie: tu powstawały drewniane żołnierzyki, dziecięce bębenki i wypchane laleczki. Z biegiem czasu rola zabawkowego zagłębia rozciągnęła się na całe południowe Niemcy. W Sonnenbergu na granicy dzisiejszej Bawarii i Turyngii wraz z XIX-wieczną rewolucją przemysłową rozpoczęła się masowa produkcja zabawek. Nie tylko na rynek europejski, ale coraz częściej także na sprzedaż za ocean.

Prawdziwa lawina ruszyła dopiero z początkiem XX w. za sprawą pluszowych niedźwiadków. Kariera misia przytulanki do dziś stanowi jeden z dowodów na powstanie pierwszych na świecie mediów masowych. Wszystko zaczęło się pewnego listopadowego dnia w 1902 r., gdy ówczesny prezydent USA Theodore Roosevelt gościł w stanie w Missisipi na zaproszenie lokalnego gubernatora, bawiąc na polowaniu. Czas mijał i wszyscy uczestnicy zabawy już coś ustrzelili. Wszyscy, z wyjątkiem prezydenta. Gorliwi gospodarze, chcąc uniknąć niezręczności, uciekli się do podstępu. Wysłana w las ekipa miała jak najszybciej złapać dla prezydenta niedźwiedzia, ogłuszyć go i wystawić na strzał. Ale tak, by prezydent niczego się nie domyślił. Fortel wyszedł jednak na jaw, a Teddy (jak nazywali Roosevelta Amerykanie) odmówił zabicia misia. Historia przedostała się do prasy i stała się tematem serii rysunków w dzienniku "Washington Post". Te z kolei bardzo spodobały się Morycowi Michtomowi, żydowskiemu emigrantowi z Rosji, który prowadził na Brooklynie sklepik z cukierkami. Jego uzdolniona artystycznie żona wykonała miniaturkę niedźwiadka i ozdobiła nim (z podpisem "Teddybear") sklepową wystawę. Zainteresowanie przerosło najśmielsze oczekiwania. Już rok później zapotrzebowanie na misie było tak duże, że znajdująca się po drugiej stronie oceanu niemiecka firma Margarete i Richarda Steiffów (zaczynali od produkcji poduszek) zaczęła wysyłać do USA własne maskotki. Firma Steiffów istnieje do dziś i specjalizuje się w małych, ale drogich seriach kolekcjonerskich. Kilka lat temu jedna z ich zabawek poszła na aukcji za 156 tys. euro. Najwięksi fani teddybearów cyklicznie spotykają się zresztą na targach w Wiesbaden i westfalskiej Rhedzie Wiederbruecku.

Pluszowe maskotki to dziś zaledwie mała część zabawkowego biznesu. Toy Industry Association (TIA) szacuje, że rynek od lat stale pęcznieje. Tylko od 2007 r. rozrósł się z 78 do 84 mld dol., licząc w tym spadek obrotów w kryzysowym 2008 r. Niekwestionowanym liderem są tu Stany Zjednoczone, na które przypada ponad jedna czwarta globalnych obrotów. Co ciekawe, nie oznacza to wcale, że Amerykanie są liderami w rozpieszczaniu swoich pociech drogimi zabawkami. Według ITA przeciętny dzieciak w USA dostaje co roku prezenty warte ok. 280 dol. Czyli mniej niż Francuz (308 dol.), Brytyjczyk (381 dol.) czy Australijczyk (401 dol.). O niebo jednak więcej niż młody Brazylijczyk (51 dol.), Hindus (6 dol.) czy Chińczyk (20 dol.). Chińczycy mogą pocieszać się jedynie tym, że cały świat bawi się zabawkami wyprodukowanymi w ich kraju. Według TIA to ok. 80 proc. znajdującego się dziś w obiegu wolumenu, na czym Państwo Środka zarabia ok. 9 mld dol. rocznie.

@RY1@i02/2011/107/i02.2011.107.186.002b.001.jpg@RY2@

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.