Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Rozśmieszacz wykształciuchów

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Dokument o Jacku Fedorowiczu - zabawny i podszyty inteligentną refleksją

Trudno uwierzyć, że jako artysta małego ekranu Jacek Fedorowicz jest równolatkiem naszej telewizji. Satyryk zadebiutował na antenie w 1956 roku, gdy TVP zaczęła emitować stały program. Nic zatem dziwnego, że na rozmowę z bohaterem Katarzyna Suchcicka umówiła się w telewizyjnym muzeum przy Woronicza - "Fedor" to żywy eksponat, świadek i współtwórca rozwoju rodzimej mutacji najpotężniejszego medium XX wieku.

"Kolega inteligent" zrealizowany jest w konwencji starej jak telewizja. Kręgosłupem narracji są wspomnienia Fedorowicza, przetykane fragmentami starych filmów, audycji i kronik oraz monologami jego znajomych ze sceny i życia prywatnego, m.in. Bohdana Łazuki, Jerzego Gruzy, Stanisława Tyma i Andrzeja Wajdy. Zatem gadające głowy plus archiwalia - a jednak to się ogląda. Fedorowicz opowiada ze swadą i dystansem do siebie, a koledzy z branży mu nie cukrują - Gruza, który obsadził go m.in. w charakterze prowadzącego "Małżeństwo doskonałe", wypala wprost, że jako aktor wiarygodny był on tylko wtedy, nie udawał i grał siebie. Siebie, czyli inteligenta zmagającego się z nonsensami realnego socjalizmu, a potem wolnego rynku i demokracji. Bo film Suchcickiej to nie tylko próba artystycznej biografii absolwenta malarstwa ASP, który odkrył w sobie duszę satyryka i współtworzył legendarny teatr Bim-Bom, telewizyjnego showmana z "Małżeństwa doskonałego" i "Poznajmy się", scenarzystę, tekściarza, autora i wykonawcę skeczy w "60 minut na godzinę" w radiowej Trójce. To także szkic do portretu przedstawiciela wymierającej formacji intelektualnej, która działalność publiczną, nawet jeśli zahaczała o komedianctwo, postrzegała jako rodzaj służby społecznej. W latach 80. Fedorowicz zaangażował się w działalność opozycyjną nie tylko jako autor słynnych parodii dziennika TV oraz solidarnościowego komiksu. Po wprowadzeniu stanu wojennego satyryk czynnie organizował pomoc dla represjonowanych, rezygnując z występów w mediach i na oficjalnych imprezach.

W filmie jest mnóstwo anegdot i ciekawostek. Moja ulubiona dotyczy komedii "Nie ma róży bez ognia". Okazuje się, że scena, w której Fedorowicz zmaga się z windą na ścianie mrowiskowca, była hołdem dla Bustera Keatona, który w podobny sposób próbował się uporać ze wskazówkami zegara na nowojorskim wieżowcu w filmie "Jeszcze wyżej" Freda Newmeyera i Sama Taylora. Bareja i Fedorowicz uwielbiali humor oparty na gagach sytuacyjnych.

@RY1@i02/2011/102/i02.2011.102.196.005a.001.jpg@RY2@

Cezary Polak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.