Szelmostwa kapitana Jacka
Co za dużo, to niezdrowo. "Piraci z Karaibów" po raz czwarty na ekranach bardziej nużą, niż bawią, choć Johnny Depp i Geoffrey Rush cały czas są w znakomitej formie
Podobno przed premierą pierwszej części "Piratów z Karaibów" nawet producenci - z Jerrym Bruckheimerem na czele - nie byli przekonani, że film odniesie sukces. Wielokrotnie próbowali zmienić odtwórcę głównej roli, twierdząc, że widownia nie kupi pirackiego wcielenia Johnny’ego Deppa. Pomylili się na szczęście - Depp jako Jack Sparrow zachwycił i publiczność, i krytyków. Gore Verbinski na stołku reżyserskim udowodnił, że błąd popełnili ci, którzy chcieli awanturniczo-pirackie kino odesłać do lamusa. "Klątwa Czarnej Perły" była sukcesem komercyjnym i kapitalną rozrywką. A kolejne dwie części serii niewiele jej ustępowały. I wydawało się, że "Na krańcu świata" zamknie cykl o morskich rzezimieszkach. Ale Bruckheimer nie zwykł trzymać w ukryciu kury znoszącej złote jajka. Tyle że "Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach" to najlepsza droga, by tę kurę zarżnąć.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.