Słodko, gorzko, kwaśno
Leniwy weekend w pustym domu, gry komputerowe, przyjacielskie rozmowy. Siłą "Sezonu na kaczki" jest założony minimalizm. To rozgadane, ironiczne, konceptualne kino
To film zdecydowanie niszowy. Dystrybutor, wprowadzając tytuł do obiegu, musi liczyć się z tym, że publiczność będzie symboliczna. Niewiele pomogą nawet chwytliwe hasła sugerujące, że Eimbcke jest reinkarnacją młodego Jarmuscha. Nie jest, i myślę, że naprawdę nie warto wprowadzać widzów w błąd. "Sezon na kaczki", podobnie jak znany z kin studyjnych kolejny film reżysera - "Nad jeziorem Tahoe" z 2008 roku, to propozycja zaadresowana dla bardzo wyraziście określonego widza. Pozostali wyjdą z kina po dziesięciu minutach - poirytowani i znudzeni.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.