Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Pod presją

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Filmy Wiesława Saniewskiego wreszcie ukazują się na DVD. Szkoda, że dystrybutor zaczął od przypomnienia tych nieudanych

Saniewski jest twórcą intrygującym. Jego filmografia zawiera zarówno tytuły wybitne, jak i nieudane, ale twórca "Sezonu na bażanty" (1985) jako jeden z nielicznych autorów konsekwentnie przywraca polskiemu kinu zapomnianą postać inteligenta.

Od "Nadzoru" z 1983 roku, po najnowszego "Wygranego" Wiesław Saniewski realizuje filmy, których wspólnym bohaterem jest człowiek pod presją. Presją rozumianą dosłownie (więzienie, szpital czy sąd), ale także mentalnie: obowiązek świadczenia nieprawdy, krycie winnych albo działanie według odgórnego regulaminu. Taki był Jan Milewski z "Dotkniętych", Paweł Karczmarek z "Sezonu na bażanty", Piotr z "Wolnego strzelca", Oliver z "Wygranego", wreszcie Klara z "Nadzoru".

Saniewski w latach 70. był cenionym krytykiem filmowym. Jedna z jego wartościowych krytycznofilmowych publikacji nosiła tytuł "Niewinność utracona w kinie". Okazała się profetyczna: po latach "niewinność utracona w kinie" jest jednym z najważniejszych kluczy interpretacyjnych pomocnych w zrozumieniu twórczości reżysera. We wspomnianym "Nadzorze", ale także w "Dotkniętych" (1988) według prozy Andrzeja Kijowskiego czy w świetnym "Bezmiarze sprawiedliwości" z 2006 roku Wiesław Saniewski stawia na pierwszym planie bohatera czystego, niemal nieskalanego, który na oczach widza staje w obliczu dramatycznych wyborów życiowych. Dzięki spotkaniu takich a nie innych osób w konkretnym miejscu jego życie może ulec diametralnej zmianie. Saniewski precyzyjnie pokazuje niewinność, która - w zależności od kontekstu - może zamienić się w mądrą dojrzałość albo w cynizm.

Starsze filmy Wiesława Saniewskiego są niemal nieznane szerszej publiczności. Dobrze zatem, że ukazują się wreszcie na DVD. Szkoda jedynie, że pierwszy wybór padł na tytuły słabsze. "Obcy musi fruwać" z 1993 roku został pomyślany ambitnie. Saniewski autoironicznie pokazał moment transformacji ustrojowej, niemal nieobecny w polskim kinie z tamtego okresu. Rozgrywająca się tuż po upadku muru berlińskiego opowieść o wizycie w Berlinie polskiego reżysera, który w gronie przyjaciół - aktorów emigrantów - chce wrócić do pomysłu wystawienia przedstawienia zarzuconego w stanie wojennym, nosi znamiona moralitetu, ale artystycznemu spełnieniu przeszkadza brak dystansu. W filmie sztuka nieustannie walczy z komercją (aktorzy walczą o fundusze na realizację marzenia, zajmując się sprzedażą resztek z muru berlińskiego), a reżyser walczy z oporem materii filmowej. O ile jednak "Obcy musi fruwać" jest filmem, który na pewno warto zobaczyć, o tyle "Deszczowy żołnierz" Saniewskiego z 1996 roku to tylko kuriozum dla odważnych. Swego czasu film był skandalem. "Wyróżniony" nieelegancką nagrodą Złotego Pawia przyznaną przez dziennikarzy festiwalu w Gdyni dla największej klapy imprezy, wywołał w mediach dyskusję na temat zajadłości polskiej krytyki, znajdując przy okazji aktywnych sprzymierzeńców - na przykład Jana Miodka i Jacka Kuronia - oraz zbierając na międzynarodowych festiwalach kilka prestiżowych nagród.

Dzisiaj, bez otoczki sensacji, "Deszczowy żołnierz" wydaje się kompletną pomyłką. Rozgrywająca się w dwóch odsłonach czasowych, w 1949 roku i w latach 90. ubiegłego wieku, historia śledztwa prowadzonego przez młodą panią prokurator (Antonina Choroszy), w której dwie pozornie zakończone sprawy nakładają się na zupełnie nowe dochodzenie, jest przykładem filmu pretensjonalnego w swojej symbolice, chaotycznego w zamierzeniach i naznaczanego piętnem nieudolności. Na szczęście kolejne tytuły Saniewskiego, "Bezmiar sprawiedliwości" i "Wygrany", udały się zdecydowanie lepiej.

@RY1@i02/2011/079/i02.2011.079.196.026a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/079/i02.2011.079.196.026a.002.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/079/i02.2011.079.196.026a.003.jpg@RY2@

Łukasz Maciejewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.